Test: Mercedes Vito Tourer 119 BlueTEC – lepszy od klasy V?

Tańsze Vito nie jest tak luksusowo wykończone i wyposażone jak droższa klasa V. Z kilku względów, to jednak prostszym modelem jeździło mi się lepiej.

Co to jest?

To Mercedes Vito Tourer 119 BlueTEC z siedmiobiegową skrzynią automatyczną. Ma 190 KM z silnika wysokoprężnego o pojemności 2.15 litra. Na pokładzie – osiem miejsc. Vito jest mniej luksusową – a więc i tańszą – alternatywą dla klasy V. Różni się od niej m.in. projektem kokpitu i zastosowanymi materiałami wykończeniowymi. Z zewnątrz różnice nie są tak wyraźne – mniejsza jest na przykład tylna szyba.

Długość testowanego egzemplarza to 5140 mm. Można kupić jeszcze wersję krótszą (4895 mm) i dłuższą (5370 mm). Napęd jest przekazywany na tylną oś, ale – co nietypowe – Vito można zamówić również z napędem na przód lub na obie osie.

Jak jeździ?

Za kierownicą Vito łatwo jest poczuć się królem szosy. Siedzi się wysoko, wszystko doskonale widać, a samochód budzi respekt wśród innych użytkowników ruchu. Na szczęście, osiągi zapewniane przez silnik są na tyle dobre, że nawet po wciśnięciu gazu do końca, czar nie pryska. 190 KM sprawnie rozpędza Vito, które ze swoimi dwiema tonami masy nie jest przecież zawodnikiem wagi piórkowej. Pierwszą setkę mamy na zegarach już po 9,1 sekundy, a maksymalnie ta szafa na kołach jest w stanie pędzić aż 206 km/h, co sprawia, że jesteśmy szybsi od wielu aut osobowych.

Również w kwestii prowadzenia nie da mu się wiele zarzucić. Musimy, oczywiście, pamiętać o wymiarach auta i wysoko położonym środku ciężkości, ale nawet na szybciej pokonywanych łukach ani kierowca ani pasażerowie nie powinni zamykać oczu ze strachu.
Gdy kilka miesięcy temu testowałem “bogatszy” model V250d zauważyłem dwie bolączki tego samochodu – ospały automat i mało harmonijne zawieszenie, natomiast w Vito doskwierają mniej. Skrzynia naprawdę dobrze współpracuje z silnikiem, a zawieszenie potrafi czasem trochę pohałasować albo pogubić się na większych nierównościach, ale o dziwo, to w prostszym i tańszym modelu komfort jazdy wydaje się lepszy. Spalanie wynoszące około 9 litrów na sto kilometrów to dobry wynik w tak dużym samochodzie.

 

 

fot. Adam Gieras

 

Jeśli chodzi o jazdę miejską, miło zaskakuje zwrotność, a przy parkowaniu w ciasnych miejscach (dla tak dużego auta większość miejsc taka jest…) przydaje się obecna w tym egzemplarzu kamera cofania. W trasie pomocny jest aktywny tempomat, choć można by sobie życzyć na przykład nieco lepszej grafiki nawigacji (w tym egzemplarzu pracowała podstawowa jej odmiana). Bardzo dobre reflektory (opcjonalne, LEDowe).

W środku

Wewnątrz Vito jest przede wszystkim bardzo przestronnie. Nawet w trzecim rzędzie foteli miejsca jest aż nadto, a przy tym do bagażnika nadal zmieści się właściwie większość rzeczy, które można chcieć przewozić. Niezależnie od tego, czy jedziemy na wakacje, czy wywozimy trochę klamotów na działkę.

 

Vito (13)

 

Problem zaczyna się, gdy chcemy powiększyć przestrzeń bagażową Vito. W teorii da się to zrobić, poprzez wyciągnięcie trzeciego rzędu siedzeń. W praktyce, demontaż i ponowne zamocowanie tych foteli to na tyle trudne zadania, że można przypomnieć sobie wszystkie przekleństwa, jakie istnieją w języku polskim i kilku językach obcych. Jeśli już uprzecie się, by to zrobić, bądźcie pewni, że nikt Was nie słyszy…

Jeśli chodzi o materiały wykończeniowe i ilość gadżetów: oczywiście nie dorastają do pięt topowym odmianom klasy V, ale w dalszym ciągu jest dobrze. Wnętrze jest proste, ale nie za bardzo – nie czujemy się, jakbyśmy właśnie jechali na budowę. W przeciwieństwie do testowanej przeze mnie “fałki”, tu nic nie trzeszczy.

Cena i podsumowanie

Podstawowa wersja osobowego Vito, z krótszym rozstawem osi i słabszym silnikiem kosztuje 91 tysięcy złotych. Testowany egzemplarz to już jednak wydatek 218 tysięcy złotych. To około 20 tysięcy mniej, niż za podobnie wyposażoną klasę V. Oba vany są skierowane jednak do innego klienta. Po klasę V sięgnie ktoś, kto potrzebuje auta o bardziej eleganckim charakterze, Vito za to przypadnie do gustu komuś, komu zależy na prostszym samochodzie. Oba są wygodnymi, wielkimi autami wręcz stworzonymi do pokonywania długich tras. Sprawdzą się również jako pojazdy dla dużej rodziny lub… duże taksówki.

Ja osobiście wybieram Vito – za bardziej… szczery charakter i lepszą pracę skrzyni biegów i zawieszenia.

Mikołaj Adamczuk

 

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (7 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (8 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (72/100)

 

 

 

Fot. Dominika Szablak

 

Dane techniczne:

Silnik: 2.15 CDI 190 KM przy 3800 obr/min
Pojemność skokowa: 2143 ccm
Liczba cylindrów: 4
Moment obr.: 440 Nm przy 1200-2400 obr./min
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna
Napęd: na tylną oś
0-100km/h: 9,1 s
Vmaks: 206 km/h
Zużycie paliwa (test): 9l/100 km (trasa), 10l/100 km (miasto)
Pojemność baku: 57 litrów
Wymiary: 5140/2249/1880 mm
Waga: 2090 kg
Pojemność bagażnika: 1030 l
Cena wersji podstawowej: 91 000 zł
Cena wersji testowanej: 218 000 PLN

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do czterystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem.