Test: Dacia Duster 1.5 dCi Prestige EDC – tak dobrze jeszcze nie było!

 

Dacia szybko się uczy i po świetnej pierwszej generacji Dustera wprowadziła ładniejszą, lepiej wykonaną i przyjemniejszą w codziennym użytkowaniu drugą odsłonę tego dzielnego auta. A ja miałem okazję ją przetestować! 

 

Pisząc te słowa ciągle mam przed domem Dustera, ale niebawem będę musiał go oddać. I nie ukrywam, że póki co odsuwam ten moment jak najdalej w mojej głowie. Dacia, rumuński producent aut należący do Renault, robi coraz lepsze auta. To fakt, nie chwyt reklamowy. I jeżeli nawet wstydziłbyś się poprzedniej generacji, to te uczucia znikną, jak wsiądziesz do najnowszego SUV-a prosto z Uzina de Autoturisme Pitești w Mioveni.

Na pytanie: co się zmieniło, odpowiem- wszystko! Zacznijmy więc od początku.

Z zewnątrz nowy Duster bardzo mocno nawiązuje do poprzednika, ale to nie wada. Został jednak znacznie unowocześniony i ugładzony. A zatem, choć zachował linię, wygląda o wiele lepiej i co ciekawe – żaden element nadwozia nie jest taki sam jak w pierwszej generacji.

 

 

Z przodu reflektory zyskały szerszy rozstaw, a pomiędzy nimi znalazł się grill z chromowanymi “plastrami miodu”. Ale to nie koniec zmian. Dzięki zaokrągleniu przedniej części auta, samochód wydaje się niżej zawieszony i bardziej opływowy. Linia boczna na pierwszy rzut oka wiele się nie różni od tej w poprzedniku. Ot trochę ją unowocześniono, dodając kilka nowych przetłoczeń i panel z niepomalowanego plastiku na błotniku. Natomiast wszystko zmienia zupełnie nowy tył ze światłami… zaraz, zaraz, gdzie ja to widziałem. W Jeepie! Renegade mocno tutaj się kłania. Nie zmienia to jednak faktu, że te światła bardzo do Dacii pasują. Zresztą ze wszystkimi zmianami Dacii do twarzy.

Testowany egzemplarz w wersji Prestige wyposażono  w 17-calowe alufelgi, które świetnie wyglądają i… wiąże się z nimi dość ciekawa historia. Wyobraźcie sobie, że te alufelgi stały się niedawno powodem dużego zamieszania w gamie Dustera. Otóż fabryka nie nadąża z ich wyprodukowaniem, dlatego przez kilka tygodni nie było możliwości zamówienia najwyższej wersji wyposażeniowej w salonach. Teraz wersje Prestige wyjeżdżają na 16-calowych felgach do odwołania, a zatem takich kół jak na zdjęciach obecnie nie zamówicie. Nawet za dopłatą.

 

 

Jeszcze lepsze wrażenie robi zupełnie nowe wnętrze. Znacznie poprawiono nie tylko design deski rozdzielczej, ale też użyte do jej złożenia materiały. Przy pierwszym dotyku wiele elementów ugina się po palcem, i co ciekawe – nic nie skrzypi. Porównując spasowanie wnętrza Kadjara i Dustera, Dacia wyznacza drogę, którą powinno pójść Renault.

Pozwolę sobie wtrącić mały off topic. Miałem niedawno możliwość przejechania się Dusterem pierwszej generacji po liftingu z przebiegiem 185 000 km. Czteroletnie auto pokonało tak słuszny dystans po polskich drogach wcale nie na autostradach. Jeździł nim przedstawiciel “szybkich pożyczek”, a zatem nic dziwnego, że miał mnóstwo klientów dziennie do objechania. Samochód z zewnątrz i pod maską wyglądał bardzo dobrze, natomiast wnętrze wołało o pomstę do nieba. Złamany fotel, zjechana do zera kierownica, wytarta gałka skrzyni biegów, mocno zniszczone boczki drzwi, powycierane przyciski. Wnętrze nie zachęcało do zakupu… Mimo to napędy działały, nawet gaz firmy BRC z niewymienianymi od nowości komponentami hulał jak szalony. Auto miało od nowości te same opony (skrajnie zużyte) oraz niewymieniane do tej pory zawieszenie. Bez stuków i luzów jednak, więc jazda była przyjemna. I wiecie co, auto wyceniono na okazyjne 29 000 zł. Mimo uszkodzenia wnętrza brałbym, ale żona stanęła okoniem… 

 

 

Wracając do Dustera drugiej generacji, myślę że tego typu opis wnętrza jak wyżej po dużym przebiegu będzie już nieaktualny. Co prawda jest jeszcze kilka niedoróbek, jak chociażby urywające się nitki przeszywające tapicerkę fotela (od wsiadania i wysiadania) – nad czym warto popracować – ale całokształt robi wrażenie naprawdę na plus. Foteli nie da się już ścisnąć dwoma palcami, jak w poprzedniku – są bardziej mięsiste, wykonane z twardszej gąbki. Mają też dłuższe siedziska i są o wiele wygodniejsze.

O wiele lepiej auto prezentuje się też w dziedzinie przejrzystości wnętrza oraz… designu. Ekran przeniesiono wyżej, dzięki czemu na wskazania nawigacji nie trzeba już patrzeć już z góry dekoncentrując się, natomiast pod nim znajdziemy bardzo fajnie zaprojektowane przyciski obsługi niezbędnych urządzeń pokładowych. Przypominają przełączniki w kabinie pilota samolotu i są, jak na budżetowy samochód, bardzo fajnym smaczkiem. Co dla niektórych kierowców może okazać się istotne – wreszcie w Dusterze znajdziemy automatyczną klimatyzację. Co prawda jednostrefową, ale zawsze. Sterujemy nią za pośrednictwem wygodnych i ładnie wyglądających pokręteł. Z nowości pojawił się też system monitorujący martwe pole, który wyświetla komunikaty świetlne w lusterkach.

 

 

Co ciekawe, nie tylko wygląd, wykończenie i wykonanie się zmieniły. O wiele przyjemniej jeździ się też obecnym Dusterem. Zawieszenie znacznie lepiej wybiera nierówności, a przy tym zapewnia bardzo przyzwoitą jakość prowadzenia. W tej kwestii Dacii zarzucić można tylko zbyt miękkie działanie układu kierowniczego – kierownicą kręci się jednym palcem i niestety opór nie wzrasta wraz z prędkością.

Do testu otrzymałem wersję z 1.5-litrowym dieslem pod maską. Mocniejszym, bo 110-konnym (Konrad testował słabszą, 90-konną odmianę), czyli, moim zdaniem, wystarczającym źródłem napędu, które w dodatku w wersji 2WD pali tyle, co nic. Bez względu na sposób pokonywania kilometrów w mieście, wskaźnik zużycia paliwa nie przekraczał 6,2 litra ON. Poza miastem zejście poniżej 5 litrów to żaden wyczyn godny mistrza jazdy o kropelce.

Istotną kwestią jest napęd – w testowanym egzemplarzu tylko na przednie koła. Samochód wyposażono bowiem w automatyczną, dwusprzęgłową skrzynię biegów EDC, która występuje zamiennie z 4WD. A zatem albo albo. Ja wybrałbym… No własnie kurczę nie wiem. Ciężka sprawa. Skrzynia działa świetnie i Dusterem jeździ się z nią bardzo wygodnie, ale mocno przyzwyczaiłem się do możliwości terenowych Dacii, a tu można co najwyżej wjechać pod wyższy krawężnik. Problem z wyborem manualna zamiast automatu miałbym za to taki, że skrzynia ręczna ma podobno bardzo krótkie przełożenia, co irytuje wielu moich kolegów. A zatem remis – do miasta automat, a dla leśniczego manual. Napęd 4×4 w Dacii to bowiem majstersztyk!

 

 

Podsumowując, obiektywnie powiem, że podróżując Dusterem II nie czujemy się już jak w aucie za grosze, w którym księgowy za wszelką cenę chciałby na nas oszczędzić każdą złotówkę. Nie ma wodotrysków, ale jest schludnie, nowocześnie i wygodnie. Fotele już nie męczą, nie widać też tandety – nawet zapach jest jakby inny w środku. Została dobra i prosta technologia oraz moda na to auto – chwilowo ciężko zawalczyć o sensowny egzemplarz w salonach. Cena od… 39 900 zł. W wersji Prestige Duster startuje od 56 900 zł. Dobrze wyposażoną wersję z 4WD kupimy za 65 200 zł, natomiast z EDC za 70 900 zł. W najbogatszych wersjach Prestige za 75 400 EDC i 4WD są wyposażeniem zamiennym. Kwestia wyboru. Czy można taniej i solidniej? Nie można!

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Wygląd: (8 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (8 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (9 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (10 / 10)
Ogółem: (78/100)

 

 

 

Silnik: R4
Pojemność: 1461 cm3
Moc: 110 KM/4000 obr./min.
Moment: 260 Nm/1750 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa EDC
0-100 km/h: 11,6 s
Prędkość max.: 190 km/h
Cena: 75 900 PLN

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...