Test: Opel Crossland 1.2 Turbo – dziadkowóz

Opel Crossland to dziwny wóz. Ni to crossover, ni to mikrovan, ale jego cechy powinny spodobać się starszym kierowcom.

Wiem jak to wygląda, że w tytule artykułu nazwałem testowany samochód ‘dziadkowozem’. To potoczne określenie ma raczej negatywny wydźwięk, bo przecież nikt nie powie otwarcie, że chciałby jeździć dziadkowozem. Nawet ktoś, kto ma o 50 lat więcej niż ja wolałby tego określenia unikać, nawet jeśli wybiera samochód pasujący do opisu. Tymczasem ja sam, urodzony w latach 90., jeżdżę dziadkowozem i wcale się tego nie wstydzę. Uważam nawet, że to całkiem pożądana cecha! Nowy Opel Crossland nie przypomina z wyglądu mojego wozu, choć niektóre rozwiązania są znajome.

Crossland – przedstawiciel ginącego segmentu

Minivany cieszyły się sporym zainteresowaniem przez dobre 15-20 lat. Opel jako producent odnosił na tym polu wielkie sukcesy np. Zafira czy Meriva. Nie były to najbardziej interesujące samochody, ale na pewno praktyczne i dość trwałe. Teraz, w dobie wszechobecnych crossoverów, Opel nie bardzo chce odpuścić sobie ten segment. Zafirę już pożegnaliśmy, bo teraz pod tą nazwą produkowane jest coś zupełnie innego. Tymczasem Crossland kontynuuje linię Merivy i nawet pseudoterenowe dodatki zewnętrzne nie są w stanie tego faktu ukryć. To minivan lub mikrovan, który swoją linią próbuje za wszelką cenę pozostać konkurencyjny.

W celu poprawy tej konkurencyjności Opel zrobił dla Crosslanda wiele wersji, wśród których wyróżnia się testowana GS Line. To ani najbogatsza, ani najbiedniejsza wersja wyposażenia, ale na pewno najciekawiej wygląda. To głównie za sprawą ładnych felg aluminiowych w kolorze czarnym oraz ozdobnej listwie bocznej o barwie krwistej czerwieni. W tego typu samochodzie jest to zaskoczenie, ale z białym lakierem komponuje się co najmniej nieźle.

Mimo to sylwetka Opla Crossland to dość nieproporcjonalny wytwór. Samochód jest wąski, wysoki i moim zdaniem ma za małe koła w stosunku do wielkości sylwetki. Takie proporcje mogą mieć dostawczaki, ale nie samochód lansujący się na stylowego modnisia. Kolejnym elementem, który tu nie pasuje jest moim zdaniem przedni grill zaślepiony plastikiem fortepianowym. To efekt niedawnego liftingu mającego upodobnić Crosslanda do crossovera Mokka. Problem w tym, że tam grill z reflektorami pomyślany jest jako jedna całość stylistyczna, a tutaj zrobiony jest trochę na siłę. Osobiście uważam, że przedliftowa wersja jest bardziej spójna stylistycznie.

Wnętrze – klasyczne, ale tandetne

Crossland wygląda jak hatchback, którego ktoś rozciągnął w górę poleceniem stretch. Nie chodzi tylko o dach, ale także o fotele, kanapę i bagażnik. Siedzi się wysoko i daleko od podłogi, więc pozycja jest mocno krzesełkowa. Wszystkie miejsca mają moim zdaniem za krótkie siedziska, więc do takiej charakterystyki trzeba się przyzwyczaić. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z fotelami ortopedycznymi, które spotkałem w Insignii. Zaletą jest to, że bardzo wygodnie się do Crosslanda wsiada, bo otwory drzwiowe są duże i ergonomicznie zaprojektowane.

Wnętrze tego modelu Opla zaprojektowano z poszanowaniem klasyki. W porównaniu z krewniakami zbudowanymi na tej samej płycie podłogowej, jak np. Peugeot 2008, jest tutaj mocno konserwatywnie. Klasyczny hamulec ręczny zaciąga się wajchą o dziwnym kształcie, ale jednak ręcznie. Dźwignia automatu także jest mocno niedzisiejsza – wielki lewar nie dość, że długi i umieszczony mocno w podłodze, to jeszcze droga wrzucania biegów jest schodkowa. Tak samo jak w Mercedesie W124 sprzed 35 lat i w wielu innych klasycznych wozach.

Klasyczny układ kokpitu może się podobać, bo nie ma tak denerwującego wystającego ekranu dotykowego. Tak samo wiele przycisków ma nadal formę klasycznych guzików i pokręteł, które działają z odpowiednim oporem. Opel chyba chciał, żeby wersja GS Line wyróżniała się sportowym sznytem, więc przyozdobił wnętrze czerwonymi panelami i paskami. Szkoda, że zrobili taką tanią tandetę, bo mogli poprawić rzeczy ważne – dać niższe fotele czy ciut mniejszą kierownicę z perforowaną skórą. Łatwiej jednak walnąć czerwony i twardy jak skała plastik.

Szalona jazda na trzech cylindrach

Przyznam się, że niewiele tym Oplem jeździłem. Test był dość krótki, nie miałem potrzeby jechać nigdzie daleko, ale najważniejszy powód jest taki, że nie miałem ochoty. Nie moja pozycja za kierownicą, nie mój styl samochodu, a audio jest na tyle słabe, że nie miałem chęci tak po prostu pojeździć z muzyką wieczorami. Układ kierowniczy jest bardzo odizolowany od drogi, a jego przełożenie za mało bezpośrednie. Mam na myśli to, że trzeba wykonać sporo ruchów kierownicą nawet przy nieznacznych manewrach, jak w Dacii Logan. Plus jest taki, że samochód jest bardzo zwrotny jak na przednionapędowca.

DSC 6098 1024x683

Jednym z jaśniejszych punktów tego samochodu jest silnik. Turbodoładowana jednostka o pojemności 1,2 l ma 3 cylindry i akurat w tym przypadku 130 KM. Na papierze – niewiele. W praktyce mały silnik z turbo to właśnie idealny napęd dla tego samochodu. Na trasie ma na tyle mocy, by wygodnie podróżować 140 km/h z kompletem osób i nie pali przesadnie dużo. Crossland jest wysoki, więc 7 l na ‘setkę’ oceniam pozytywnie. Dla siebie zrezygnowałbym z automatu, który jest zamulony i nie pasuje do nowoczesnego samochodu.

Silnik nadaje Oplowi przyzwoitą dynamikę, tylko co z tego jak zawieszenie stworzono do bujania się po dziurawych, miejskich ulicach. Dawno z taką przesadną asekuracją nie wchodziłem w zakręty nowoczesnym wozem. Jedziesz, widzisz przed sobą łuk, dostosowujesz prędkość do zakrętu, a Opel całym sobą komunikuje kierowcy, że nie lubi takich akcji. Kierowca też szybko nie polubi, bo musi kurczowo trzymać się kierownicy. Fotel nie ma absolutnie żadnego trzymania bocznego – to po prostu płaska powierzchnia do posadzenia czterech liter.

Crossland gwarantuje spokojne współżycie

Jazda na co dzień Oplem nie dostarcza zbyt wielu wrażeń, ale Crossland powinien być oddanym przyjacielem. Przede wszystkim jest większy w środku niż podobnej wielkości crossovery (patrz nowa Mokka). Bagażnik o pojemności ponad 400 litrów powinien wystarczyć na duże weekendowe zakupy. No chyba, że to zakupy w meblowym, ale po złożeniu kanapy jest aż 1255 l. W codziennej jeździe muszę pochwalić wyciszenie, bo silnika w zasadzie nie słychać. Nawet jak do kabiny wdziera się dźwięk tego 3-cylindrowego potworka, to uderza w przyjemne tony.

DSC 6105 1024x683
Bagażnik jest głęboki i regularny – to jedna z zalet Crosslanda.

Bardziej mnie martwi to, że mając egzemplarz w średniej wersji wyposażenia nie mam na pokładzie paru oczywistych elementów wyposażenia. Dopłaca się m.in. za dwustrefową klimatyzację automatyczną czy trzeci zagłówek z tyłu (!), a nawet po przekroczeniu cennikowych 100 tysięcy samochód nadal odpalasz kluczykiem z tradycyjnym grotem. Nie ma też systemu Keyless Entry. Elektryczna klapa bagażnika? Zapomnij. Kamera 360? Brak. Nie ma nawet podgrzewanych siedzeń. Po takie i inne rarytasy trzeba sięgnąć głębiej do kieszeni i wziąć wersję Ultimate.

Opel Crossland, a realia rynkowe

Jedynym samochodem sylwetką i charakterem podobnym do Crosslanda jest obecnie Honda Jazz. To także mikrovan, choć cały zbudowany wokół innowacyjnego napędu. Co ciekawe, za podobne pieniądze w Hondzie dostajesz to wszystko, za co w Oplu dopłacasz. Możesz nawet wziąć wersję Crosstar jeśli koniecznie chcesz coś z ‘Cross’ w nazwie. Jeździłem Hondą i moim zdaniem nie napęd i nie gabaryty (kilkanaście cm mniej od Opla) robią największą różnicę w tych samochodach. Najbardziej uderzające jest to, że Honda sprawia wrażenie dopracowanej, podczas gdy Opel Crossland wyląda jak zrobiony na szybko, byle jak, aby coś było. Gdyby ten produkt jeszcze bronił się ceną mógłbym to zrozumieć, ale za dobrze wyposażonego Crosslanda płaci się tyle, ile za te najbardziej pojemne crossovery. Nawet po uwzględnieniu rabatu 9000 zł jaki można teraz dostać w salonie Opla.

DSC 6048 1024x683

Podsumowanie

Mówiąc krótko, Opel mnie nie zachwycił. Nie przepadam za marką, ale obiektywnie rzecz biorąc Crossland nie ma czym przekonać klienta w obecnych czasach. Jest bardziej praktyczny niż przeciętny crossover segmentu B, ale wygląda pokracznie i wcale nie kosztuje mniej. Do tego słabo jeździ i w wielu aspektach jest już trochę przestarzały. Co z tego, że po mieście się nim dobrze lata, jak są wozy, które zrobią to równie dobrze. Co z tego, że wygodnie się wsiada, jak sama jazda w tym fotelu powoduje ból kręgosłupa. A już najbardziej uderzają mnie te sportowe akcenty wersji GS Line. Paseczki, listewki, alufelgi, wszystko fajnie… a układ kierowniczy precyzyjny jak w skuterze wodnym. To się po prostu nie spina. Takie auto mogą kupić jedynie kierowcy, którzy naprawdę lubią minivany i nie chcą czegoś z drugiej ręki. Tacy, którzy preferują spokojny styl jazdy i cenią sobie niskie spalanie benzynowego silnika i czytelny kokpit. Wychodzi na to, że w znakomitej większości będą to osoby starsze. Wracamy do tytułu – Crossland to modelowy dziadkowóz, rok produkcji 2021.

Bartłomiej Puchała

Wygląd:%name (6 / 10)
Wnętrze:%name (6 / 10)
Silnik:%name (8 / 10)
Skrzynia:%name (5 / 10)
Przyspieszenie:%name (5 / 10)
Jazda:%name (4 / 10)
Zawieszenie:%name (6 / 10)
Komfort:%name (8 / 10)
Wyposażenie:%name (4 / 10)
Cena/jakość:%name (5 / 10)
Ogółem:%name (57/100)

Galeria Opel Crossland:

Dane techniczne Opel Crossland:

Silnik: R3, turbobenzyna
Pojemność: 1199 cm³
Moc: 130 KM przy 5500 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 230 Nm przy 1750 obr/min
Skrzynia biegów: sześciobiegowa, automatyczna
Napęd: przedni
0-100 km/h: 10,2 s
V-max: 198 km/h
Zbiornik paliwa: 45 l
Cena: od 75 950 zł, GS Line od 81 550 zł, cena testowanego egzemplarza 98 800 zł (rabat 9000 zł)

Dyskusja

komentarzy

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.