Test: Lexus NX300h. Relaksujący, ale…

Lexus NX300h ma wszystko, czego można oczekiwać od dzisiejszego nowoczesnego samochodu. Jest prestiżowy, wygodny, świetnie wykonany i dobrze wygląda. Oprócz tego, jest oczywiście SUV-em, ale – mimo tego – stara się być ekologiczny. Mieszanka idealna? Niestety, jest pewien szkopuł.

 

Do agresywnie stylizowanych kształtów nowego SUVa japońskiej marki zdążyliśmy się już trochę przyzwyczaić. Po ulicach Warszawy w godzinach szczytu jeździ coraz więcej NX-ów, ze swoimi ostrymi liniami i masą przetłoczeń, wyglądających jak cięcia wykonywane samurajskim mieczem.

Już po pierwszych chwilach w tym wozie zrozumiałem, dlaczego może się podobać. Ostatnio dużo mówi się o markach i produktach “premium”. Tęgie głowy zastanawiają się, jak zdefiniować to ulotne pojęcie. I my na łamach niniejszego portalu nieraz stanęliśmy przed tym wyzwaniem, chociażby ostatnio, przy okazji testu Mondeo Vignale. Ja doszedłem w końcu do wniosku, że to, co ciężko jest zdefiniować, łatwo jest poczuć.

Harmonia wykończenia, zapachu i tego, w jaki sposób działają poszczególne elementy wnętrza dają wrażenie, że rzeczywiście jedziemy czymś lepszym, niż zdecydowana większość użytkowników drogi. Czepiać można by się nieco udziwnionej stylistyki i grafiki elementów systemu multimedialnego, która zaczyna już powoli trącić myszką. Ale o ile w klasycznej limuzynie odrobina szaleństwa mogłaby nie uchodzić, o tyle do modnego, nowocześnie narysowanego SUV-a to wnętrze pasuje świetnie.

 

LexusNX300h (7)

 

Dodajmy do tego czerwoną (bordową?) skórę dobrej jakości, przeszklony dach wprowadzający do wnętrza sporo światła i wysoką pozycję za kierownicą, pozwalająca na to, by spojrzeć na innych trochę z góry. Za kierownicą NX-a można poczuć się jak król szosy.

Dopóki jedziemy w mieście, wszystko jest zupełnie w porządku. Manewrowanie i wolna jazda jedynie na silniku elektrycznym robią za sprawą swej bezszelestności wielkie wrażenie, tak na kierowcy, pasażerach, jak i na przechodniach (uwaga, by nie weszli nam pod koła!). Samochód płynnie rusza, bezstopniowa skrzynia zapewnia brak jakiegokolwiek szarpania. Klimatyzacja przyjemnie chłodzi, system audio zapewnia bardzo dobre wrażenia naszym uszom, zaś układ kierowniczy działa lekko, ale jednocześnie zapewniając przyjemne czucie i dając wystarczająco informacji na temat sytuacji przednich kół samochodu. Jest też wygodnie. Mimo dość niskiego profilu opon nierówności nie są w stanie zakłócić spokoju panującego w kabinie.

Po kilkudziesięciu minutach miejskiej jazdy NX-em zacząłem z zazdrością spoglądać na innych kierowców (czy raczej, przeważnie, kierowczynie :-) ) tych samochodów, czując ukłucie w dołku, że w codziennej podróży do sklepu, po dzieci do przedszkola i do fryzjera towarzyszy im tak przyjemnie relaksujący Lexus. Ja co prawda nie mam dzieci, a fryzjera odwiedziłem niepokojąco dawno, ale przecież znalazłbym jakiś powód, by trochę pojeździć tym autem.

 

LexusNX300h (1)

 

Niestety – ten, który w końcu sobie wymyśliłem, wymagał podróży za miasto. W momencie minięcia tabliczki z przekreślonym słowem Warszawa, odkryłem największy problem tego samochodu. Tym z Was, który nie do końca orientują się w nazewnictwie stosowanym przez Lexusa, wyjaśnię, że 300h oznacza, że pod maską pracuje silnik hybrydowy. Nie ma co prawda trzech litrów pojemności, składa się z płynnie wchodzącego do gry 2.5 litrowego benzyniaka o mocy 155 KM i dwóch silników elektrycznych. Łączna moc układu to nieźle wyglądające na papierze 197 KM.

Z tą elektryczno-spalinową kombinacją zestawiono bezstopniową przekładnię CVT. Czy już domyślacie się, o co może mi chodzić?

Prawdopodobnie zgadliście. Auto podczas przyspieszania (nawet nie tylko podczas mocnego) wydobywa z siebie potępieńcze, jednostajne wycie, które zupełnie nie pasuje do charakteru samochodu. Co prawda w trybie sportowym, który można tu ustawić, sytuacje próbują ratować “udawane” zmiany biegów, ale… trzeba przyznać, że nie pomagają zbyt dużo. Zdarzało się, że pasażerowie zaniepokojeni pytali “gdzie się tak spieszymy”, podczas gdy ja właśnie dość spokojnie przyspieszałem z 80 do 90 kilometrów na godzinę…

Niestety, nawet przy gazie wciśniętym do oporu, wyniki Lexusa w konkurencjach dynamicznych (albo po prostu podczas wyprzedzania) nie są zbyt dobre. Nie tylko przyspieszenie do 100 km/h (9.2 sekundy), ale i czas, w jakim samochód nabiera prędkości np. w zakresie 80-120 km/h mogą sprawić, że auta o wiele tańsze i bardziej pospolite po prostu nas zawstydzą, natomiast każdy manewr wyprzedzania należy dobrze planować. To rozczarowujące zwłaszcza, że opisywany egzemplarz to wersja F Sport, wyróżniająca się m.in. nieco bardziej agresywną stylizacją. To wszystko nie do końca gra z resztą samochodu, który w mieście jest uspokajający. Dopóki jedziemy spokojnie i powoli, jest świetnie. W trasie niestety, robi się nieprzyjemnie.

 

fot. Adam Gieras

 

Jaka jest recepta na tę bolączkę NX’a 300h?

Rozwiązania są dwa. Pierwsze to… jak najmniej jeździć w trasy. Wbrew pozorom to nie jest tak bardzo głupi pomysł, jak może się wydawać. Większość aut tego typu kursuje jedynie na stałej trasie powiązanej z codziennymi sprawunkami właściciela czy – jak już wspominałem – częściej właścicielki. Wtedy 300h sprawdzi się doskonale. Ciężko wówczas nie docenić bowiem jego 555 litrowego bagażnika (za sprawą baterii elektrycznych, próg załadunku jest dość wysoko, poza tym – brak zastrzeżeń), płaskiej podłogi i ilości miejsca w każdą stronę. No i wygody oraz charakteru, o których już pisałem. W dodatku w mieście da się uzyskać naprawdę niezłe spalanie, na poziomie sześciu litrów “z ogonem”. A o to przecież w hybrydzie chodzi.

Drugie rozwiązanie to kupić odmianę benzynową 200t, z silnikiem 2.0 turbo i o mocy 238 KM. Cena takiej wersji jest identyczna, jak opisywanej, hybrydowej. 200t zaplusuje lepszymi doznaniami dźwiękowymi (tradycyjny automat!), lepszymi osiągami (setka w 7 sekund), zaś spalanie w trasie nie powinno być znacząco wyższe od ośmiu litrów, które zanotowałem w hybrydzie.

 

Lex_NX300h (8)

 

Cena testowanego egzemplarza to 244 tysiące złotych. Tyle trzeba zapłacić za wersję F Sport z pełnym wyposażeniem. Mamy tu napęd na cztery koła (tylną oś napędza silnik elektryczny), nawigację, system multimedialny (do jego obsługi służy niezły i intuicyjny dżojstik) i całą masę asystentów, wspomagaczy i elektronicznych “wyręczaczy”.
Podstawowa odmiana, tak 300h, jak i 200t, to wydatek 181 300 zł, jeśli zależy nam na napędzie 4×4. Gdyby z niego zrezygnować, w kieszeni zostanie nam 6 tysięcy złotych.

Czy Lexus NX jest drogi? No cóż, na pewno nie jest tani. Ale tak naprawdę, to nie jest zła cena jak za modnego, oryginalnego SUV-a, który ma sporo zalet. Niezależnie od tego, którą wersję wybierzecie.

Mikołaj Adamczuk 

 

 

 

fot. Dominika Szablak 

 

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 8 Stars (8 / 10)
Silnik: 6 Stars (6 / 10)
Skrzynia: 5 Stars (5 / 10)
Przyspieszenie: 5 Stars (5 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 9 Stars (9 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 6.9 Stars (69/100)

 

 

Dane techniczne:

Typ silnika: R4 benzynowy + elektryczny
Pojemność silnika: 2494 ccm3
Moc (elektryczny przedni): 143 KM
Moc (elektryczny tylny): 68 KM
Moc (łączna): 197 KM
Maksymalny moment obrotowy (benzynowy): 210 Nm. przy 4200 obr./min
Skrzynia biegów: bezstopniowa
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Przyspieszenie (0-100 km/h): 9.2 s
Zużycie paliwa:
Dane z testu (miasto/trasa/średnie): 6.5/ 8 / 7.3
Pojemność bagażnika: 555 litrów
Wymiary (dł./szer./wys.): 463 / 185 / 165 cm
Cena wersji podstawowej: 175 800 zł
Cena testowanego modelu: 244 700 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl