Test: Nissan Juke 1.0 DIG-T N-Design – ewolucja pokemona

Nowy Nissan Juke jest doskonalszą wersją samego siebie jak pokemon w kolejnym wcieleniu. Sprawdzamy jak zmienił się bestseller Nissana w długo oczekiwanej, drugiej odsłonie.

Historia jest taka, że koncern Renault-Nissan jako pierwszy stworzył crossovera na bazie miejskiego samochodu. Przynajmniej pierwszego takiego, o którego klienci byli gotowi się pokroić. Przez 10 lat sporo się pozmieniało na rynku, ale jedno jest pewne – pionierzy w postaci Nissana Juke i Renault Captur znowu atakują. Dokładnie w momencie, gdy większość rywali dopiero przechodzi lifting w swojej pierwszej generacji, Nissan wprowadza na rynek Juke’a II. Czy jest sens znowu ustawiać się w kolejce po ten samochód skoro wybór jest teraz o wiele większy?

Jeszcze brzydszy… lub jeszcze piękniejszy

Po odebraniu Juke’a przyjechałem nim do domu i postanowiłem zrobić ankietę na temat jego wyglądu. Szybka relacja na Insta z krótkim pytaniem: ładny czy brzydki? Niestety dla Nissana większość moich znajomych uznała, że woli nabyć trąd niż ten samochód. Moim zdaniem to krzywdzące, bo uważam, że starsza wersja była o wiele gorsza. Przynajmniej Juke II nie wygląda jakby został złożony z przypadkowych elementów. Tam miałem wrażenie, że nic nie pasuje do niczego, a w nowym jednak jest lepiej. Dużą różnicę robią proporcje, bo nadwozie jest 9 cm dłuższe niż u poprzednika, a samochód jest jakby bardziej przyczajony.

Dostrzegam więcej harmonii w przednim pasie i ładniejsze tylne lampy. Juke już nie przypomina ropuchy czy też owada z tymi swoimi wyłupiastymi światełkami. W obecnej formie moim zdaniem wygląda jak koncept, który dopiero czeka na zatwierdzenie do produkcji. Jestem pewny, że za kilka lat będzie tak samo świeży i atrakcyjny, czego nie powiedziałbym np. o Suzuki Vitara.

Być może jestem w uprzywilejowanej sytuacji, bo dostałem do testu Juke’a w wersji N-Design. To ta, którą wybierasz, żeby wyglądać nowocześnie i sportowo. Świadczą o tym m.in. duże koła 19-calowe, czarny dach i podsufitka w tym samym kolorze.

W środku powiew Infiniti

Może Juke miałby większe szanse na porwanie serc, gdybym wrzucił na relację fotkę kokpitu. Tu już powinno podobać się wszystkim, bo naprawdę Nissan odwalił kawał dobrej roboty. Już nawet nie chodzi o wielkość wnętrza, w którym z tyłu przybyło 6 cm miejsca na nogi. To oczywiście plus, ale Juke’a pokocha przede wszystkim kierowca i pasażer prawego fotela. To dlatego, że te fotele są naprawdę dobre, nie tylko jak na swój segment, ale tak ogólnie. Spotkałem się tylko ze skargą na nieregulowany zagłówek, ale coś za coś. Sportowy design w tym przypadku wygrał.

Jestem w szoku jak bardzo do przodu poszło wszystko z materiałami wykończeniowymi na czele. Przypomina mi to jeden z modeli Infiniti, którym kiedyś jeździłem. Przyjemna jakościowo skóra, alcantara, ładne i równe przeszycia kolorową nicią to standard tej wersji. Nie ma tutaj takich wpadek jak ‘ruchomy’ tunel środkowy w poprzedniej generacji. O wiele lepsze są multimedia, ale zegary pozostały w klasycznym tonie. Jak na sportową odmianę może nawet są zbyt stonowane.

Właściwie mam dwie uwagi dotyczące szczegółów. Po pierwsze miejsce na telefon jest już w tym momencie za małe na najnowsze smartfony, a po drugie – okrągłe nawiewy. Ogólne działanie jest dobre, bo panel klimy zachował odrębność od ekranu dotykowego. Chodzi bardziej o to, że magnesowego uchwytu na telefon tutaj nie wepniesz, a akurat taki posiadam. W moim egzemplarzu Nissana brakowało premiumowego systemu audio Bose z głośnikami w zagłówkach. Standardowy system jest jakościowo przeciętny, ale dopłata jest duża – 4890 zł. Warto? Każdy musi przetestować sam.

Parkowanie w Juke to trudny temat

Do tej pory właściwie wyłącznie chwalę ten samochód z wyjątkiem paru szczegółów. Teraz jednak przyszedł czas na jazdę i zaczynają się schody. Przede wszystkim zanim gdzieś pojedziesz musisz wyparkować, a to trudna sztuka. Juke II odziedziczył po poprzedniku kształt nadwozia i minimalną powierzchnię przeszkloną, przez co widoczność to jedna wielka masakra. W najdroższych wersjach można sobie dokupić kamery 360, ale to nie to samo co naturalne wyczucie gabarytów i widok w lusterkach. Pod względem manewrowania Juke jest po prostu irytujący.

DSC 5285 1024x683
No ładnie, ładnie, ale żeby tak bez czujników z tyłu?

Ktoś zadecydował, że w drugiej generacji wycinają Juke’owi resztki jaj i pod maską można mieć tylko potężnego jak uścisk dłoni pięciolatka litrowca o mocy 117 KM. Od roku modelowego 2021 ta moc jeszcze spadnie do 114 KM ze względu na nowe normy emisji spalin. Na dodatek dostałem do testu wersję z 7-biegowym, dwusprzęgłowym automatem. Czy można gorzej?

Nie można. Dwusprzęgłowy automat jest spoko jak masz pod stopą do dyspozycji 200 koni i jakieś konkretne przyspieszenia. Juke z tą skrzynią jest bez sensu i na dodatek bardzo wolno reaguje na pedał gazu. Wydaje mi się jakby coś było nie tak ze sterowaniem skrzyni, że nie spina napędu tak szybko jak mogłaby. Przy ruszaniu z miejsca kierowca odczuwa opóźnienie reakcji jakby przepustnica była połączona z pedałem gazu gumką od majtek.

DSC 5309 1024x683
Te fotele to sztos. Mogą mieć za dopłatą głośniki Bose tuż za uszami.

Juke lubi zakręty

Temat skrzyni jest o tyle istotny, że odbiera chęć do jazdy tym całkiem żwawym i zwinnym samochodem. Naprawdę kierownica chodzi tutaj przyjemnie mięsiście i nie jest przesadnie odizolowana od drogi. Samochód mimo wysokiego środka ciężkości składa się w zakręty bardzo dobrze. W tym miejscu uznanie dla inżynierów, że zwiększyli rozstaw osi i długość całkowitą przy zmniejszeniu masy własnej auta. To zdecydowanie poprawia prowadzenie w stosunku do poprzednika. Naprawdę, Juke I gen. to był dla mnie relikt dawnych czasów jeśli chodzi o rozchwianie, niepewność jazdy i podatność na wiatr boczny. Teraz jest bardzo stabilnie i fajnie.

W testowanym egzemplarzu ciężko ocenić zawieszenie Nissana. Sądzę, że samo w sobie jest dość miękkie, ale całe wrażenie psują tak duże koła. Przypomnę – jest tutaj w standardzie wersji N-Design felga 19 cali i naleśnik zamiast opony. Nie jeździ się na tym zbyt dobrze na innej drodze niż nowiutki, suchutki asfalt. Nazwijcie mnie zgredem, ale sam dla siebie wybrałbym o cal lub dwa cale mniejsze obręcze.

DSC 5292 1024x683
Dla siebie brałbym mniejsze koła. Linia dachu do złudzenia przypomina Toyotę C-HR.

Nawet najlepsze zawieszenie nie ukryje tego, że silnikowi po prostu brakuje momentu obrotowego. 117 KM może na papierze wydawać się wystarczające, ale przy bliższym poznaniu pozytywne wrażenie znika. Albo używasz tego auta ‘na pełnej’ i masz spalanie powyżej 8 litrów, albo toczysz się jak emeryt. Wtedy można zejść do 6,5 litra na 100 km. W żadnej wersji nie ma ani nad wyraz dobrej kultury pracy ani dźwięku.

Ceny dobre, gorzej z wyborem

Przestudiowałem sobie cennik Nissana, głównie dlatego że jest krótki. Pięć wersji wyposażenia gdzie nasza testowa N-Design jest druga od góry. Pojedynczych opcji do dokupienia praktycznie nie ma, jedynie pozostają pakiety. Jak już wspomniałem silnik też jest tylko jeden i dobiera się do niego skrzynię biegów. W obecnych czasach dziwi mnie trochę brak wersji hybrydowej czy elektrycznej, ale to na pewno wpływa na niższe ceny.

DSC 5320 1024x683
Zapomniałem gdziekolwiek to napisać, ale bagażnik ma 420 l i jest całkiem praktyczny.

Patrząc od dołu gamy nie jest źle, bo Juke II obecnie zaczyna się od 74 930 zł, natomiast mój egzemplarz wyceniony jest na około 108 tysięcy. No i tu mam problem, bo patrząc z zewnątrz na ten samochód i siedząc w środku absolutnie jestem przekonany, że tyle jest wart. Tak bardzo wyrasta ponad swoich konkurentów jakością, intuicyjnością i charakterem. Jestem przekonany, że są ludzie gotowi tyle wyłożyć za Nissana. Moje przeczucia się potwierdzają w rzeczywistości, bo widzę sporo tych aut już na drogach w okolicy gdzie mieszkam.

W zasadzie za te 108 tysięcy mam tylko ból tylnej części ciała związany z brakiem paru elementów. Nie ma przede wszystkim adaptacyjnego tempomatu, blind spot assist i czujników parkowania z przodu jak i z tyłu. To wszystko i jeszcze parę rzeczy można dokupić sobie w pakiecie za kolejne 4300 zł, ale konkurencja na tym poziomie już nie każe sobie dopłacać.

Nissan Juke – podsumowanie

Moim zdaniem strzałem w kolano jest oferowanie Juke’a tylko w jednej wersji silnikowej. 5 lat temu klienci patrzyli w cennik i widzieli wersje benzynowe wolnossące i z turbo, a także turbodiesla. Gdy ktoś chciał napęd na obie osie to mógł mieć w przypadku jednej konkretnej wersji i to o mocy aż 190 KM. Być może to właśnie spory wybór napędów sympatycznego crossovera przyciągał całe tłumy klientów. Gdy ci sami ludzie przyjdą dziś do salonu żeby zmienić swoje dotychczasowe auto na nowe mogą się gorzko rozczarować. Litrowa benzyna w 3-cylindrowym wydaniu nie spodoba się wszystkim, bo i nie ma argumentów. Ten silnik nie wyróżnia się niczym konkretnym na tle konkurencji. Także w mojej ocenie Juke nie zgarnia zbyt dużo punktów za napęd.

DSC 5318 1024x683
Źródło problemów Juke’a. Dlaczego nie ma 1.3 DIG-T?

Właściwie z tego testu zapamiętam samochód glównie za wygląd i za świetne wnętrze. Do poprawy zdecydowanie jest silnik. Drogi Nissanie! Zapakujcie pod maskę 1.3 turbo z Qashqai’a i wtedy powtórzę test. Powinno być znacznie lepiej, ale na razie nie mam wyboru.

Bartłomiej Puchała

Wygląd:%name (10 / 10)
Wnętrze:%name (9 / 10)
Silnik:%name (4 / 10)
Skrzynia:%name (4 / 10)
Przyspieszenie:%name (6 / 10)
Jazda:%name (7 / 10)
Zawieszenie:%name (7 / 10)
Komfort:%name (5 / 10)
Wyposażenie:%name (8 / 10)
Cena/jakość:%name (6 / 10)
Ogółem:%name (66/100)

Galeria

Dane techniczne

Silnik: R3, benzynowy z turbo
Pojemność: 999 cm³
Moc: 117 KM przy 5250 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 200 Nm przy 1750-4000 obr/min
Skrzynia biegów: AT 7b dwusprzęgłowa
Napęd: przedni
0-100 km/h: 11,1 s
V-max: 180 km/h
Zbiornik paliwa: 46 l
Cena: N-Design 96 230 zł, egzemplarz testowy 108 120 zł

Dyskusja

komentarzy

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.