Test: Mercedes-Benz E All Terrain – diabeł tkwi w szczegółach

Podwyższone kombi zyskują na popularności, a ponieważ Mercedes nie znosi białych plam w swojej ofercie, debiut w tym segmencie wydawał się kwestią czasu. Naprzeciw Audi A6 Allroad oraz Volvo V90 CrossCountry wystawiono klasę E All Terrain.

 

Tym samym uterenowione kombi dołączyło jako nowa odmiana nadwoziowa do oferty klasy E, która obejmuje już limuzynę, kombi, coupe i kabriolet. Niemcy z Daimlera pewnie od dawna podpatrywali modele Allroad w Audi, bo tworząc klasę E All Terrain zmienili dokładnie to samo, co sąsiedzi z Ingolstadt. Na nadwoziu pojawiły się plastikowe osłony, terenowo wyglądające dokładki zderzaków oraz inny grill – ma dwa znacznie grubsze ‘żebra’ poprzecinane otworami. W tej odmianie można mieć także większe koła niż w każdej innej klasie E – testowany egzemplarz stał na opcjonalnych felgach w rozmiarze 20 cali. Mimo wszystko All Terrain nie rzuca się w oczy. Nie jest może tak reprezentacyjny jak klasyczna limuzyna, ale prestiżowego i nowoczesnego charakteru na pewno mu nie brakuje.

W środku jedyny emblemat wyróżniający All Terrain na tle zwykłej klasy E znajduje się… na obiciu bagażnika. Z miejsca kierowcy można poznać wersję uterenowioną jedynie po zmienionej grafice samochodu na ekranach oraz nieco wyższej pozycji za kierownicą. Nadwozie stoi o 35 mm wyżej niż klasyczne kombi, ale prześwit można dodatkowo zwiększyć o 20 mm w trybie All Terrain. Tryb ten jest unikalny tylko dla testowanej wersji E klasy.

 

 

Po raz pierwszy zetknąłem się z wnętrzem nowej klasy E i jest to as w rękawie Mercedesa. Mimo bijącej z całego samochodu nowoczesności w środku zachowano klasyczny dla marki nastrój (choć przełamany dwoma dużymi ekranami). Piękna, skórzana tapicerka, panele z drewna orzechowego, analogowy zegarek. Niby to wszystko można odnaleźć także u konkurencji, ale diabeł tkwi w szczegółach. Przyciski elektrycznych szyb, obudowy nawiewów, obudowy głośników systemu audio Burmeister – Benz stosuje aluminium tam, gdzie inni bez oporu wciskają plastik. Jednocześnie każda pierdółka działa z należytą precyzją dając poczucie dobrze zaprojektowanego mechanizmu.

Cechą charakterystyczną klasy E zawsze była ilość przestrzeni w środku – W213 nie jest tu wyjątkiem. Miejsca na nogi, nad głowami i na wysokości ramion nie zabraknie dla czworga pasażerów, a bagażnik jest wręcz przepastny – 640 litrów to poziom Skody Superb Combi. Środkowe miejsce z tyłu jest niestety ograniczone dużym tunelem pod nogami.

 

 

 

Wadą wnętrza Mercedesa jest panel centralny pokryty czarnym lakierem fortepianowym. Testowany egzemplarz miał przejechane 27 tys. km, a ten element był już cały brudny i porysowany. Na szczęście da się skonfigurować drewnianą konsolę środkową za około 850 zł i jest to opcja obowiązkowo do zaznaczenia.

All Terrain dziedziczy wszystkie nowinki techniczne, jakie zadebiutowały w klasie E generacji W213. Na początku mnogość opcji w systemie COMAND może być przytłaczająca. Potrzeba jakichś 2 dni, żeby oswoić się z nim i w miarę szybko operować funkcjami. W sposobie obsługi dostrzegam wiele analogii do iDrive w BMW, ale nie jest to tak dopracowany system, jak w bawarskiej marce. Przede wszystkim mógłby działać szybciej – czasami system wczytuje coś na tyle długo, że pojawia się wątpliwość czy na pewno ‘załapał’ nasze kliknięcie. Po drugie przydałby się ekran dotykowy, który można już mieć w o wiele tańszych samochodach.

 

 

Na razie oferta E klasy AT w Polsce jest skromna, bo obejmuje jedną opcję napędu: silnik 2.0 turbodiesel o mocy 194 KM połączony z automatem 9G-tronic i napędem 4Matic. W żadnym wypadku nie jest to zły wybór – ponadprzeciętna oszczędność tego silnika jest godna podziwu. Jest to także zasługa dziewięciu przełożeń w skrzyni. Przy spokojnej jeździe od 0 do około 160 km/h wskazówka obrotomierza może w ogóle nie przekraczać pułapu 2000 obr./min. Jeśli chcemy dynamicznie przyspieszyć Mercedes osiągnie 100 km/h w około 7,5 sekundy. Użytkując to auto przez 5 dni w różnych warunkach ani razu nie miałem wrażenia, że brakuje mi momentu obrotowego.

Parametry jazdy można oczywiście regulować – do wyboru są tryby Comfort, Sport, Eco, Individual oraz All Terrain. Ten ostatni jest unikalny dla testowanej wersji. Czułość gazu wyraźnie się zmniejsza pozwalając pełzać po trudniejszej nawierzchni, a całe auto zwiększa prześwit o 2 cm. Pozostałe tryby nie różnią się mocno jeśli chodzi o pracę zawieszenia czy układu kierowniczego – największą różnicę widać właśnie w reakcji na gaz. Dzięki pneumatycznemu zawieszeniu AIR BODY CONTROL Mercedes pozostaje komfortowy w każdych warunkach. Duże znaczenie w odczuciu komfortu ma też cisza w kabinie. Naprawdę nieliczne są momenty, gdy spod maski słychać charakterystyczny klekot.

 

 

 

Mercedes klasy E All Terrain podczas jazdy jest nie do odróżnienia od klasycznego kombi. Dzięki inteligentnemu zawieszeniu i rozdziałowi mocy pomiędzy osie 4Matic samochód pokonuje zakręty ze zdumiewającą przyczepnością. Nie czuje się dodatkowych centymetrów prześwitu. Jak na tak komfortowe auto zaskoczeniem jest nad wyraz komunikatywny układ kierowniczy.

Nowa klasa E to oczywiście nowinki z zakresu semi-autonomicznej jazdy. Adaptacyjny tempomat wraz z zestawem czujników w teorii potrafią utrzymać auto na drodze bez znaczącej ingerencji kierowcy – jeśli auto czuje linie swojego pasa, grzecznie podąża za samochodem poprzedzającym. Przyspiesza, hamuje i skręca domagając się jedynie poruszenia kierownicą co 45-60 sekund, aby dać znać, że kierowca wciąż żyje i jest świadomy. W praktyce jazda w ten sposób nie pozwala przestać uważać i zająć się czytaniem gazety, czy pisaniem SMS-ów. Auto dość często gubi linie i każe przejąć kierownicę, przez co trzeba cały czas obserwować kiedy nastąpi ten moment. W efekcie jazda na klasycznym adaptacyjnym tempomacie jest o wiele mniej absorbująca niż ciągłe pilnowanie elektroniki.

 

 

Jak na razie wadą oferty Mercedesa jest tylko jedna wersja silnikowa do E klasy All Terrain. Wkrótce dołączy drugi silnik: turbodiesel V6 o mocy 258 KM. Póki co, jedyna dostępna wersja startuje od ceny katalogowej 251 100 zł. Nasz egzemplarz doposażony w kilka ciekawych opcji został wyceniony na ponad 325 tys. zł. Z ciekawych dodatków warto rozważyć świetny system audio Burmester oraz bardzo przydatny w miejskim gąszczu system kamer z widokiem 360 stopni. Oprócz tego Mercedes oferuje całą gamę różnych stylizacji wnętrza, które zadowolą najbardziej wybrednych klientów.

Konkurencyjne Audi A6 Allroad obłożone wyższą akcyzą jest bazowo droższe (od 279 900 zł), ale znajduje się w nim silnik 3.0 TDI o mocy co najmniej 218 KM. Z kolei Volvo V90 CrossCountry D4 startuje od poziomu 232 300 zł. Właśnie Volvo jest najbliższą rynkową konkurencją Mercedesa E All Terrain. Który jest lepszy? Moim zdaniem to ta sama półka jakościowa, choć za własne pieniądze kupiłbym Mercedesa. Szalę na jego korzyść przechyla w pełni pneumatyczne zawieszenie niedostępne w Volvo oraz lepsze wykończenie wnętrza. Rozważając zakup podwyższonego kombi i tak trzeba wypróbować obie konstrukcje i zadecydować samodzielnie. Debiut Mercedesa w tej klasie uważam za udany.

 

Bartłomiej Puchała

fot. Kamil Pawlak Photography / Bartłomiej Puchała

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 9 Stars (9 / 10)
Silnik: 8 Stars (8 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Jazda: 8 Stars (8 / 10)
Zawieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Komfort: 9 Stars (9 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 8.1 Stars(81/100)

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4, turbodiesel
Pojemność: 1950 cm3
Moc: 194 KM/3800 obr./min.
Moment: 400 Nm/1600-2800 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, dziewięciobiegowa
0-100 km/h: 7.7 s
Prędkość max. 235 km/h
Cena wersji testowanej: 325 900 PLN

 

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartłomiej Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.