Minitest: Volkswagen Caddy 2.0 TDI 4Motion – przyjemny blaszak

Samochody dostawcze są nudne i nie ma w tym nic odkrywczego. Pudełkowate kształty, twarde materiały, niewysilone silniki – tak po prostu musi być. Wybrać spośród nich na rynku jednak jakoś trzeba, przyjrzymy się więc pomocnikowi starszemu stopniem – Volkswagenowi Caddy!

Volkswagen Caddy obecny jest na rynku od 1979 roku, ale przez cały ten czas koncepcja na na niego minimalnie się zmieniała. Caddy I, od 1979 do 1983 jako Rabbit produkowane w Pensylwanii na rynek amerykański, a od 1983 pod nazwą znaną do dziś w zakładach w Sarajewie, to auto konstrukcyjnie oparte na Golfie I (co ciekawe od 2006 roku, jako VW 14d, Caddy I produkowane jest w RPA). Caddy II/ Seat Inca to krok wstecz w stronę mniejszych samochodów – zbudowano je w oparciu o technologię Seata Ibizy i VW Polo. Caddy III to znowu powrót do Golfa, tym razem V generacji. IV generacja dostawczego Volkswagena to tak naprawdę poddana liftingowi III generacja; tu i tam trochę go unowocześniono, dołożono kilka listewek wewnątrz, powiększono listę wyposażenia dodatkowo i voila. Co może być ważne dla patriotów – Caddy od trzeciej generacji powstaje w zakładach Volkswagena w Poznaniu.

Czy jest sens opisywać wygląd tego auta? Nie będę Was zanudzał. Powiem tylko, że przód z nowymi światłami a’la Golf VII wygląda naprawdę dobrze. Kolejnym akcentem, który moim zdaniem zasłużył na uwagę są felgi – stalowe, ale pokryte srebrną, antykorozyjną farbą. Wygląda to fajnie i pozwala bez stresu pokonywać krawężniki. Zresztą, wszelkich krawężników nie należy obawiać się gdy pod nadwoziem, tak jak w testowanym Caddy, o bezproblemowy napęd dbają obie osie. Dzięki technologii 4Motion zwiększył się bowiem też prześwit.

W środku. Cóż. Tutaj naprawdę nie ma o czym pisać. Deska rozdzielcza jak w najtańszym Golfie piątej generacji, materiały na siedzeniach (brakuje ustawienia podparcia lędźwiowego) twarde i niemiłe w dotyku. Wszystko jest za to rewelacyjnie poskładane, więc chociaż można o każdy kawałek plastiku otworzyć butelkę z kapslem, nic nie trzeszczy, nie skrzypi, nie wydaje też innych niepokojących dźwięków. Ucięta u dołu kierownica wyglądałaby dobrze, gdyby nie została w całości wykonana z nieprzyjemnego w dotyku plastiku. Biorąc jednak pod uwagę przeznaczenie samochodu – zabieg w pełni zrozumiały. Audiofil nie ma tu oczywiście czego szukać, ale dla mniej wymagających słuchaczy muzyki, głośniki grają wystarczająco czysto, a znany z innych modeli VAG-a dotykowy wyświetlacz obsługujący multimedia jest bardzo czytelny.

 

caddy (26)

 

To, co najistotniejsze w tego typu aucie znajduje się za przegrodą niewielkiej przestrzeni pasażerskiej (jeśli więc lubisz jeździć na fotelu w pozycji półleżącej to nie tutaj… może i dobrze). 4,4-metrowy Caddy oferuje 3,2 m3 przestrzeni ładunkowej (1779 długości, 1134 mm wewnętrznej wysokości i 1170 mm szerokości między nadkolami), a także drzwi boczne o szerokości 701 milimetrów, podwójne drzwi tylne o szerokości 1183 milimetrów oraz maksymalną ładowność na poziomie 792 kilogramów. Nieźle, prawda?

Niestety nie wiem jak ten niewielki dostawczak zachowuje się, gdy go zapakujemy cementem po sufit, ale po kilkuset kilometrach przejechanych “na pusto” nie odczułem specjalnego dyskomfortu związanego z niedoważeniem tylnej osi. Caddy prowadzi się pewnie, na drogach o gorszej nawierzchni jest wystarczająco wygodny, a praca zawieszenia nie denerwuje swoją głośnością. To, co może przeszkadzać wynika z podwyższonej bryły Volkswagena – przy 120 km/h na autostradzie robi się już dość głośno. Powyżej 140 km/h nie da się już normalnie z pasażerem rozmawiać.

Pod maską testowanego egzemplarza znalazł się 2-litrowy silnik o mocy 110 KM. Do auta niezaładowanego wystarcza on z nawiązką. Tym bardziej, że sparowano go z bardzo poprawnie działająca skrzynią biegów o sześciu przełożeniach i napędem 4×4, o czym pisałem już wyżej. Właśnie, napęd 4Motion – pewnie jesteście ciekawi jak się sprawuje? Caddy miał na kołach letnie ogumienie, ale i tak udało mi się nim wjechać w rozjeżdżoną przez traktory po deszczu drogę między polami. Zresztą nie tylko w nią wjechałem, ale też przejechałem po niej około 1,5 kilometra i udało mi się wyjechać. Jeżeli więc Caddy miałby być używany jako auto transportowe na grząskich terenach budowy, to sprawdzi się w takich warunkach znakomicie.

Podsumowując, VW Caddy nie należy do grupy aut, które zachwycają. Nie ukrywam też, że mocno znudziłem się za jego kierownicą. Nie mogę jednak odmówić mu zaradności w niewielkim terenie, pakowności, dobrego wykonania i ekonomiki jazdy – średnie spalanie podczas testu oscylowało wokół 7 litrów ON. Czy jest lepszy od Mercedesa Citana, którym miałem okazję jeździć późną wiosną? Moim zdaniem nie, ale to głównie kwestia gustu. Cena Caddiego w wersji z tym silnikiem i napędem 4Motion zaczyna się od 73 350 złotych, czyli w sam raz!

agier 

 

Wygląd: 6 Stars (6 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 8 Stars (8 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 7 Stars (7 / 10)
Wyposażenie: 6 Stars (6 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 7.1 Stars (71/100)

 

 

 

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...