Test: Volkswagen Arteon Shooting Brake 2.0 TSI 4Motion – dla prezesa

O ile Passat Variant to często typowe auto dla managera średniego szczebla, tak Arteon Shooting Brake śmiało może stanąć w garażu samego prezesa.

To kontrowersyjna teza, bo przecież są jeszcze silne marki premium, które już tak nie kolą w oczy jak dawniej. Volkswagen chciałby właśnie z nimi konkurować i od początku istnienia tego modelu dał temu wyraz. Zacznijmy od samej nazwy – Arteon. To od łacińskiego słowa Artem oznaczającego sztukę. Tak finezyjnej nazwy próżno szukać w europejskiej historii Volkswagena, jedynie chiński Phideon może również podpisać się pod tą filozofią. Po drugie charakter tego samochodu wykracza poza schematy marki. Volkswageny zawsze miały myśl przewodnią w postaci praktyczności. Forma była pochodną funkcji, a tutaj jest dokładnie odwrotnie. Arteona od Passata i reszty gamy ma odróżniać właśnie atrakcyjny, sportowy design.

Patrząc po statystykach sprzedaży mam wrażenie, że producent trafił na podatny grunt. W samym 2020 roku sprzedało się 48 tys. sztuk Arteona liftback, który w swoim segmencie ustąpił pierwszeństwa tylko Audi A5 Sportback (49 tys.). W tym samym czasie do klientów trafiło 210 tys. egzemplarzy Passata w wersji limuzyna. Stosunek liczby sprzedanych Arteonów do Passatów jest mniej więcej 1:4. Dla porównania stosunek sprzedanych Mercedesów CLS do klasy E to 1:11. Jest to sukces, który zachęcił Wolfsburg do rozwinięcia gamy. Od momentu liftingu w 2020 roku do oferty dołączyła sportowa wersja R o mocy 320 KM oraz Shooting Brake. Tego ostatniego miałem przyjemność sprawdzić.

Shooting Brake, czyli sportowe kombi

Shooting Brake (lub Break) to termin odkurzony we współczesnej motoryzacji, choć wywodzi się jeszcze z XIX w. Oznaczał powóz konny, który służył w anglosaskiej części Europy do polowań. Musiał mieć dodatkową przestrzeń na broń, amunicję i samych polujących. Wraz z rozwojem motoryzacji termin ten był sporadycznie używany w przypadku sportowych, dwudrzwiowych kombi służących w tym samym celu. Mamy więc pierwiastek praktyczności, sportu, wyższych sfer i dźwięczną nazwę. Tylko liczba drzwi uległa zmianie, więc puryści nigdy nie będą tego nazywać Shooting Brake, a jedynie trochę bardziej urodziwym kombi.

To fakt, że designerom Volkswagena od początku projekt Arteona się udał. Gdy wchodził na rynek w 2017 r. jego design nie wskazywał na żadne powiązania z popularnymi Golfami czy Passatami. Grill przedni płynnie przechodzący w reflektory i sylwetka podobna do Audi A7 chwytały klientów za serca i za portfele. Nawet dziś tylko Touareg, czyli model z jeszcze wyższej półki, ma podobne cechy stylistyczne. Volkswagen tym samym zachował odrębność stylistyczną modeli lansowanych na premium od reszty gamy. Mając tak dobrą bazę jak Arteon liftback nie było chyba zbyt trudno zrobić Shooting Brake’a. To była kwestia narysowania umiejętnie dwóch linii na profilu bocznym. W mojej opinii powstało coś bardzo oryginalnego. Widać w tym wyczucie i smak w przeciwieństwie do Passata Varianta, w którym projekt tyłu zajął chyba 5 minut i to w przerwie na kawę.

Kupujesz oryginalność i… miejsce nad głową

Dopłata do bazowej wersji Arteona Shooting Brake względem bazowej wersji liftbacka to w cenniku 6100 zł brutto. Na co są przeznaczone te pieniądze? Oczywiście na linię nadwozia w rejonie bagażnika. Sam bagażnik symbolicznie urósł o 15 litrów i ma 590 l. Nie zauważysz tej różnicy w praktyce, za to pasażerowie tylnej kanapy mają więcej miejsca na głowę. Na nogi i tak nie ma problemu, bo to poziom Skody Superb, ale nad głową rzeczywiście te parę centymetrów się przydaje. Wiem co mówię, przewiozłem z tyłu 3 dorosłe osoby na 320-kilometrowej trasie.

Lifting modelowy nie tylko wniósł wersję R oraz właśnie Shooting Brake, ale też dziesiątki pomniejszych zmian w wyglądzie i wnętrzu auta. Szczególnie widoczne są aktualizacje kokpitu i sposobu obsługi kluczowych funkcji. Przede wszystkim zniknęły pokrętła klimatyzacji, a w ich miejsce mamy dotykowe gładziki. Niepraktyczne, ale wyglądają bardzo designersko, tak samo jak nowa kierownica. Nauczony doświadczeniem z panelu klimy tutaj też spodziewałem się dotykowych przycisków i się zawiodłem. To fizyczne przyciski, choć pochowane pod zbiorczymi maskownicami w kolorze piano black. Mamy tutaj nadmiar fortepianowej czerni i dotykowych paneli, więc nie powinno mi się to podobać. Mimo to lubię wnętrze Arteona po liftingu, bo wygląda genialnie. Jest coś nieokreślonego w języku projektowania VW, że nawet proste formy potrafią tak wykonać, że wygląda luksusowo. Jednej rzeczy nie wybaczę – ze środka konsoli zniknął analogowy zegarek.

Majestatyczny w ruchu miejskim, szybki na autostradzie

Arteon Shooting Brake to jeden z tych samochodów, w których nie miałem ochoty się nigdzie spieszyć. Gdy otulał mnie fotelem ze skórą Nappa i muzyką z systemu Harman/Kardon naprawdę wszystkie pilne sprawy schodziły na drugi plan. W tym wnętrzu się odpoczywa niezależnie czy jedziesz nocą czy dniem, po bułki do Żabki czy do Berlina autostradą. Występuje tutaj silne połączenie komfortu akustycznego ze stabilnością czołgu i miękkością zawieszenia. Naprawdę przyjemnie mi się nim jeździło nawet w trybie Eco, gdy skrzynia DSG pozwala na żeglowanie.

DSC 5948 1024x683

Kiedy jednak sprawy się rypią, a ty musisz być w 15 minut 30 kilometrów stąd to na polecenia czeka 2.0 TSI i 280 koni z napędem na wszystkie koła. Ten zestaw potrafi ciężkiego Arteona rozpędzić do 100 km/h w 5,5 s i nawet na niemieckiej autostradzie nie łapie zadyszki. Zresztą w standardzie kierowca otrzymuje aktywny tempomat działający do 210 km/h, jakby producent sugerował jak należy używać tego samochodu. Do szybkiej jazdy zachęca pozycja za kierownicą – niska, dość sportowa z kokpitem otaczającym kierowcę. To tak bardzo przyjemnie uczucie w przeciwieństwie do SUV-ów, w których siedzisz jak na krześle. Układ kierowniczy działa bardzo poprawnie, a zawieszenie w dużej mierze zależy od wyboru trybu jazdy. Ustawienia wahają się od pozycji ‘ponton’ do pozycji ‘sportowy komfort’.

Warto wspomnieć, że te 280 koni nie ma zbyt wielkiego apetytu na paliwo. Średnio na trasie z prędkością 130-140 uzyska się około 8,5-9 l na setkę. Miejska jazda skutkuje wynikiem bliższym 11 l/100 km. Taka moc musi przepalić właśnie tyle, komu się nie podoba niech sięgnie po turbodiesla. Ja zostaję z benzynowym TSI, które po raz kolejny zaimponowało mi kulturą pracy i dynamiką przy rozsądnym gospodarowaniu paliwem.

Arteon Shooting Brake – oferta

Shooting Brake można kupić z całą gamą silników, wszystkie mają pojemność 2 litrów i moc od 150 do 320 KM. Wyjątkiem jest hybryda plug-in bazująca na 1.4 TSI, ale o tym opowiemy innym razem. Najmocniejszy diesel ma 200 KM, a najmocniejsza benzyna 320 KM (Arteon R). Mi do testu przypadła druga od góry wersja o mocy 280 KM i napędem na wszystkie koła 4Motion. Ogólnie jeśli ktoś chce czterobuta to musi patrzeć na górne rejony cennika. Są 4 linie stylistyczne, ale 90% klientów zainteresują tylko te dwie: Elegance i R-line. Pozostałe 10% wyboru to wersja Essence jedynie z najskromniejszym silnikiem benzynowym oraz topowa R-ka – drogi model dla koneserów. Mi do testu przypadła najładniejsza w mojej opinii wersja Elegance posiadająca już w standardzie sporo chromowanych elementów.

DSC 5940 1024x683

Znając politykę cenową VW spodziewałem się naprawdę biednej wersji bazowej. Chcesz coś super? To płać i płacz! O dziwo tak nie jest, bo już w podstawie wersji Elegance jest Virtual Cockpit, LED-owe oświetlenie z dynamicznymi kierunkowskazami, ambientowe światełka w jednym kolorze, aktywny tempomat, elektryczne klapa bagażnika i masa innych rzeczy. Swoją drogą i tak dołożyć można tysiąc pakietów i bajerów od skóry Nappa przez rozbudowane multimedia do 30 kolorów światełek we wnętrzu. Niegłupi jest też lakier Kingfisher Blue w testowanym egzemplarzu, który gwarantuje zainteresowanie gawiedzi na ulicach. Na 19-calowych, jasnych felgach auto wygląda na jeszcze smuklejsze i niższe niż faktycznie jest.

To wszystko ma swoją cenę, więc wątpię by tak dopasione egzemplarze rzeczywiście pojawiały się na drogach. Ogólnie Arteon rozpoczyna się od nieco ponad 153 tys. zł, ale z tym napędem już od 220 tys. zł. Egzemplarz ze zdjęć to już wydatek ponad 290 tys. zł, więc mocno wkroczył w terytorium Arteona R (od 260 tys. zł). Ja bym pewnie z połowy tych opcji śmiało zrezygnował, a i tak z przyjemnością patrzyłbym na swoje odbicie w witrynach sklepowych podczas powolnego objazdu miasta.

DSC 5965 1024x683
Świetlny pas z przodu to jedna z modyfikacji przy okazji liftingu.

Podsumowanie

Wielu próbowało awansować swoje droższe modele do klasy premium. Peugeot zaczął nie od samochodów, tylko od cenników, a Citroen na razie bez skutku reaktywuje DS-a. Volkswagen postanowił po prostu zaoferować klientom produkt, który faktycznie prezentuje coś więcej niż dostają w standardowym modelu, na którym bazuje. Arteon jest tak podobny do Passata, jednocześnie utrzymany w innej lidze stylistycznej, żeby oba te modele wzajemnie się nie gryzły. A co jeśli chodzi o Shooting Brake? Wracając na chwilę do statystyk sprzedaży mówiłem, że w zeszłym roku nabywców znalazło 48 tys. Arteonów liftback. A ile Shooting Brake’ów? Ledwo 1900 egzemplarzy na całym świecie. Ok, to świeżynka, ale już teraz wybierając ten model kupujesz nie tylko bardziej praktyczne nadwozie, które wciąż świetnie wygląda. Kupujesz przede wszystkim oryginalność, bo w całym imperium VW trudno szukać drugiego tak niszowego i jednocześnie tak fajnego samochodu.

Bartłomiej Puchała

Wygląd:%name (9 / 10)
Wnętrze:%name (9 / 10)
Silnik:%name (8 / 10)
Skrzynia:%name (8 / 10)
Przyspieszenie:%name (9 / 10)
Jazda:%name (9 / 10)
Zawieszenie:%name (9 / 10)
Komfort:%name (9 / 10)
Wyposażenie:%name (9 / 10)
Cena/jakość:%name (7 / 10)
Ogółem:%name (86/100)

Galeria

Dane techniczne

Silnik: R4, benzynowy z turbo
Pojemność: 1984 cm³
Moc: 280 KM
Maksymalny moment obrotowy: 400 Nm przy 2000-4900 obr/min
Skrzynia biegów: AT DSG-7
Napęd: 4×4 4Motion
0-100 km/h: 5,5 s
V-max: 250 km/h
Zbiornik paliwa: 66 l
Cena: od 153 190 zł, Elegance 280 KM od 228 490 zł, egzemplarz testowy 292 340 zł

Dyskusja

komentarzy

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.