Test: Renault Twingo GT – sport przez małe “s”

Renault Twingo od Renault Sport – brzmi ekstra i można jarać się na samą myśl. A w praktyce? Sprawdźcie, co potrafi ten mieszczuch. 

 

Jeremy Clarkson napisał o nowym Twingo GT, że mimo iż ma silnik z tyłu, nigdy nie porównałby go do Porsche 911 (którego swoją drogą nienawidzi), więc obce mu są oczekiwania wielu dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy liczyli na to, że małym Twingo da się jeździć bokami podobnie jak Porsche. Ciężko się z Jeremym nie zgodzić. Mam jednak jeden problem. Jemu to auto się bardzo spodobało, ja natomiast mam mieszane uczucia…

I nie mówię o wyglądzie zewnętrznym – ten jest po prostu obłędny. Twingo, będące Smartem w przebraniu, to chyba najpiękniejsze autko miejskie. Nie, nie chyba – to jest najpiękniejsze, najbardziej zgrabne, słodko-zadziorne autko, jakie jeździ po polskich ulicach (a mało ich na szczęście jeździ, więc łatwo się wyróżnić). Testowy egzemplarz w stalowo-szarych barwach (jeden z czterech kolorów w palecie) z pomarańczowymi pasami, listwami, lusterkami i gustownym spoilerem przyczepionym do szklanej klapy zasługuje na 10/10 gwiazdek w podsumowaniu. I tyle oczywiście dostanie.

 

 

Dodatkowo od Renault Sport w pakiecie znalazły się 17-calowe felgi i dość wąskie (chociaż na Renault wyglądają i tak szeroko) opony 185/45 R17, podwójny wydech, który w zasadzie bezpośrednio przystawiony jest do silnika (0,9-litrowa jednostka pracuje pod płytą bagażnika), a także wloty powietrza w tylnych błotnikach, które nie są atrapą. Z dwururki wydobywa się donośny hałas bez charczenia czy strzałów, ale za to tylko na wolnych obrotach dźwięk Twingo zdradza, że silniczek ma trzy cylindry. W czasie jazdy jednostajne buczenie jest jednak dość męczące jak dla mnie.

Wnętrze zaskakuje na plus. Jest nieźle wykonane, dobrze spasowane i miłe dla oka. Szkoda tylko, że fotele z wbudowanymi zagłówkami słabo trzymają ciało na boki, a kierownica ma jedynie ustawienia góra-dół.

 

 

Niespecjalnie czuć tu jednak sportowego ducha. Ok, są aluminiowe nakładki na pedały, wykonana z tego samego stopu gałka skrzyni biegów (w słabszej wersji też taka jest), kilka kolorowych wstawek i świetna kierownica. Brakuje jednak – i to bardzo – obrotomierza, wskaźnika cieczy chłodzącej czy np. rasowych emblematów (no tu może się już czepiam). Nie można zarzucić jednak temu wnętrzu braku praktyczności. Jak na tak małe auto miejsca jest mnóstwo, zmieszczą się tu cztery osoby (chociaż z tyłu będą siedzieć jak na stołku), a i do bagażnika da się w razie czego włożyć niemało. Po rozłożeniu siedzeń otrzymujemy płaską podłogę, więc w razie czego można przewieźć więcej niż w 219-litrowym bagażniku. Mnie się udało do Twingo zapakować kosę spalinową, rower i dwie torby podróżne ;)

 

 

Przejdźmy do jazdy. Chyba każdy z was miałby określone oczekiwania wobec tego auta? Ja też miałem…

Jeździłem już 70- oraz 90-konną odmianą i jak pierwszą określiłem jako auto za karę, nawet do miasta, tak mocniejsza bardzo przypadła mi do gustu. Nic więc dziwnego, że na 110-konną wersję GT mocno ostrzyłem sobie zęby.

Niestety rozczarowanie przyszło już po pierwszych dziesięciu minutach. Podobno utwardzono o 40 % amortyzatory, ale prawie tego nie czuć. Podobno popracowano przy układzie kierowniczym, nadal jednak można kierownicą kręcić małym paluszkiem. A mimo napędu na tył i sporą, jak na niską wagę auta moc, elektroniczne kagańce wchodzą do gry z taką zaciętością przy byle pierwszym ostrzejszym zakręcie, że odechciewa się jeździć szybciej niż za kierownicą Daewoo Matiza. Łyżkę dziegciu stanowi jednak 5-biegowa skrzynia biegów, która chodzi bardzo nieprecyzyjnie. W dodatku biegi są tu tak krótkie, że w zasadzie za każdym razem do trójki jeździłem do odcięcia z głową obijającą się o zagłówek.

 

 

I wcale nie mówimy o sportowej jeździe – na tor Twingo nie zabierałem. Uczę się ekodrivingu który, poza przewidywaniem tego, co dzieje się na drodze, polega na szybkim rozpędzaniu auta z użyciem 3/4 mocy i jak najszybszym stabilizowaniu prędkości za pomocą najwyższego biegu. Niestety w Twingo GT to się nie udaje. Raz, że obijesz sobie głowę o zagłówek podczas rozpędzania, a dwa, nawet przy 70 km/h nie bardzo da się jechać na 5-tce. Silnik się dławi a elektroniczny podpowiadacz informuje, że jedziesz na za wysokim biegu. W silniku o pojemności 0.9-litra? Naprawdę?

Osiągi na papierze są niezłe – 9,6 sekundy do pierwszej setki i prędkość maksymalna ponad 180 km/h. Jednak podczas jazdy – za sprawą skrzyni biegów, niezbyt równomiernie rozwijającego moc silnika i zbyt nijakiemu układowi kierowniczemu – tego nie czuć. Zresztą, już nawet nie chodzi o to, że nie czuć. Po prostu nie ma się ochoty na jazdę szybszą niż wersją 90-konną. A w relaksacyjnej jeździe nie ma z kolei co liczyć na niskie spalanie. Okolice 7 litrów to absolutne minimum…

Skończę się pastwić. Podsumuję. Twingo GT jest piękne (kierowca BMW M4 robił mi zdjęcia o mało nie wjeżdżając w kufer Renault), wygląda zadziornie, zwraca na siebie uwagę, ma świetne wnętrze, najlepsze w klasie, ale… nie jest w ogóle ani trochę sportowe. Za co olbrzymi minus.

 

 

Jeżeli wersja GT ma być przypomnieniem o sportowych osiągnięciach Renault 5 turbo to nie tędy droga. Apel do inżynierów Renault Sport: poprawcie skrzynię biegów i wprowadźcie możliwość wyłączenia ESP oraz kontroli trakcji. Utwardzenie układu kierowniczego jest chyba tak oczywiste, że nawet nie będę o tym mówił. Na koniec przydałoby się dociążyć lekko przód, bo nadsterowność jest potworna. Ale to już chyba temat dla ekipy pracującej nad ewentualnym RS-em!

PS. kupcie Twingo z 90-konną benzyną (jeździ tak samo i niczego nie udaje) albo… możliwości za około 60 tys zł jest na szczęście sporo.

Adam Gieras

PS. niestety wydarzył się mały wypadek i wykasowałem wszystkie zdjęcia Twingo zrobione lustrzanką. Na szczęście sytuację uratował Bartek ze swoim iphonem, za co bardzo dziękuję! 

Fot. Bartek Kowalczyk 

 

Wygląd: (10 / 10)
Wnętrze: (9 / 10)
Silnik: (5 / 10)
Skrzynia: (4 / 10)
Przyspieszenie: (5 / 10)
Jazda: (5 / 10)
Zawieszenie: (5 / 10)
Komfort: (5 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (6 / 10)
Ogółem: (62/100)

 

 

 

Dane techniczne:

Silnik: benzynowy, turbodoładowany
Moc maksymalna: 110 KM przy 5750 obr./min.
Max. moment obrotowy: 170 Nm.
Liczba cylindrów: 3
Objętość skokowa: 898 cm3
Skrzynia biegów: 5 biegów, manualna
Typ napędu: Na tylną oś
Pojemność bagażnika: 219 l / 980 l

Osiągi:

0-100 km/h: 9,6 sekundy
Prędkość maksymalna: 182 km/h
Zużycie paliwa – miasto: 7-8,5 do 12-14 l/100km przy deptaniu, trasa: około 6 l/100km

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…