Test: Volkwagen Touran 1.8 TSI Highline R-Line. Dla ciebie, dla rodziny.

Mimo że era minivanów powoli odchodzi do lamusa, Touran nadal walczy o klientów. Ma sprytne i ładne wnętrze, do tego przyjemnie jeździ, ale czy to wystarczy?

 

„Tak naprawdę to nie przepadam za crossfitem, a jazda na rowerze mnie męczy. Najbardziej lubię spędzać wieczory na kanapie przed telewizorem.” – takie wyznanie na przyjęciu z „młodymi i dynamicznymi” brzmi jak towarzyskie samobójstwo.

Podobnym jest też przyznanie się, że jeździmy minivanem. W erze SUV-ów, reklamowanych jako „samochody dla aktywnych” (nawet jeśli właściciel nie wyjeżdża nim nigdy ze swojej dzielnicy), vany i minivany są uznawane za nieciekawe i niemodne.

Jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Moda na praktyczne nadwozia kwitła na tyle, że nawet zwykłe kompakty – takie jak Golf V czy Civic VII – miały nadmuchane, vanowate karoserie. Każdy szanujący się producent miał w swojej ofercie wóz dla rodziny, a sprzedaż nieustająco rosła. Obecnie na rynku zostało mniej modeli. Niektóre (jak choćby Renault Espace) wyewoluowały w kierunku crossoverów, lub (jak np. Honda FRV) nie doczekały się następców.

Jednym z producentów, którzy ciągle oferują coś dla tych, którzy nie chcą jeździć ani SUV-em, ani kombi, jest Volkswagen ze swoim Touranem. Za co można polubić ten model i czy ma on szanse na rynku w 2017 roku?

 

 

Pierwsza dziedzina, w której Touran punktuje to wygląd. To nietypowe w przypadku minivana, bo o większości z nich da się powiedzieć wiele, ale nie to, że dobrze się prezentują.

W tym przypadku sporo daje opcjonalny pakiet stylistyczny R Line, duże i ładne felgi i efektowny, biały lakier. Kanciaste linie Tourana są  po prostu estetyczne. Samochód nie jest przekombinowany, wręcz minimalistyczny w swej stylistyce… jak na Volkswagena przystało. Jeśli ktoś nie jest fanem tego typu linii i z niesmakiem patrzy na Golfy i Passaty, również w Touranie nie odnajdzie niczego dla siebie. Ale wystarczy spojrzeć na polskie ulice, by dostrzec, że tutejsi klienci cenią sobie wygląd aut z grupy VW.

 

 

Jeszcze lepiej jest w środku. Design kokpitu jest wręcz odważny jak na Volkwagena – dużo ciekawszy, niż np. w Golfie. Pamiętacie starego Tourana i jego nudne, projektowane od ekierki wnętrze?

Tutaj jest ciekawiej. W dodatku wykończenie jest świetne, a materiały przywodzą na myśl samochody co najmniej o klasę „poważniejsze”.

Trzeba przywyknąć tylko do całej masy błyszczącego plastiku w stylu fortepianowym. Wiem, że teraz jest to najnowszy krzyk mody, ale palce kierowcy i pasażerów są dla tych elementów bezlitosne. Trzeba uzbroić się w chusteczki do przecierania. Ergonomia – na piątkę.

 

 

Wspomniany pakiet R-line, w tym egzemplarzu nie tylko dodał zadziorności na zewnątrz, ale i poprawił atmosferę po otwarciu drzwi.

Dwubarwna tapicerka siedzeń z logo „R-line”, rasowe nakładki na pedały, świetna, doskonale wyglądająca i leżąca w dłoniach kierownica, czarna podsufitka – to wszystko naprawdę może się podobać.

 

 

No dobrze, ale to jednak minivan. Co potencjalnemu właścicielowi po nakładkach na pedały i literkach „R”, skoro głównym celem zakupu takiego auta jest wożenie rodziny? Co Touran ma do zaoferowania rodzinie?

Na szczęście sporo. Od typowego kombi odróżnia go kilka podstawowych kwestii.

Pierwsza to więcej miejsca nad głowami podróżnych. Wiadomo, że moda na podróże automobilami z szykownymi cylindrami na głowach już pewien czas temu się skończyła, ale miło, że w Touranie (i minivanach w ogóle) jest trochę więcej „powietrza”. Co ważne, obecność okna dachowego nie sprawiła, że zrobiło się ciaśniej.

Druga kwestia to pokaźna szerokość nadwozia, która pozwala na zastosowanie rozwiązania, które pokochają rodzice z trójką dzieci. Mowa o trzech osobnych fotelach z tyłu. Dzięki temu, można bez problemu przewozić tu trójkę dzieci w fotelikach, ewentualnie pomiędzy dziećmi może podróżować mama czy babcia i cieszyć się względnie sporą przestrzenią.

 

 

Za dopłatą do Tourana można zamówić dodatkowe dwa fotele. Testowany egzemplarz ich nie miał, ale pamiętając o kompaktowej długości auta (4527 mm) należy uważać je raczej wyłącznie za element mogący pomagać w wychowywaniu dzieci. Ot, taki „karny jeżyk”…

Ogólnie, Touran jest przestronny i w jego wnętrzu łatwo to poczuć. Pomagają w tym naprawdę duże okna. Mali członkowie załogi kompaktowego minivana VW mogą podziwiać świat lepiej, niż dzieci jadące zwykłymi kombi. To ważne!

Pasażerowie pokochają również świetne zagospodarowanie tyłu przednich foteli. Do dyspozycji siedzących w drugim rzędzie pozostają bowiem: dwie obszerne kieszenie na telefon, tablet czy książkę i duży stolik z wysuwanym uchwytem na napoje. Stolik można rozkładać pod różnym kątem – zależnie od tego, czy chcemy np. jeść, czy korzystać z tabletu lub czytać książkę (nadal wierzę, że dzieci mogą to robić).

 

 

Z tyłu można się więc poczuć trochę jak w samolocie – i to na szczęście nie jak w tanich liniach.

A co z kierowcą? Czy zakup minivana wiąże się dla niego z rezygnacją z ciekawych wrażeń z jazdy i emocji?

Na szczęście, nie do końca. Oczywiście ten, który po zobaczeniu emblematów „R-line” spodziewa się iście sportowych wrażeń z jazdy, będzie trochę zawiedziony. To nie jest minivan GTI (a propos… czy ktoś pamięta jeszcze Opla Zafirę OPC?). Ale ma pod maską najmocniejszy dostępny benzynowy silnik, czyli 1.8 TSI o mocy 180 KM. Ten sam, który można znaleźć też np. w Passacie lub Golfie, ale wyłącznie ze znaczkiem Alltrack.

 

 

W Touranie radzi sobie bardzo dobrze. 8,3 sekundy do setki to zupełnie wystarczający wynik, a 218 km/h prędkości maksymalnej to i tak o wiele więcej, niż szybkość przy której żona każe wam zwolnić.

Co ważne, silnik nie jest przesadnie hałaśliwy, chyba że za wszelką cenę chcemy wprasować pedał gazu w podłogę.

Do pary – przyzwoite prowadzenie. Typowo volkswagenowska, neutralna charakterystyka prowadzenia, którą niektórzy nazywają nudną… ale to przecież rodzinny minivan. Familia nie życzyłaby sobie nagłych uślizgów tylnej osi albo nerwowości przy hamowaniu.

Testowany egzemplarz był wyposażony w możliwość wyboru trybów jazdy. Tryb „comfort” będzie na pewno najczęściej ustawiany, ale „sport” wyostrza reakcje na gaz i dodaje rasowości dźwięku silnika. W sam raz, gdy w ostatniej chwili przypomnimy sobie o konieczności odebrania dziecka z przedszkola.

Czy to już wszystkie zalety Tourana?

Muszę wspomnieć jeszcze o systemie multimedialnym. Ma wielki, czytelny i bardzo ładny ekran z funkcją „ożywania”, gdy zbliżymy do niego palec. To żadna nowość, ale nadal mnie cieszy. Nawigacja, kamera cofania, łączenie ze smartfonem przez Bluetooth, dane dotyczące jazdy… wszystkie te zakamarki i funkcje są doskonale dopracowane. Ten system nie irytuje, co wystarczy, bym go polubił.

 

 

Ale koniec powyższego zdania oznacza, że nieuchronnie przechodzę do drugiej części mojego tekstu. Muszę się trochę poprzyczepiać. Czas na wady Tourana.

Pierwsza z nich tak naprawdę nie jest straszna i niewiele brakowało, a nie uznałbym jej w ogóle za wadę. Mowa o przekładni DSG, w tym egzemplarzu w odmianie siedmiobiegowej. Jasne, że nie jest idealna. Od dawna wiem, że potrafi delikatnie szarpnąć przy redukcji lub podczas dojazdu do świateł. Ale już się do tego przyzwyczaiłem, zwłaszcza że skrzynia nadrabia genialną szybkością przy wrzucaniu wyższych biegów. Konkurenci też nie są bez wad.

 

 

Zmartwiła mnie tu tylko jedna rzecz. Któregoś razu, podczas mocniejszego przyspieszania i zmiany biegu na wyższy usłyszałem głośny zgrzyt. Tak, jakbym próbował wrzucić bieg bez sprzęgła… ale to przecież automat!

Obyło się bez dalszych problemów, nic się nie zepsuło i nawet nie szarpnęło. Jechałem bez problemów dalej, no ale… parafrazując znany kawał, niesmak pozostał. Albo, mówiąc prościej – doszło do zgrzytu…

Wada numer dwa zakłóca spokój pasażerów tylnych siedzeń. To prawda, że mogą sobie wygodnie poczytać, pojeść i popić, ale byłoby przyjemniej, gdyby hałas z tylnych kół był lepiej wyciszony. Zasunięcie rolety niewiele pomaga. Niestety, zwłaszcza na gorszej drodze, jest za głośno.

Wada numer trzy zakłóca spokój ducha kierowcy. Mowa o spalaniu. 11,5 litra na sto kilometrów w mieście i okolice 9 w trasie to trochę za dużo. Wiem, że silnik benzynowy w nielekkim minivanie musi swoje spalić – ale czemu aż tyle?

Wada numer cztery to trochę zbyt twarde zawieszenie. Komfort resorowania, zwłaszcza na poprzecznych nierównościach, przypomina bardziej usportowione modele, podczas gdy Touran – mimo rasowego wyglądu – sportowy przecież nie jest. Nawet gdy adaptacyjne zawieszenie DCC (opcja za 3 413 zł) ustawione jest w tryb Comfort, jest ciut za twardo.

 

 

Zastanawiałem się, czy za wadę numer pięć uznać cenę Tourana. Testowany egzemplarz został wyceniony na blisko 150 tysięcy złotych.

Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę wyposażenie (rozbudowany system multimedialny, okno dachowe, automat, pakiet stylistyczny i wiele, wiele innych)… nie jest źle.

To prawda, że za taką kwotę można już rozejrzeć się za większym Sharanem, ale nie każdy potrzebuje tak dużego auta. Zresztą, mówiliśmy już o problemach wizerunkowych aut tej klasy w 2017 roku. Duży Sharan nie każdemu się spodoba.

Cena wyjściowa Tourana z tym silnikiem i DSG, w wersji Highline to całkiem rozsądne 116 090 zł. Później górną granicę wyznacza fantazja – ale za 150 tysięcy nie brakuje już właściwie niczego.

 

 

Jak podsumuję ten tekst? Cóż, pamiętam zasadę mówiącą o tym, że czytelnik zapamiętuje głównie informacje z początku i końca tekstu. A że moja końcówka obfitowała w mało przyjemne opisy wad i cen, muszę się zrehabilitować. Bo Touran zasługuje na to, by mówić o nim dobrze. Jest porządnym, kompetentnym autem rodzinnym, które dobrze wygląda, ale przy tym zachowuje praktyczność. Polubi go zarówno kierowca, jak i jego rodzina. Ja wybrałbym go jednak z najmocniejszym, 190 konnym dieslem, by nieco ograniczyć spalanie.

I wiecie co? Chyba wolałbym go od wielu, wielu modnych SUV-ów dla „aktywnych”.

Mikołaj Adamczuk

fot. Dominika Szablak 

 

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 9 Stars (9 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 6 Stars (6 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 7.4 Stars (74/100)

 

 

 

 

Dane techniczne:

Silnik: R4 benzyna turbo

Pojemność: 1798 cm3

Moc maksymalna: 180 KM / 5100 obr/min.

Moment obrotowy łączny: 250 Nm / 1250-5000 obr/min

Napęd: przedni

Skrzynia biegów: automatyczna dwusprzęgłowa, 7 biegów

Przyspieszenie 0-100 km/h: 8,3 s

Prędkość max: 218 km/h

Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany): 11,5 / 9 / 10 (l/100 km) – test

Długość / Szerokość / Wysokość: 4527/ 1829 / 1659 mm

Rozstaw osi: 2791 mm

Masa własna / dopuszczalna: 1541 / 2130 kg

Bagażnik: 834 l

Bagażnik po złożeniu siedzeń: 1980 l

Pojemność zbiornika paliwa: 58 l

Cena wersji podstawowej z tym samym silnikiem: 116 090 zł (Highline)

Cena wersji testowanej: 150 000 zł

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl