Skoda Octavia 1.4 TSI 150 KM – raport z 20 000 km

Skodę kupiłem w styczniu 2019 roku w Das Welt Auto. Auto miało 3 lata i 18 tysięcy udokumentowanego przebiegu. Obecny przebieg dobija do 40 000 tysięcy. Jak oceniam auto po 18 miesiącach użytkowania?

Skoda jest marką, która musi cały czas udowadniać, że nie produkuje aut dla kapeluszników i leśnych dziadów. Trochę tego nie rozumiem. Jak dla mnie już Favoritka ze studia Bertone była jak na swoje czasy świetnym autem. O lata świetlne wyprzedziła polskiego Poloneza. No dobra – zastąpiono ją mało wyrazistą Felicią, ale bez przesady. Octavia I RS, Octavia II RS, Fabia RS, szczególnie dwójka. Skoda zrobiła naprawdę dużo, żeby łatkę auta dla staruchów odpruć ze swojego wizerunku. Dzisiejsza Scala czy nowa Octavia walczą już nie tylko o klientów budżetowych, ale także tych, którzy cenią styl i smak.

Skoda Octavia III to moim zdaniem pełnoprawny kompakt z pierwszej ligi, niebędący już tańszą wersją Golfa. Przetestowałem x Golfów VII i x Octavii III. Werdykt? Nie widzę różnicy, tak w wykonaniu, jak i przyjemności z jazdy. Octavia ma na pewno za to nad Golfem dwie przewagi – większy bagażnik, o wiele więcej miejsca z tyłu i jedną stratę – brak rozkręconych pod 300 KM silników. Octavia RS dysponuje maksymalnie 245 końmi, ale… w sumie można ją odpowiednio “zdłubać”. W końcu jednostka w Golfie R i Octavii RS to dokładnie to samo 2.0 turbo.

TSI nie takie straszne jak go malują

Pod maską mojej (chociaż już nie mojej, ale o tym zaraz) Octavii znalazła się jednostka 1.4 TSI o mocy 150 KM. Silnik z serii EA211 (już na pasku, a nie łańcuchu) został w tym wypadku wzbogacony o system odłączania cylindrów podczas równomiernej pracy. Istnieją opinie, że silniki z grupy TSI są łakome na paliwo i olej. Otóż, testując to auto w różnych warunkach, na różnych oponach i podczas naprawdę zróżnicowanego stylu jazdy średnie spalanie utrzymałem na poziomie 6,8 litra/100 km. Dużo? Mało? Moim zdaniem, w stosunku do oferowanej mocy, przyspieszenia i elastyczności to bardzo dobry wynik, a ja wcale nie jeżdżę w stylu ekodriving, choć się staram. Co do oleju – wymieniałem go trzy razy. Zaraz po zakupie, 12 tysięcy później i zaraz przed sprzedażą. Między wymianami ani razu nie trzeba było nawet kropli dolewać. Lałem to, co zalecał producent – Castrola 5W30.

Wracając jeszcze do silnika. Prawda jest taka, że Skoda z tym motorem rozpędza się nawet na 6 biegu i przy licznikowych 60 km/h. Na niemieckiej autostradzie chętnie pokazuje pazura i bez problemu kończy rozpędzanie przy 235 km/h. Jej 8,2 sekundy do setki potrafią bardzo sprawnie rozpędzić to sporych rozmiarów kombi, dzięki czemu łatwo o zwycięstwo w dyscyplinie ruszania ze świateł. Czy mam do tego silnika jakieś “ale”? Chyba tylko jedno – przy mocniejszym wciskaniu pedału gazu jest głośny i mało przyjemny dla ucha – wina słabego wyciszenia (Golf ma pod maską matę wygłuszającą, Skoda nie). Poza tym to moim zdaniem o wiele ciekawsza jednostka, niż 2-litrowy diesel, który pali podobnie, a po 100-150 tysiącach kilometrów będzie na pewno droższy w utrzymaniu.

Dla miłośników mocy dodam jeszcze, że można go bezpiecznie podkręcić do 180 KM, a taka operacja w renomowanej firmie nie przekroczy 1500 zł.

Nie wiem tylko jak z wymianą paska rozrządu. W serwisie powiedziano mi, że po 180 tys jest przewidziana jego kontrola. Nie ma jednak informacji o przewidzianej wymianie oraz kosztach – nigdzie na stronach Skody nie znalazłem takiej informacji. Ot taka ciekawostka…

Warto jeszcze wspomnieć o skrzyni biegów. W Skodzie poza DSG, które polecam szczerze – do 200 tysięcy km na pewno nie będzie sprawiać problemów, z silnikiem 1.4 TSI współpracuje manual sześciobiegowy. Taką właśnie skrzynię miałem w swojej Octavii i muszę powiedzieć, że działa ona dość precyzyjnie, ale biegi nie wchodzą z przyjemnym oporem jak w moim Audi A3 z 2002 roku. Lewarek jest też trochę za długi. Co do samej skrzyni to jest ona też chyba największą znaną obecnie bolączką auta – niestety tak jak w skrzyniach M32 w Oplu/Fiacie wycierają się w niej łożyska.

Nie dotyczy to wszystkich sześciobiegowych przekładni w kompaktowej Skodzie, ale niestety coraz więcej Octavii cierpi na tę przypadłość. Naprawa to około 3 tysięcy złotych. Nie wiem czy można jej zapobiec dolewając zawczasu olej (to pomaga w skrzyni M32 w Oplach), ale na pewno wydłuży życie łożysk lekkie traktowanie i nietrzymanie ręki na drążku w czasie jazdy. Póki co, po 4,5 roku użytkowania i 40 000 km skrzynia działa precyzyjnie i cicho jak nowa.

Wrażenia z jazdy

Skodę Octavię spotkamy w dwóch konfiguracjach podwozia – z tylną belką z tyłu do mocy 150 KM i wielowahaczowym zawieszeniem powyżej tej mocy. W opisywanej Skodzie mamy zatem belkę, w dodatku pierwszy właściciel kupił pakiet na bezdroża, więc Skoda ma o półtora centymetra podniesione zawieszenie, a podwozie całe zabudowane zostało plastikowymi osłonami.

Lekki “lift” nie zachwiał jednak precyzji i lekkości z jaką prowadzi się Octavia III. Jak dla mnie, jej układ kierowniczy mógłby być nawet lekko twardszy. Zawieszenie dość miękko pokonuje nierówności, ale jest też wystarczająco sprężyste, żeby nie popsuć przyjemności z jazdy w zakrętach. To, co moim zdaniem bardzo się tu wyczuwa po dłuższym czasie użytkowania to fakt, że mamy jednak do czynienia z kompaktem a nie klasą średnią, choć gabaryty mogą temu przeczyć. Poprzeczne nierówności są wyczuwalne, a w koleinach czuć lekką niepewność i myszkowanie. Może to kwestia szerokości, może rozstawu osi, a może się czepiam, ale jeśli szukacie używanej Octavii to warto rozważyć wersję z wielowahaczem z tyłu.

Dodam, że po wielu testach Octavii w różnych konfiguracjach, gdybym miał jeszcze raz kupić Skodę w tej budzie, postawiłbym na wersję Scout 4×4 z silnikiem 2.0 tdi 184 KM. Żadna RS-ka nie zapisała mi się w pamięci tak dobrze, jak taka właśnie poczciwa, ale bardzo wygodna i szybka Kura. Test znajdziecie —-> TU.

Wnętrze

Octavia III uchodzi za auto mało designerskie w środku, ale z drugiej strony fakt, że nie ma doczepionego ekranu, fikuśnych wstawek czy plastikowych załamań to tylko zaleta – łatwo o zachowanie czystości, nic nie kłuje w oczy, dłużej zachowa się świeży wygląd deski rozdzielczej, którą należy uznać za bardzo klasyczną.

Wnętrze Octavii jest przejrzyste i eleganckie, szczególnie w wersjach Style i wyższych. Natomiast nawet w mojej średniej wersji wyposażeniowej Ambition z pakietem Amazing srebrne wstawki, miękkie materiały i bardzo dobre spasowanie robiły i robią świetne wrażenie.

Przez 20 000 km ani razu nie było słychać żadnych nieprzyjemnych odgłosów. Po 40 000 km wszystko nadal wygląda jak nowe. Nie ma przetarć, zarysowań, smug, odbarwień – nawet skóra na kierownicy jest nadal matowa i miękka w dotyku.

Fotele są wygodne i wystarczająco dobrze podpierają ciało w zakrętach, choć na to nie wyglądają. Możliwości ustawienia kierownicy względem fotela również są wystarczające. Trójramienna, skórzana kierownica pewnie leży w dłoniach, a jazda Octavią będzie wygodna zarówno dla osoby o wzroście 160 cm, jak i 195 cm.

Tak naprawdę w Octavii należy jednak zwrócić uwagę na dwa aspekty – gigantyczny bagażnik (620 litrów!!!) oraz ilość miejsca na nogi w drugim rzędzie siedzień. Mam 174 cm wzrostu, siedząca za mną żona mierząca 170 cm mogła swobodnie założyć nogę na nogę. Przynależność do klasy komakt czuć jedynie w szerokości Skody – ta nie zachwyca. Trzy osoby dorosłe na tylnej kanapie nie będą zadowolone, tym bardziej, że przez środek przechodzi tunel, w którym kryje się wał napędowy wersji 4×4.

Niuanse

Zdecydowanie nie polecam serwisowania Octavii w ASO. Pojechałem tam raz i do dziś śni mi się ta finansowa napaść stacji obsługi. 1900 zł po rabacie (poooo rabacieeee #$#$%) zapłaciłem za wymianę oleju, filtrów i świec. Za taką samą czynność z przejrzeniem auta u mojego mechanika, który ma nie gorszy sprzęt, a już na pewno wiedzę – wydałem 450 zł. Różnica? Znaczna. Skoda dołączyła niestety do marek, które zdzierają z klientów w późniejszym okresie, ale… jest na to sposób. Przy zakupie auta w salonie trzeba wybrać pakiet serwisowy. Na 4 lata i cztery serwisy kosztuje on 1200 zł.

Auto nadal ma wszystko oryginalne – poza świecami. Tarcze, klocki, opony, zawieszenie – wszystko jest dokładnie takie, jak wyjechało z fabryki. 40 000 to niby nie przebieg, ale myślę, że do 60 000 nadal te części będą nadal oryginalne.

Nie polecam zimowych opon Pirelli z kreskami zamiast lamelek. Bardzo słabo radzą sobie na mokrym, zimnym asfalcie.

Podczas wjeżdżania i zjeżdżania na krawężnik, Skoda potrafi wydać dźwięk starej sprężyny w kanapie. U mojego kolegi w Octavii 2.0 tdi jest dokładnie to samo.

Na 16-calowych oponach Octavia jest znacznie wygodniejsza niż na 17-tkach, ale wygląda dobrze dopiero jak ma większy rozmiar felg.

Bardzo łatwo rysuje się lakier. Trzeba uważać nawet czym się myje auto, bo ściereczka bawełniana z malutkim paprochem potrafi narobić drobnych rys.

Kolega zabezpiecza auta. Ostatnio zabezpieczał Octavię z 2015 roku z przebiegiem 64 000 km. Niestety pod materiałowymi (sic!) osłonami tylnych nadkoli czaiła się już ruda – na razie powierzchowna, ale jednak. Warto zatem pomyśleć o zabezpieczeniu podwozia Skody i każdego nowego auta.

Podsumowanie

Octavię sprzedałem w czerwcu tego roku ojcu. W 2019 roku w styczniu zapłaciłem za nią 59 000 zł (miała 3 lata i 18 000 przebiegu, pochodziła z pewnych rąk 85-latka z Warszawy). W czerwcu 2020 mogłem dostać 52 000 do ręki (miałem taką ofertę). Po rodzinie pieniądze liczy się inaczej, więc ojciec dostał odpowiedni rabat. Trzeba jednak przyznać, że Skody Octavie trzymają cenę, a auta od właścicieli są cenione o wiele wyżej niż po flotach.

Moim zdaniem Octavia to genialny kompakt – nie rzuca się w oczy, sporo ich na ulicach, uwielbiają ją floty, ale to nie ma znaczenia. No chyba, że ktoś musi się za wszelką cenę wyróżniać. Za przyzwoite pieniądze otrzymujemy pakowne, pewnie się prowadzące, solidnie wykonane auto. Moim zdaniem piątka w sześciostopniowej skali należy się jak najbardziej.

Jeśli myślisz o zakupie Octavii lub masz już taką Skodę a chciałbyś się czegoś dowiedzieć to śmiało pisz!

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM Audi A3 1.8T 150 KM, a od niedawna spełnienie marzeń - Mercedes W124 E-24 (K-Jet, 220 KM). Nigdy nie kupię chyba nowszego auta niż mam ;)