Minitest: BMW X4 M40i – SUV z osiągami mocarnego hot-hatcha

Nie jest to najlepsze BMW na rynku. Ba, nie jest to nawet prawie najlepsze BMW na rynku. Najładniejsze tym bardziej nie. Po co więc jest? Dobre pytanie. Miałem 1000 kilometrów trasy w różnych warunkach, na wszystkich możliwych rodzajach dróg w Polsce, żeby się o tym dowiedzieć. 

 

BMW X4 M40i nie należy do rodziny tych eMek, o których myślicie słysząc M1, M2, M3, M4 czy M5… Gdyby tak było, producent nazwałby go X4 M. Mała to strata, bo jest i tak cholernie szybkie, a dział M Performance porządnie przy nim pogrzebał – nie skończyło się tylko na doklejeniu kilku emblematów tu i tam. Oj nie. I choć nie ma 500 koni mechanicznych pod maską, jak to potrafią tego typu auta, a “jedynie” skromne 360 gotowych do działania w każdym momencie, nadaje się do tego, żeby ruszyć łeb w łeb z Golfem R i… nie przegrać. Nadaje się też na trasę i do codziennego użytku, choć z pewnymi zastrzeżeniami.

Jakimi?

Gdy tylko dowiedziałem się, że zamiast Nissanem Jukiem, pojadę na weekend w góry (w okolice Limanowej) 360-konnym BMW, ucieszyłem się. Tym bardziej, że już znałem dość dobrze to auto (jeździłem X4 35d) i wiedziałem, że co jak co, ale z wjeżdżaniem pod górę kłopotów mieć nie będę.

 

 

Jedno spojrzenie na to auto z zewnątrz i wiedziałem, że nie będę też nim wzbudzał specjalnego zainteresowania. Niestety, ale w czerwieni bez żadnych dodatków stylistycznych BMW nie wygląda ładnie. No może poza przodem, który dzięki wielkim “nerom”, obfitemu zderzakowi i światłom w technologii Full Led robi robotę. Reszta… Smutno to przyznać, ale X4 nie jest pociągające. X3 jest niestety o wiele ciekawsze stylistyczne, a zabieg zrobienia z niego coupe stylistom nie wyszedł. Może kolor uratowałby ten obraz? Widziałem X4 polakierowane na delikatny odcień metalizowanego niebieskiego. Było ciekawsze.

W środku też nie ma efektu “wow”, ale za kilka rzeczy pochwalę X4. Po pierwsze wygląd deski rozdzielczej i jej czytelność. Czy nie można tak w każdym aucie premium? Wskaźniki są klasyczne i chyba nigdy mi się nie opatrzą – do tego wszystko na nich widać. Środkowy panel z osobnymi przyciskami obsługującymi klimatyzację i radio oraz bardzo czytelnym i szybko obsługiwanym przez pokrętło i-Drive wyświetlaczem niestety odchodzi do lamusa, dlatego trzeba się cieszyć, że takie rozwiązania są jeszcze dostępne w tego typu autach na rynku! Bo wiecie, fajnie mieć dotykowe ekrany, ale przeklikiwanie się przez nie już fajne nie jest. Do tego efekt “wypalcowania”. Coś okropnego. A tutaj schludnie, ładnie, klasycznie, ale nowocześnie zarazem. Moim zdaniem o to chodzi.

 

 

Plus także za ergonomię i pamięć o dotychczasowych użytkownikach. Jeśli jeździłeś BMW 20 lat temu to w tym po 2 minutach będziesz czuł się jak u siebie. Dobrze oceniam też wygodę foteli i grubą, dość wielką, ale fajnie leżącą w rękach kierownicę. Niestety to by było na tyle. Materiały nie są bowiem adekwatne do ceny, jaką przyjdzie wam zapłacić za to auto w salonie. Tam, gdzie wzrok nie sięga plastik jest wręcz tandetny. To, co wygląda na aluminiowe również aluminiowym nie jest, a całość negatywnych odczuć w tym konkretnym egzemplarzu spotęgowała u mnie skóra z jakimiś dziwnymi, dość odpustowymi przeszyciami. Ok, można wybrać inny materiał, inną fakturę. Zostawmy to.

Prezentowany egzemplarz bardzo sowicie wyposażono i doposażono. Od nadmiaru elektroniki aż głowa boli, ale muszę przyznać, że wiele gadżetów się przydaje. Trzymanie zadanego pasa ruchu, ostrzeżenie o wyjechaniu poza ten pas czy aktywny tempomat to must have w tego typu aucie. Do tego świetne kamerki wokół samochodu, które pozwalają wjechać w każde, nawet najmniejsze miejsce parkingowe to rozwiązanie, które zdecydowanie warto zaznaczyć w cenniku. W prezentowanym egzemplarzu nie zabrakło też szyberdachu. Zatem zimny łokieć, rozwiana burza włosów (trzeba mieć włosy) i można jechać na POM.

 

 

A o radość z tego typu przejażdżki nie trudno już od momentu odpalenia silnika. Tym bardziej, jeśli trzymacie auto w garażu. Jak to brzmi! Dzięki tłumikowi, który wyposażono w inteligentne sterowanie przepustnic, system dwudrożnej recyrkulacji spalin w podwoziu oraz specjalny rezonator M Performance nie ważne czy ustawicie auto w spokojne “Eco Pro” czy “Sport +” ( o tym, że są tryby jazdy chyba nie muszę pisać?), gang silnika i niezwykle rasowe buczenie z dwóch rur wydechowych poprawi wam humor nawet po ciężkim dniu w pracy. Im bardziej sportowe ustawienia jazdy, tym dźwięk staje się też donioślejszy, a jako bonus dodatkowo urozmaicają go liczne strzały z wydechu.

Wisienką na torcie jest oczywiście silnik, który w dzisiejszych czasach staje się reliktem, choć wcale nie o przestarzałe rozwiązania chodzi – pod tym względem BMW to istny majstersztyk. Chodzi oczywiście o pojemność i 6-rzędowy układ jednostki. Mamy tu bowiem do czynienia z 3-litrowym R6 z turbiną typu Twin-Scroll. To, jakie to auto gwarantuje emocje jest nie do opisania. Pierwsza setka w 4,9 sekundy, a prędkościomierz praktycznie nie zatrzymuje się do 250 km/h (nie jechałem tyle, ale do 200 km/h auto rozpędza się dosłownie w moment). Tylko pytanie po co takie osiągi w takim aucie? Szczerze mówiąc nie wiem…

 

 

Bo X4 M40i nie prowadzi się jak gokart, tylko jak słoń w składzie porcelany. Układ kierowniczy pracuje za lekko (nawet w trybie Sport), hamulce nie dają pewności, że zawsze zatrzymamy się na czas, a zawieszenie – cóż – lubi się wychylić, i to mimo bardzo twardych (nawet w trybie Comfort) nastawów. Nie ma bowiem co się oszukiwać. To duży, masywny SUV, podobnie jak konkurent ze stajni AMG. Fizyki się nie oszuka.

A zatem, chociaż udało mi się bez problemu osiągnąć 9,3 l/100 km na trasie i 12,5 l/100 km w mieście, chociaż jazda po autostradach to wielka przyjemność, chociaż dźwięk silnika mnie urzekł, to nie kupiłbym tego auta. Ani za cenę ok 400 tys zł (jak testowany egzemplarz został wyceniony), ani za o połowę mniejszą. Moim zdaniem po prostu nie warto. W tego typu aucie liczy się bowiem moc, elastyczność oraz moment obrotowy, ale niekoniecznie sportowe osiągi. Fajnie, że BMW pokazało, że potrafi zrobić SUV-a o dość specyficznym wyglądzie, który zrobi na światłach nie jedno hiper szybkie auto. Ja wziąłbym jednak diesla, choćby 190-konnego lub 252-konną benzynę w nadwoziu X3 (X4 rozczarowuje ilością miejsca w środku). A jeżeli szukacie sportu, to jest o wiele tańsze BMW M2. A za te pieniądze – Alfa Romeo Giulia Quadrofoglio.

 

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Wygląd: 5 Stars (5 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 10 Stars (10 / 10)
Skrzynia: 10 Stars (10 / 10)
Przyspieszenie: 10 Stars (10 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 6 Stars (6 / 10)
Wyposażenie: 9 Stars (9 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 7.6 Stars (76/100)

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: benzyna / 2979 cm3/ R6 / 24
Moc: 265 kW (360 KM) / 5800-6000 obr./min
Moment obr.: 465 Nm / 1350-5250 obr./min
Skrzynia biegów: automat Steptronic, 8 biegów
Napęd: na cztery koła, x-Drive
Śr. zuż. paliwa: 10,3 l/100 km – na dystansie 1000km – (70% trasa, 30% miasto)
0-100 km/h: 4,9 s
V maks: 250 km/h
Cena: od ok. 305  tys. zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...