Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM – ze sportem jej do twarzy

Jeździłem Ibizą Cuprą sprzed liftingu i bardzo mi się spodobała jej narowistość i wrażenie, że nawet jak sporo przesadzę, to ona mnie w biedzie nie zostawi. Testując o połowę słabszą Ibizę FR, mimo wcześniejszych obaw, przekonałem się, że te dwie literki nie zostały przyklejone do jej klapy przez pomyłkę. 

 

Seat Ibiza to tak naprawdę brat Skody Fabii poprzedniej generacji. Tyle że o wiele ciekawszy stylistycznie – przynajmniej na zewnątrz. Hiszpański maluch przeszedł w 2015 roku kolejny facelifting, ale stawiam dobrego Guinnessa temu, kto dostrzeże zmiany. Nie widzicie? Ok, podpowiem zatem – nowe są przednie światła, w które zgrabnie wmontowano diody LED do jazdy dziennej, odświeżono paletę lakierów i felg oraz podobno poprawiono jakość plastików we wnętrzu.

Z drugiej strony to mi absolutnie nie przeszkadza. Ibiza nadal wygląda świeżo i zdecydowanie może, a nawet powinna się podobać. Szczególnie w testowanej, polakierowanej krwistą czerwienią wersji FR. Już na pierwszy plan wychodzi tu podwójna końcówka tłumika, nad którą wyróżnia się ładnie i sportowo zaprojektowany zderzak przełamany czarnym plastikiem. Podobają mi się też wyraźne przetłoczenia wychodzące tak z przedniego, jak i tylnego błotnika.

 

DSC 0112 Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy

 

Niestety wewnątrz to już inna bajka. Widać upływ czasu i volkswagenowskie pochodzenie. Plastiki nadal są twarde i średnio miłe w dotyku (gdzie te zmiany?), a projekt deski rozdzielczej minimalistyczny i trochę już przestarzały. Z drugiej strony – we wnętrzu można poczuć sportową atmosferę, a pomagają w tym na pewno czerwone dodatki (pasy, obwódki nawiewów, przeszycia foteli, kierownicy czy mieszka skrzyni biegów) ożywiające panującą w Ibizie szarość. Spodobały mi się też lekko wyprofilowane w stronę sportu fotele – trzymają ciało w zakrętach lepiej, niż na to wyglądają.

Najważniejsze w testowanej Ibizie jest jednak to, co niewidoczne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. A mówimy tu o usztywnionym zawieszeniu, które ustawiono w taki sposób, żeby pasażerowie nie podskakiwali na każdej dziurze oraz silniku – niedużym, ale dziarskim. Pod maską znalazła się jednostka 1.2 TSI o mocy 90 KM, którą sprzężono z pięciobiegową skrzynią biegów. Każdy bieg wchodzi z miłym oporem, ale bez żadnych zgrzytnięć – sprawia to naprawdę pozytywne wrażenie. Dobre ułożenie biegów oraz świetnie od dołu ciągnący silnik pozwalają na osiągnięcie pierwszej setki w 10,7 sekundy. Wrażenie zza kierownicy jest nawet takie, jakby hiszpański temperament odbierał z tego wyniku jeszcze minimum sekundę.

 

DSC 0072 Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy

 

To jednak nie osiągi, a prowadzenie zaskakują najbardziej. Ibiza prowadzi się świetnie – jest przewidywalna, nie wykazuje specjalnie podsterowności, a nawet jeśli, to jest ona w pełni kontrolowana. Układ kierowniczy pracuje twardo i w zasadzie jedynym moim zastrzeżeniem jest to, że czasami – na nieco gorszej jakości drodze – przednie koła przekazują mu mniej informacji, niż bym tego oczekiwał. Ale to wychodzi tylko podczas naprawdę dynamicznej jazdy. A miałem Ibizę okazję sprawdzić w iście sportowych warunkach – na zamkniętym pasie startowym pod Warszawą, do którego prowadził ostry łuk. Zabawa była świetna i co najciekawsze tania – Ibiza spala bowiem śladowe ilości paliwa. Na trasie potrafi zadowolić się mniej niż 5 litrami. W mieście wystarczy jej 7. A przy ostrej jeździe i zmienianiu biegów na czerwonym polu wlejesz jej 9, a ona przejedzie 100 kilometrów bez zająknięcia.

Podsumowując, Ibiza FR to świetny samochód dla młodego kierowcy, który chciałby nauczyć się jeździć szybko i efektywnie. Silnik zresztą wystarczy nawet bardziej wymagającym adeptom sportowych wrażeń – połknięcie tira na trasie nie stanowi problemu. O tym czy warto dołożyć do 110-konnej wersji musicie zdecydować więc sami. Ja uważam, że niekoniecznie, szczególnie, że mocniejsza jednostka ma po liftingu tylko litr pojemności i jeden cylinder mniej. Tu są nadal cztery!

Adam Gieras

 

 

Wygląd: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (8 / 10)
Wnętrze: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (6 / 10)
Silnik: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (8 / 10)
Skrzynia: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (9 / 10)
Przyspieszenie: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (7 / 10)
Jazda: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (8 / 10)
Zawieszenie: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (9 / 10)
Komfort: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (7 / 10)
Wyposażenie: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (8 / 10)
Cena/jakość: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (8 / 10)
Ogółem: %name Minitest: Seat Ibiza FR 1.2 90 KM   ze sportem jej do twarzy (78/100)

 

 

 

 

 

Podstawowe dane techniczne: 

Silnik: R4, benzynowy
Pojemność: 1197 cm3
Napęd: na przednie koła
Moc: 90 KM przy 160 Nm
Średnie spalanie: 6,1 l/100 km
0-100 km/h: 10,7 s
Prędkość maksymalna: 184 km/h
Masa: 1014 kg
Cena: 62 900 zł

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...