Test: MINI JOHN COOPER WORKS 2.0 231 KM – ciężko pracujący młokos

Waży 1290 kg, dzięki czemu, w przeliczeniu na tonę ma ponad 170 rączych, gotowych do działania w każdej chwili koni mechanicznych. Biorąc pod uwagę wymiary, mocy wydaje się być aż nadto, ale MINI skrywa więcej asów w rękawie! 

 

Przyznaję bez bicia, że nie nigdy nie byłem miłośnikiem brytyjskiej marki, będącej w posiadaniu naszych zachodnich sąsiadów. Dlaczego? Bo nie lubię się popisywać, zwracać na siebie uwagi czy też być w jej centrum, a w tym samochodzie inaczej się nie da. W zasadzie każdy, kto patrzy na ciebie zza kierownicy swojego auta stojącego na światłach, kiedy ty stoisz w MINI obok, myśli sobie: po co temu kretynowi taki samochód? Cóż odpowiedź jest jedna: do zabawy i…? Nie, nie ma żadnego “i” będącego racjonalnym powodem posiadania tego auta. MINI w każdej wersji jest zabawką (no dobra, Countryman jest czymś więcej, ale to wyjątek potwierdzający regułę). MINI JCW natomiast to bardzo szybka i sprawna w działaniu zabawka.

Do tej pory jeździłem dwoma MINI – jednym z silnikiem diesla, który moim zdaniem przeczy trochę idei małego, zwinnego, zwariowanego autka oraz drugim – z 1.5-litrowym, trzycylindrowym benzyniakiem, który wysysa wraz z bezołowiową cały charakter, o którym miłośnicy tych samochodów bez przerwy rozmawiają. Dodam w tej kwestii tyle, że charakter przez “CH” to miało Mini pisane z jednej dużej i trzech małych liter – takie, jakim jeździł np. Jaś Fasola. Obecnie produkowane MINI jest po prostu instrumentem do sprawiania radości ludziom, którzy cały dzień siedzą za biurkiem w swoim korpo, a po pracy mają ochotę trochę szybciej przecisnąć się przez zatłoczone ulice do ulubionej knajpy na sushi.

Trochę jednak tę głupkowatą radość rozumiem, a nawet powiem więcej – stałem się jej wyznawcą dzięki MINI John Cooper Works. Tyle że ja nawet nie próbowałem dojechać do ulubionej knajpy. Radość z prowadzenia tego autka nie pozwoliła tracić czasu na jedzenie!

 

minijcw-16

 

Zacznijmy jednak od tego, że – i tu zdania nie zmienię – MINI jest trochę festyniarskie. Oczywiście ma to odniesienie do historii modelu i ja to rozumiem, ale jak dla mnie czegoś tu za dużo. Przód agresywny, dozbrojony o dodatkowe wloty powietrza pod zderzakiem oraz czarne pasy przechodzące przez maskę nie pasuje mi do o wiele spokojniejszego boku. Z tyłu znowu jest sportowo, ale bardziej lajtowo niż po drugiej stronie auta, choć szeroka dwururka wystająca spod środka zderzaka wygląda naprawdę obłędnie. Gdyby przedni zderzak był mniej poprzebijany wlotami, sądzę że mógłbym ulec wdziękowi MINI już po pierwszym kontakcie, a tak musiałem przez dłuższą chwilę zmierzyć się z nim groźnym wzrokiem, żeby dostrzec to “coś”.

W środku natomiast wszystko super, tylko dlaczego licznik trafił przed oczy kierowcy, w dodatku przypomina plastikową kopię zespołu zegarów z jakiegoś ścigacza, a po środku, tam gdzie zawsze był licznik w Mini mamy teraz ogromne, podświetlane kółko i w środku zupełnie od czapy wmontowany komputer? Nie rozumiem. Ale to w zasadzie wszystko, do czego bym się przyczepił. Pozycja za kierownicą jest rewelacyjna, kierownica w dotyku, uchwycie dłoni i działaniu wręcz perfekcyjna, materiały z górnej półki, a fotele świetnie trzymają ciało w zakrętach i są o dziwo bardzo wygodne. Oczywiście ilość miejsca z tyłu i w bagażniku nie przewiduje przewozu osób dorosłych i ich bagażu, ale dajmy sobie spokój z podejrzeniami, że w ogóle mogło być to możliwe. MINI jest dwuosobowe i ma bagażnik wystarczający dla dwóch osób na wyjazd na weekend gdzieś nad morze w lecie (weekend w górach w zimie, z uwagi na objętość ciepłych ubrań w walizkach może stanąć pod znakiem zapytania…).

Kto by się tym przejmował? O zdrowych zmysłach nikt, tym bardziej, że nie czytacie chyba tego tekstu, żeby upewnić się czy razem z żoną, psem i teściową pojedziecie na grzyby. Nie pojedziecie! Kropka. Za to sam na sam z tym autem uzależnicie się od adrenaliny. Gokartowa frajda z jazdy to nie przelewki.

 

minijcw-21

 

Po odpaleniu silnika – dwulitrowego, a nie jakiejś 1.6-litrowej popierdówki – do uszu kierowcy dochodzi bulgot wydechu. Automatyczna skrzynia biegów w położenie “D”, ustawienia samochodu w tryb “Sport” i ruszamy. Samochód bardzo równomiernie przyspiesza od dołu i w zasadzie do odcinki nie brakuje mu pary. Biegi można zmieniać łopatkami, a skrzynia biegów, choć wolałbym tu manual, naprawdę robi wszystko, żeby kierowca czuł się jak uczestnik wyścigu. Do tego, przy zrzucaniu biegu z wydechu padają strzały jak z karabinu. Jedno, co mi się nie podoba to brak uczucia wgniatania w fotel. 6,1 sekundy od 0 do 100 km/h trzeba obserwować na prędkościomierzu – nie ma więc mowy o niestrawności, jaką czasami mam w samochodach przyspieszających katalogowo nawet wolniej (chociaż z drugiej strony może to ma sens?). A obserwować prędkościomierz trzeba – bardzo łatwo o przekroczenie prędkości dozwolonej.

Silnik i przyspieszenie to jedno, ale prawdziwym skarbem jest zawieszenie oraz wtórujący mu z nie mniejszą zaciętością układ kierowniczy. Zawieszenie jest twarde, ale nie tak, żeby wypadały plomby. Za to na tyle “klei” MINI do podłoża, że w zasadzie nie widzę sensu jazdy z włączonymi kagańcami (oczywiście można je wyłączyć). Do tego dochodzi wspomniany układ kierowniczy, który dodaje, jak mawiał Himilsbach – “elementu baśniowego” do jazdy. MINI JCW to bez dwóch zdań najlepiej prowadzące się małe autko, jakim kiedykolwiek jeździłem.

 

minijcw-6

 

Czy mógłbym zatem pokusić się o pomysł na jego zakup? W żadnym wypadku, i nie chodzi tu o cenę rozpoczynającą się od 130 tys. zł. MINI JCW to samochód na jedną okazję – szybką, głównie miejską jazdę. Nie żaden tor, choć świetnie by sobie na nim poradził. Nie żadną autostradę, chociaż ze swoją prędkością maksymalną wynoszącą 247 km/h mógłby na niej rządzić. To auto miejskie, do lansu, pokazywania się przed drogimi knajpami, imponowania kolegom siedzących dwa boksy w open space dalej. A zatem jak dla mnie auto bez sensu, choć naprawdę bardzo zaimponowało mi swoimi możliwościami.

Adam Gieras

 

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 9 Stars (9 / 10)
Silnik: 10 Stars (10 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 10 Stars (10 / 10)
Zawieszenie: 10 Stars (10 / 10)
Komfort: 6 Stars (6 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 8.3 Stars (83/100)

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, benzynowy, 1998 ccm

Moc: 231 KM / 5200 obr/min

Moment obr.: 320 Nm / 1500 – 4800 obr/min

Skrzynia biegów: automat, 6 biegów

Napęd: przedni

Wymiary: 3847/1727/1414 mm

Rozstaw osi: 2495 mm

Poj. bagażnika: 211/731 l

Śr. zuż. Paliwa: 11 l/100 km (test odbywał się tylko w mieście)

0-100 km/h: 6,1 s

V maks: 247 km/h

Cena: od 127 900 zł (ze skrzynią manualną)

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...