UNISEX!

Alfa Romeo Giulietta to w świadomości przeciętnego kierowcy samochód dedykowany kobietom. Ot, takie duże MiTo. Coś dla Pań mających więcej niż 30 lat, więcej niż 60 tysięcy zł na auto i więcej niż dużo odwagi, by nie kupić Hondy Civic, czy innego Aurisa. Jednak przy bliższym poznaniu okazuje się, że Giulietta to również męski samochód. Linia rzeczywiście trochę bardziej kobieca, niż męska, ale tym większe jest zaskoczenie przy bliższym poznaniu.

Jak to bywa z kobiecymi (z pozoru!) samochodami, są ładne. Podobają się paniom, większości panów też. Oprócz tych, którzy są fanami Hummera i Land Rovera Defendera. Giulietta ma delikatną, dynamiczną linię. Według mnie nie jest porywająco piękna, ale zdecydowanie może się podobać. Zwłaszcza z typowo męskiej perspektywy – od tyłu :)

Wnętrze samochodu jest też nowocześnie wystylizowane. Od razu moją uwagę przyciągnęła czarna podsufitka. To również typowo męskie zboczenie, bo to my – faceci zwracamy na to uwagę. Nadaje to charakteru. I dobrze, że taki szczegół znalazł swoje miejsce w Alfie. Deska rozdzielcza, obszerne, skórzane fotele… Wszystko mięsiste i z – wydaje się – dobrych materiałów. Niestety po bliższym przyjrzeniu się dostrzegam, że te dobre materiały przeplatane są niestety gorszymi odpowiednikami. Wykończenie dźwigni hamulca ręcznego przywodzi na myśl czasy innego włoskiego, acz dobrze znanego polakom samochodu – Fiata 125P… Podobnie jest z obiciem wewnętrznym drzwi. Dokąd nie zacząłem jeździć, nie zaprzątałem sobie tym głowy. Jednak muszę zauważyć, że przy 18-calowych kołach, niskoprofilowych oponach i w miarę twardym zawieszeniu, nienajlepsze materiały dają o sobie znać. Po prostu czasem lubią poskrzypieć. Jednak pamiętajmy, że taki już urok włoskiej stajni spod znaku krzyża i ziejącego ogniem węża.

Testowany egzemplarz wyposażono w sześciobiegową, automatyczną skrzynię biegów z możliwością sekwencyjnego ich zmieniania. Dla lubiących bajery, Alfa stworzyła możliwość bawienia się łopatkami przy kierownicy. Ja nie jestem akurat zwolennikiem takiej jazdy w cywilnych samochodach niesportowych, jednak fajnie, że łopatki są – jak ktoś nie lubi, to nie musi ich używać. A jak lubi, to będzie miał dużo zabawy. Silnik, który napędzał nasz egzemplarz to mocny, 170-cio konny diesel, o pojemności dwóch litrów. Jednostka ta imponuje niedużym spalaniem, przy bardzo dynamicznej, wręcz szalonej jeździe. Nie udało mi się osiągnąć dwucyfrowego spalania. Mimo szczerych chęci :) 9,8 to najwyższa wartość, jaką osiągnąłem. 8,6 to wartość średnia. A pamiętajmy, że mamy do czynienia z ciężkim, wyposażonym w automat samochodem. Wynik według mnie imponujący. Zapewne przeciętna kobieta będzie mogła pochwalić się spalaniem w okolicach 7 litrów.

Największym zaskoczeniem nie były jednak cyferki. Bardziej zaskoczyły mnie literki. Trzy litery składające się w intrygujący skrót „DNA”. To system stosowany przez Alfę, który odpowiada za zmianę specyfiki, charakterystyki pracy wielu układów, w tym np. skrzyni biegów. Kierowca ma do wyboru trzy tryby. D – Dynamic. N – Normal. A – All Weather. Pierwszy z nich dedykowany jest do jazdy sportowej, drugi na co dzień, trzeci w ciężkie warunki, np. zimą. Przez pierwszych ponad sto kilometrów jeździłem w trybie “N”. Zdążyłem się przyzwyczaić do pracy skrzyni biegów, do charakterystyki jazdy… No i postanowiłem zmienić na “D”. I tu właśnie nastąpiło owe zaskoczenie. Zmiana trybu to nie lekko wyczuwalne, bardziej ochocze redukowanie biegów, czy ich zmiana przy nieco wyższych obrotach, czego się spodziewałem. To zmiana Giulietty w istnego potwora. Samochód ma taką chęć wyrywania do przodu, że miałem wrażenie, że puszczając pedał hamulca na światłach, auto wyrwie do przodu jak szalone, nawet bez naciskania pedału gazu. Naprawdę ogromna zmiana. Samochód staje się narowisty, a skrzynia biegów robi coś, co zawsze imponowało mi w automatach od AMG. Przy szybkiej jeździe, po odpuszczeniu chwilowo pedału gazu, utrzymuje silnik na optymalnych, wysokich obrotach. Tym samym, zachowuje gotowość do dalszego “ataku”. Super sprawa. Za to duży plus. Dodatkowo, przejście w tryb “Dynamic”, to również uczta dla fanów gadżetów sportowych. Na ekranie wyświetla się wskaźnik doładowania turbosprężarki oraz procentowy wskaźnik produkowanej przez silnik mocy w danym momencie. Śmieszny gadżet – pozwala poczuć się, jak dziecko grające w “Need for Speed”. Wszystko to prowokuje do bardzo szybkiej jazdy i sprawdzania granic, swoich i samochodu.

Tak więc, jak widać, ten na pierwszy rzut oka kobiecy samochód, okazuje się być chyba nawet bardziej męski. Mam wrażenie, że to samochód, który zechce kobieta, a cieszył się nim – tak na prawdę – będzie facet. Bo kobieta zapewne nie doceni tych typowo męskich atutów Giulietty. Ale zapewne będzie jej się podobać, a to dla niej najważniejsze. Mimo kilku wad i niedociągnięć, model ten będzie cieszył kierowcę. Trzeba tylko pamiętać, że to Alfa. Czasem coś popiszczy, czasem coś podróży, ale i tak będziemy ją lubić. Nawet bardzo.

Aha, no i trzeba mieć przynajmniej 86 tys. zł na Giuliettę z tym silnikiem. Ponad 100 tys. zł na egzemplarz taki, jak testowy. No i nie chcieć dostać za samochód dużo, przy dalszej odsprzedaży. Mit psującej się Alfy nadal żyje w świadomości kierowców…

Artur Ostaszewski

Alfa Romeo Giulietta
Charakter7/10
Fun8/10
Osiągi7/10
ZZZ8/10
Ogółem30/40
Czy bym kupił?TAK

Dyskusja

komentarzy