Lady Floride

Renault Megane Cabrio, w limitowanej wersji Floride to pierwszy kabriolet, jaki przypadło mi testować w tym sezonie. Dla mnie jest to auto kontrowersyjne – z jednej strony fajnie, że oferuje możliwość podróżowania pod chmurką, z drugiej zaś – wydaje mi się ono dość… kobiece. Zastanawiam się, co przeważy w tym samochodzie? Czy będzie to radość jazdy bez dachu, czy kobiecy “miękki” charakter? Przekonajmy się.

Z zewnątrz przeważa kobieca strona charakteru tego auta. Miękka linia, zwłaszcza z przodu, wstawki w kolorze kości słoniowej i wiele innych akcentów nadają mu linię delikatną i cukierkową. Zdecydowanie nie jest to w moim guście, ale reakcje pań podczas mozolnego poruszania się w warszawskich korkach mówią, że zdecydowanie coś jest w tym wyglądzie. Na mężczyznach jednak Megane Floride nie robiło takiego wrażenia.

Samochód wyposażono w obręcze aluminiowe o wielkości 17-stu cali, co według mnie jest idealnym rozmiarem. Wyglądają w sam raz i nie są przerostem formy nad treścią, jak to bywa w kabrioletach. Ilość znaczków i detali oznaczających wersję limitowaną Florida wydaje się być jednak trochę zbyt duża. Oznaczenia znajdziemy na tabliczce znamionowej, przy gałce zmiany biegów, na samej gałce również, przy tylnych nadkolach, przy przednich nadkolach, nad schowkiem przy kolanach pasażera, na fotelach i… już. Sporo, co? Nawet AMG nie oznacza swoich produktów w tak wielu miejscach. A jakby powodów do chwalenia się, mamy nieco więcej w przypadku niemieckiego kolegi.

Będąc już we wnętrzu francuskiego kabrioletu, muszę podkreślić, że jest ono obszerne. Cztery dorosłe osoby (co nie jest oczywiste w kabrioletach) bez problemu zmieszczą się i nie będą narzekać. Przeciwnie sprawa ma się w przypadku bagażnika. Tradycyjnie w nadwoziu Coupe-Cabrio – albo mamy samochód bez dachu i bez bagażnika albo mamy samochód coupe z normalnym bagażnikiem. Nic dziwnego, w końcu cały hydrauliczny system i sam dach muszą gdzieś się pomieścić. Więc podróż nad morze czy gdziekolwiek na wakacje wskazana jest we dwie osoby. Oczywiście, jeśli chcemy wykorzystać główny atrybut tego auta. Jeśli chcemy zabrać siebie i trójkę towarzyszy wraz z bagażami, zmuszeni jesteśmy do podróżowania z zamkniętym dachem. Inaczej po prostu się nie zmieścimy. Jednak każdy, kto kupuje kabriolet zdaje sobie chyba sprawę, że nie jest to Renault Espace.

Reszta elementów wnętrza budzi mieszane uczucia. Fotele są bardzo ładne i bardzo miękkie. Skórzana tapicerka wygląda nieźle i sprawia wrażenie solidnej. Z drugiej strony, plastikowe wykończenie nie stoi na najwyższym poziomie. Dodatkowo, elementy takie, jak fragmenty boczków drzwi, część kierownicy czy listwa na desce rozdzielczej są w kolorze kości słoniowej. Pomysł może i niezły, jednak przy bliższym poznaniu, wyglądają po prostu tanio i trochę tandetnie. Z daleka zdecydowanie lepiej. Będąc we wnętrzu, muszę pochwalić system grający. Nie jest on sygnowany żadnym audiofilskim logo, a jednak gra na prawdę przyzwoicie. Plus dla Meganki. Czas pojeździć w końcu.

Jazda bez dachu zawsze wywołuje pozytywne emocje. Dzięki nim możemy wybaczyć grzechy Megane Floride. Jakie? Np. zawieszenie, które zestrojone miękko jak w każdym typowo francuskim samochodzie, w połączeniu z mniejszą sztywnością nadwozia samochodu typu cabrio, daje efekt “pontonu”. Samochód prowadzi się po prostu nieprecyzyjnie, a przechyły nadwozia w zakrętach są jednymi z większych, jakie miałem okazję poczuć. Na szybko przychodzi mi do głowy tylko jeden samochód, który byłby bardziej “miękki” w zestrojeniu zawieszenia. Jest to Ford Crown Victoria z 1992 roku, którym przejechałem wiele, wiele kilometrów. Samochód znany głównie jako nowojorska taksówka z lat 90-tych.

Podróżując testowym egzemplarzem pcha nas do przodu silnik wysokoprężny dCi o pojemności 1.6 litra i mocy 130 KM. Jednostka ta jest dynamiczna i elastyczna. Wydaje się być idealnym wyborem dla tego auta. Zapewnia przyzwoite, jak na auto miejskie osiągi oraz znakomite spalanie – zresztą jak wszystkie jednostki dCi z ostatnich lat. Przy tak ciężkim nadwoziu, do tego cabrio oraz przy mojej jeździe, która na pewno nie należała do oszczędnych, wyniki spalania, jakie notowała Floride były wręcz imponujące. 7-8 litrów średniego spalania w mieście to wynik godny pochwały. Do tego naprawdę przyjemnie ten samochód przyspiesza. Producent deklaruje 10,8 sek. do 100 km/h, jednak wrażenie jest zdecydowanie lepsze. Powiedziałbym, że odczuwalne przyspieszenie jest na poziomie poniżej 10 sekund.

I tak sobie przyspieszając i jeżdżąc warto wspomnieć o głównym atucie Megane Floride, czyli składanym dachu. Znam samochody, w których odbywa się to zdecydowanie szybciej i nie tylko na postoju, jednak jak już dachu nie ma, uśmiech pojawia się na twarzy. Miło pojeździć bez sufitu. Wrażenia – jak w każdym cabrio – dobre, do 120 km/h. O ile siedzimy z przodu. Z tyłu, jak to bywa w czteromiejscowych kabrioletach, wieje dużo bardziej. Powyżej tych 120 km/h z przodu również zaczyna mocniej wiać, ale to normalne. Po rozpędzeniu trzeba zahamować, a tu denerwuje mnie (jak wszędzie) system Start&Stop. Trzeba pamiętać, by go wyłączyć, inaczej przy każdym postoju po odpuszczeniu sprzęgła, samochód po prostu gaśnie. Mega irytujące. Ale już prawie wszyscy to mają. Eko-mainstream daje o sobie znać. Echhh…

Podsumowując, Megane Cabrio to samochód raczej kobiecy. Delikatny w formie jak i w treści (czyli w prowadzeniu). Ładny, ale kobieco ładny. Raczej słodki. Idealny dla młodej dziewczyny lub dojrzałej kobiety, której nie brakuje fantazji i pieniędzy. Tak, tak – pieniędzy. Myślicie, że jak ma w nazwie Megane, to nie będzie dużo kosztować? O nie! Wersja taka, jak testowa to wydatek ok. 130 tys. zł. Facet pewnie wybrałby wypasioną Mazdę MX-5, ale kobieta? Pewnie Megane. Większe, słodsze, fwd… Tak. Kobiety, to grupa docelowa. I słusznie.

Artur Ostaszewski

Renault Megane Floride
Charakter5/10
Fun6/10
Osiągi4/10
ZZZ (zgodny z założeniem)7/10
Ogółem22/40
Czy bym kupił?NIE

Dyskusja

komentarzy

Artur Ostaszewski

Artur Ostaszewski

Od lat dziennikarz motoryzacyjny, od dziecka pasjonat samochodów. Ma całą kolekcję kultowych, corocznych katalogów "Samochody Świata". Do tej pory kupuje gumy "Turbo" na Allegro. Od 18-go roku życia pisze do różnych tytułów, a od kilku lat pracuje również w TVN Turbo. Prowadził najróżniejsze motoryzacyjne perełki - od Malucha, czy Wartburga z lat 60-tych, po Lambo i SLS-a. Zwolennik tylnego napędu, przeciwnik ekologii w motoryzacji.