Bezpretensjonalny

Audi to marka o chyba najlepszej opinii spośród “wielkiej trójcy”, którą tworzy wraz z BMW i Mercedesem. Nie ma wizerunku obleganej przez gangsterów i piratów drogowych, jak BMW. Nie jest też postrzegana jako „lanserska” i nowobogacka, jak Mercedes. Jednak ja zawsze miałem wrażenie, że jest trochę nijaka. Ale po latach doszedłem do wniosku, że nie nijaka, a bezpretensjonalna – to duża różnica. Takie też jest nowe Audi A3 Sportback. Wszystko jest spokojne, wyważone i ze smakiem. Przynajmniej na pierwszy rzut oka…

Wygląd to zawsze kwestia gustu, ale nie spotkałem osoby, która powiedziałaby, że A3 jest brzydkie. Jedni mówią, że bardzo ładne, inni, że ładne, jeszcze inni, że nie ma się do czego przyczepić. I to kolejny dowód na bezpretensjonalność – brak wrogów. I tak było właściwie od zawsze. Znacie kogoś kto mówi “Nie cierpię Audi!”? Nie znacie. Ja też nie.

Wnętrze samochodu również hołduje tym samym zasadom. Jest wręcz ascetyczne. Gdy zapłon jest wyłączony, a ekran na środku deski rozdzielczej jest schowany, mamy wrażenie, że nic nie ma na konsoli środkowej. Brakuje wyświetlacza i pokręteł – jest bardzo minimalistycznie. Ale mnie to się akurat podoba. Obsługa właściwie wszystkiego została sprowadzona do systemu MMI, który już od wielu lat sprawdza się w samochodach z Ingolstadt. Niweluje on potrzebę miliarda guzików na desce rozdzielczej. Pozostawia ją schludną i prostą. Do tego, wykończenie i użyte materiały są naprawdę dobrej jakości. Sprawiają też wrażenie takich, które przy przebiegu 150 tys. km nie będą nadmiernie wydawały dźwięków. Po prostu nie będą skrzypieć. Nie przeszkadza mi też czarny środek samochodu. Niektórzy uważają, że to smutne wykończenie. Ja uważam, że eleganckie i… bezpretensjonalne.

Będąc we wnętrzu, cieszy fakt, że za jednym facetem o słusznym wzroście, bez problemu usiądzie drugi taki sam. To duży plus w klasie kompakt. Kolejnym atutem jest system nagłośnieniowy. Nie jest on sygnowany żadnym logo znanej, audiofilskiej firmy. Zamontowano go w samochodzie klasy kompakt, a jednak jest bardzo solidny. Dźwięki czyste, ciągłość i czystość bassu. Mniam.

Odpalam. I nic. Nic się nie zmieniło. Silnika totalnie nie słychać. To pewnie dobrze, ale aż trochę dziwnie. Ruszam. Samochód rozpędza się nieźle. Odbierając testowy model, byłem trochę zawiedziony, że jest to benzynowa wersja 1.4 TFSI, o mocy 122KM. Jednak po przejechaniu się muszę przyznać, że osiągi są przyzwoite. Miałem wrażenie jakby samochód miał 20% mocy więcej niż wpisano w dowodzie. Szkoda tylko, że Audi stawia na miniaturyzację. Ja nie jestem fanem tego rozwiązania. Lubię moc wynikającą z pojemności, nie z doładowania. No i nie mam zaufania, co do trwałości tego typu konstrukcji. No, ale to pokaże czas…

Skrzynia biegów pracuje naprawdę precyzyjnie i jest dużym atutem. Biegi zmienia się niezbyt długim ruchem, a wszystko działa szybko i precyzyjnie. Jeździłem tym samochodem naprawdę dynamicznie i nic mi w tym nie przeszkadzało. No może poza systemem start-stop, którego nienawidzę, jednak na szczęście da się go wyłączyć. Szkoda, że nie permanentnie. Trzeba więc pamiętać, by po każdym odpaleniu, nacisnąć przycisk wyłącznika. Ależ mnie to drażni!

Wiadomo, że chciałoby się, by była to jakaś mocniejsza wersja, ale ta jest całkiem “OK”. Samochód prowadzi się poprawnie. Nie jest na pewno królem ciasnych zakrętów, ale niezbyt wysoka masa, w połączeniu z dobrze zestrojonym zawieszeniem, pozwala na przyjemną jazdę. Przeciętnemu klientowi na pewno wystarczy. Tak sobie jeździłem dynamicznie, a benzynowy silniczek spalał 9-10 litrów “bezołowiówki” na każde 100km, w zatłoczonym mieście. Nie wiem co myśleć o takim wyniku. Z jednej strony, to o 3 litry więcej niż deklaruje producent w swoich katalogach. Z drugiej jednak, to żadna tajemnica, że wszystkie te dane producentów (90% z nich) można włożyć głęboko między bajki. Testy prowadzone na wyjętych silnikach, wg określonych norm i procedur, nie mają nic wspólnego z prawdziwą jazdą w mieście. No i pewnie sadzając za kierownicą moją babcię, udałoby się zbliżyć do wyniku deklarowanego przez Audi. Tyle, że ja tak nie potrafię. I w ogóle nie wiem po co piszę o spalaniu. Kogo to interesuje, czy pali trochę mniej, czy trochę więcej…

Będąc przy przyziemnych sprawach, poruszyć muszę kwestię ceny. Korzystając z promocji “Premiere Edition”, można kupić taki samochód za 86 tys. zł. Wg normalnego cennika, solidnie wyposażone A3 Sportback z testowanym silnikiem, to koszt niewiele ponad 100 tys. zł. Ceny są wysokie, porównując na przykład do Forda Focusa. Ale kto by porównywał?

Podsumowując, wszystko jest solidne, dobrze działa, nic mnie nie zawiodło. Nic też nie zachwyciło na tyle, bym się zakochał w tym samochodzie. Jednak muszę przyznać, że jest on trochę jak lepsza, bardziej wysmakowana i ciekawsza wersja Golfa VII. W dobrym tego porównania znaczeniu. Czyli jest po prostu dopracowany. We wszystkim. Wsiadasz, odpalasz, jedziesz. Nic nie denerwuje, wszystko jest tak, jak być powinno. Myślałem, myślałem i nie wymyśliłem żadnej istotnej wady tego samochodu. Żadnego “dużego minusa”. Napiszę, że największym minusem jest brak składanych elektrycznie lusterek? To mnie wyśmiejecie. Trochę to nudne, ale taki właśnie jest urok Audi. Jest bezpretensjonalne, ale ze smakiem. I bardzo dobrze. Takie samochody też są potrzebne. Wielu to doceni.

Artur Ostaszewski

Audi A3 Sportback
Charakter6/10
Fun5/10
Osiągi6/10
ZZZ (zgodny z założeniem)9/10
Ogółem26/40
Czy bym kupił?NIE

Dyskusja

komentarzy