Test: Alfa Romeo Giulietta Veloce, czyli piękna – czy nadal warto ją kupić?

Produkowana od ponad 6 lat Giulietta udowodniła już, że Włosi potrafią zapanować nad usterkowością swoich aut. Gdy dodamy do tego piękne nadwozie, mocne silniki pod maską oraz świetne własności jezdne, kompaktowa Alfa Romeo teoretycznie staje się pierwszym wyborem miłośnika motoryzacji. A jak jest w praktyce, czy czas już na następcę czy może urodziwa Julia nadal wystarczająco olśniewa swoim blaskiem?

 

Mówiąc szczerze, mam z tym autem duży problem, choć jestem – i chyba zawsze byłem – miłośnikiem włoskiej motoryzacji. A wszystko zaczęło się jeszcze za sterami Lancii Y, mojego pierwszego poważnego i świetnie wyposażonego auta. Lancia nie była idealna, miała mnóstwo wad i niedoróbek, ale po niej już żaden samochód, nawet Biały, czyli BMW e34 kombi, z którym ciężko mi się rozstać, nie wywoływał takich emocji. Żadnego nie traktowałem jak żywego organizmu, a Lancię tak i to mimo swoich częstych chorób, które bywały naprawdę upierdliwe. Lancia miała mieć u mnie dożywocie, ale niestety nieostrożny kierowca wjechał mi w tył, gdy ja stawałem przed karetką na sygnale i plany uległy zmianie…

Wracając do rzeczy i problemu z Julką… Jak do niej wsiadam (a wsiadałem do niejednej już Giulietty) to przez pierwszą godzinę kompletnie nie mogę się do niej przyzwyczaić. Wszystko jest nie tak. Kierownica, pedały, ustawienie fotela względem innych przyrządów obsługujących jazdę. Dosłownie wszystko. Ale jak nią chwilę pojeżdżę, to nagle mnie olśniewa i już wcale nie chcę wysiadać.

Giulietta Veloce, czyli piękna 

Miała nazywać się 149, blisko było też do nazwy Milano. Ostatecznie otrzymała imię kobiety – pięknej Julii. W opisywanej, najmocniejszej, 240-konnej wersji do tej pory na jej przednich błotnikach dumnie “prężyły się” koniczynki, które po ostatnim liftingu zastąpione zostały przez znaczki Veloce. Ten zabieg, i piszę o tym ze smutkiem, odebrał Alfie kilka punktów z zajebistości; no bo piękno pięknem, ale sportowy sznyt tych włoskich aut jeszcze długo będzie kojarzył się z koniczynką (patrzcie nowa Giulia Q), ale cóż – widocznie Włosi nie wiedzieli co zmienić. Chociaż ja miałbym dla nich kilka sugestii…

I wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny. Alfa, mimo 6 lat na rynku, nadal jest jednym z najoryginalniejszych i najpiękniejszych kompaktów. Przód auta, podobnie jak w MiTo, nawiązuje do modelu 8C Competizione. Po ostatnim liftingu pojawiło się nowe Scudetto, czyli atrapa chłodnicy w kształcie litery V oraz przestylizowany dół zderzaka z czerwonym paskiem. Lekko zmieniono też lampy, ale ich “łezkowaty” kształt na szczęście pozostał niezmieniony. Patrząc na lekko ugładzoną “facjatę” Veloce, korekcja zmarszczek nie przypomina botoksu celebrytów. I dobrze. Nie wiem czy widzieliście przód nowej Octavii. Jeśli tak to zapewne rozumiecie jak łatwo wszystko popsuć jednym liftingiem. Włosi sobie na szczęście na to nie pozwolili.

Boczna linia auta, szczególnie na pięknych 18-calowych felgach (opony 225/40) to dzieło sztuki. Lekkie przetłoczenia na wysokości przejścia błotników w drzwi dodają subtelności i szyku. Tył z dużymi, zachodzącymi na klapę światłami i dwiema rurami wydechowymi wychodzącymi z dyfuzora wygląda również świetnie. Giulietta z tej perspektywy jest naprawdę kompletna.

 

giletta_veloce-18

 

Ta świetna perspektywa zmienia się jednak w środku. Sorry, ale nie kupuję tego ciemnego, przeciętnie poukładanego kokpitu. Tu naprawdę prosiłby się lifting. Dlaczego? Już tłumaczę. Grzechów jest kilka: za duża i nieporęczna kierownica (to, co pasuje do Wranglera, niekoniecznie sprawdza się w szybkim kompakcie), średnio intuicyjny system infomediów (wyglądem też nie zachęca do klikania), odstający ręczny (w pozycji spoczynku wajcha wisi bezwładnie w powietrzu), drobne niedoróbki przy montażu (tu coś skrzypnie, tam coś puknie)… No i ta wszechobecna czerń. Mówiliśmy o tym podczas testu >>>klik<<<, że Włosi przede wszystkim powinni rozweselić to wnętrze. Mamy kolejny lifting Giulietty i nadal kolorystyka w środku jest grobowa. Mnie to strasznie razi. Niby puszczono czerwoną nić, na froncie deski znajdziemy plastik przypominający karbon, ale… No właśnie. Oceńcie zresztą sami. Może ja jestem zbyt wybredny. Może żółto-szare wnętrze mojej Lancii za bardzo utkwiło mi w głowie. Może Alfa 159 sąsiada z krwistoczerwoną skórą i pięknymi aluminiowymi wstawkami tu i ówdzie za mocno rozpala moje zmysły. Może…

Przejdźmy dalej. Ogromne, otulające ciało fotele świetnie wyglądają, ale w zakrętach nie oferują oczekiwanego podparcia. Zamontowano je też trochę za wysoko. W dodatku pasażerowie kanapy w zasadzie wyłączeni są z obserwacji drogi – fotele ograniczają całkowicie widoczność. Można powiedzieć, że to wszystko tylko detale, ale szybki kompakt za około 120 tys. zł (celowo nie używamy sformułowania hot-hatch) to nie tylko świetny wygląd zewnętrzny i duża ilość koni mechanicznych pod maską. To także styl, smak i nawiązania do motorsportu. I kogo jak kogo, ale Włochów stać na więcej.

 

giletta_veloce-14

 

Dlaczego nie hot-hatch? 

240 KM, 340 Nm, 6 sekund do setki. Brzmi dobrze, prawda? Owszem, na papierze i podczas przyspieszania osiągi Alfy wydają się iście sportowe. Do tego niezły układ kierowniczy, więcej niż przyzwoite zachowanie w zakrętach – Giuliettą jeździ się naprawdę fajnie. Mam jednak kilka “ale”. Po pierwsze zawieszenie, które jest zbyt miękkie i nie utwardza się nawet w trybie Dynamic układu DNA. Ma to oczywiście swoje plusy na co dzień, podczas jazdy po mieście czy autostradzie. Na torze czy w chwilach potrzeby poczucia adrenaliny, gdzieś na mazurskich krętych drogach, kierowca na pewno wolałby lepiej czuć to, co dzieje się pod autem. Druga sprawa to skrzynia biegów TCT. 6-biegowa, dwusprzęgłowa. Pasuje tu jak pięść do oka… Działa nieintuicyjnie, z wyraźnym opóźnieniem, czasami wręcz denerwuje przeciąganiem. Gdyby tu był manual… A tak, przez cały test jeździłem w trybie Dynamic operując skrzynią w trybie manualnym – do manetek nie mam zastrzeżeń. No i sprawa ostatnia, czyli system DNA, który nie ma kompletnie sensu. Tryby A i N robią z Giulietty tak bezpłciowe auto, że aż się robi przykro.

Silnik i jego brzmienie to jednak ogromne atuty Alfy. Melodia płynąca z podwójnego wydechu jest kompletnie nienarzucająca się, ale barwna i przyjemna dla ucha. Silnik zużywa też w miarę przyzwoite ilości paliwa – średnio około 10 litrów/100 km. Nie powiem dokładnie, bo komputer w testowanym egzemplarzu został ustawiony tak, żeby przeliczać ilość kilometrów przejechanych na litrze bezołowiowej (…). Na autostradzie przy prędkościach 140-150 km/h pokazywał 7,4 km/l, a na dwustukilometrowym odcinku drogi międzymiastowej, przy jeździe z dozwoloną prędkością 90 km/h 11,5 km/l… Te 10 litrów biorę więc z danych po dotankowaniu pełnego zbiornika Pb95 na stacji benzynowej w Toruniu.

 

giletta_veloce-17

 

Podsumowanie 

Z ciężkim sercem muszę to powiedzieć – Giulietta już bez koniczynki nie magnetyzuje tak jak 6 lat temu. Są od niej lepsi zawodnicy. Jest Peugeot 308 GTi, jest VW Golf GTi, a na rynku używanych – choćby Renault Megane RS. Nie kupiłbym jej, co nie zmienia faktu, że liczba wad nie przysłania zalet, w tym głównej – charakteru. Włosi nie robią nudnych samochodów. A pewne kontrowersje dodają przecież tylko pieprzu…

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Wygląd: (10 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (6 / 10)
Przyspieszenie: (8 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (6 / 10)
Ogółem: (76/100)

 

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4, benzynowy
Pojemność: 1750 cm3
Moc: 240  KM KM/5750 obr./min.
Moment: 340 Nm/ 2000 obr./min.
Skrzynia biegów: automatyczna, sześciobiegowa
0-100 km/h: 6 sekund
Prędkość max.: 242 km/h
Napęd: na przód
Pojemność bagażnika: 350l
Cena ok: 119 000 zł

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...