[Taniość w “Znalezionych”] Wartburg 1.3 LUX – do przodu za grosze, za to w jakim stylu…

Jaki jest każdy widzi, ale przeglądając listę aut do sprzedania w cenie średniej jakości roweru, Wartburg świeci po oczach niczym gwiazda filmowa przyłapana bez majtek. 

W przypadku poszukiwań samochodu za grosze liczy się nie tylko fakt zakupu czterech kół, do których przeczepiony jest kawałek blachy. Przydałoby się też, żeby takie auto jeździło – misi więc też odpalać – i nie wymagało wkładu początkowego wyższego niż połowa jego wartości. Dobrze by było, żeby w nowym nabytku kierowca i pasażer nie mieli dziur pod nogami, a ich fotele nie były przyklejone do pianki montażowej, ale do podłogi auta. Wygląd auta w kwocie do 1500 zł jest mniej istotny, ale powinno ono prezentować jakiś poziom – każda część karoserii w innym kolorze, popękane plastiki, wybite szyby zasłonięte tekturą czy mnóstwo “rudej” to nie to, czego powinniśmy oczekiwać. Zbyt wygórowane oczekiwania? Niekoniecznie!

Przystępujemy do szukania.

Włączamy popularny serwis ogłoszeniowy (ja skorzystałem z tego, na którym emisja ogłoszenia jest najdroższa; lepiej poszukać auta na serwisach darmowych), wpisujemy kwotę, zaznaczamy wiek (po 2000 roku pojawią się tylko rozbitki), odrzucamy auta niezarejestrowane w Polsce i… I jest dramat – wszystkie samochody wyglądają jakby swój żywot zakończyły lata temu, a teraz ktoś nagle sobie o nich przypomniał, ale nie chce mu się jechać na złom, więc postanowił poszukać szczęścia na aukcji. Od razu odrzucamy więc wszystkie Fordy Mondeo I z przeżartymi na wylot progami, Golfy II z przedmuchami w silnikach, z których olej kapie szybciej niż zdąży się go nalać, i parę innych opcji z zachodu – te auta już w podróż nie pojadą. Nasz wybór pada na Wartburga 1.3 w wersji LUX, którego wygląd, choć kojarzy się tylko z czasami słusznie minionymi spodoba się każdemu, kto chciałby się na ulicy jakoś wyróżnić, nie zatruwając przy tym atmosfery bardziej niż w VW Polo z tamtych lat.

 

5786796174 1024x768 [Taniość w Znalezionych] Wartburg 1.3 LUX   do przodu za grosze, za to w jakim stylu...

 

Jaki jest Wartburg, każdy widzi – ma przód, kabinę i tył zaprojektowane tak, jakby projektant wziął jeden kwadrat i dwa prostokąty i połączył wszystko do kupy za pomocą butaprenu. Pamiętajcie jednak o czasach, w których to auto zostało zaprezentowane. Wartburg 1.3 jest w końcu jedynie unowocześnioną wersją Wartburga 353 z 1966 roku, za którego projekt odpowiada Clauss Dietel, jeden z prekursorów nrdowskiego wzornictwa.

Oznaczenie 1.3 modelu po 1988 roku wzięło się od silnika, który zamieszkał pod maską unowocześnionego Wartburga. Nie ma tu już bowiem chłepczącego etylinę wymieszaną w odpowiednich proporcjach z olejem Mixol dwusuwa. Jest za to czterocylindrowy silnik produkcji Volkswagena (ten sam, który montowano w Polo i Golfach) o mocy 60 KM, który został niestety połączony z – najczęściej – czterobiegową skrzynią zaprojektowaną w zakładach… Trabanta.

Nie ważne, ta mieszanka daję bowiem radę. Wartburg z tym silnikiem jest wystarczająco cichy, żeby jeżdżąc nie wzbudzać zbytniej sensacji i wystarczająco oszczędny, żeby nie trzeba było przerabiać go na LPG. Dlaczego to takie ważne? Jeżdżąc Wartburgiem na benzynę, który spala w mieście około 8 l/100km Pb95, można wymyślić sobie historię, którą da się sprzedać nawet na pierwszej randce. Może ona brzmieć np. tak: “Jestem miłośnikiem nrdowskich aut, a w dodatku cenię sobie wygodę. Mój poprzedni Mercedes W123 -zardzewiał, a Wartubrg? Sama zobacz“.

Jeśli założysz do niego LPG, wyjdzie, że po prostu Cię na nic innego nie stać…

Wartburga za 1500 zł do negocjacji znajdziecie – tu. Ktoś chętny? 53 tys. przebiegu niech będzie prezentem od naszej redakcji. Wyglądająca na zdrową blacha również :)

agier

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...