Test: Mercedes Sprinter 319 CDI – stary, ale jary!

Kto z was ( pisze do tych w moim wieku ;-) ) po obejrzeniu Krisa Kristoffersona w Konwoju nie chciał zostać kierowcą ciężarówki? Ja miałem dodatkowo farta… Kiedy na moim osiedlu po raz kolejny przeprowadzano remont sieci ciepłowniczej i wodnej, przed moim blokiem stały dwie polewaczki marki Skoda (a może to był Liaz?). Całe popołudnia spędzaliśmy w kabinach tych maszyn, udając że przemierzamy kolejne kilometry jak Wiesław Gołas w serialu Droga.

 

Jak wiadomo faceci tym różnią się od dzieci, że ich zabawki są droższe. I ja się z tym w pełni zgadzam. Tak narodził się pomysł, żeby przetestować od czasu do czasu auto dostawcze. Wszyscy w koło jarają się super furami. Jakieś tam AMG, GT3, M-ileśtam. To bardzo fajnie, ale czasem ktoś potrzebuje do tego AMG dokupić sobie furę do firmy. Nie jestem w stanie przetestować dostawczaka, badając jego trwałość i odporność na trudy eksploatacji. Zakładam, że w dobrze zarządzanej firmie auto zostanie odpowiednio dobrane do potrzeb i tak finansowane żeby bez żalu oddać je po kilku latach do dealera.

Na pierwszy ogień wpadło w moje ręce auto… z grubej dostawczakowej rury. Mercedes Sprinter w pełnym tłuszczu. Moje pierwsze wrażenie? Spodziewałem się więcej… Wnętrze wydało mi się dość siermiężne, ale szybko przypomniałem sobie, że ten samochód ma przede wszystkim pracować. Niby tak, ale konkurencja potrafi wyglądać bardziej “osobowo”.

Zasiadłem za kierownicą Sprintera, pod… nogami mruczał diesel V6 o mocy 190KM i momencie 400Nm dostępnym od samego dołu. Wyjazd z ciasnego parkingu utwierdził mnie w przekonaniu, że Sprinter jest bardzo zwrotny mimo swojej wielkości. Miałem do dyspozycji wersję wysoką ze średnim rozstawem osi. Dodam, że jak to w Mercedesie, napęd przenoszony jest na tylną oś.

 

 

Pozwolę sobie też przytoczyć kilka faktów z historii Sprintera. Jego poprzednikiem był model T1 produkowany od 1977 do 1995 roku. Przyznacie, że długo. Sprinter pierwszej generacji został zaprezentowany w 1995 roku jako dziecko nowej jednostki organizacyjnej w koncernie, a mianowicie Mercedes-Benz Vans. Co ciekawe, Sprinter praktycznie od początku miał brata ze stajni Volkswagena, czyli LT II generacji, który w 2006 roku zmienił swą nazwę na Crafter i czerpał wiele od auta z gwiazdą na masce. W tym samym czasie Mercedes pokazał Sprintera drugiej generacji, którym właśnie jeździłem. Obecnie Crafter jest jest zupełnie inną konstrukcją z przednim napędem i nie ma nic wspólnego z Mercedesem, któremu wszyscy przyglądają się w oczekiwaniu na kolejną generację Sprintera.

Jak widzicie nie mamy do czynienia z najnowszym krzykiem techniki wśród aut dostawczych, ale nie można tego kwalifikować jako wady. Sprinter to nadal solidny wół roboczy, którego można konfigurować na tyle sposobów, że już przy przeglądaniu cennika i folderu reklamowego lekko zakręciło mi się w głowie. Mamy do wyboru trzy rozstawy osi, trzy wysokości, pięć różnych wariantów silnika i chyba tylko dwie skrzynie biegów. Niech mnie ktoś poprawi z tymi skrzyniami. Do tego dochodzą różne przełożenia tylnych mostów i oczywiście napęd na cztery koła. Oczywiście można wybrać też nadwozia do zabudowy z kabiną pojedynczą, lub podwójną. Jeśli macie kategorię prawa jazdy C, możecie wybrać Sprintera o DMC 8t. Mało?

No to zapraszam do przeanalizowania listy wyposażenia opcjonalnego. Jest tak długa jak w każdym Mercedesie. Gdybym miał kupować dostawczaka, udałbym się do salonu i skorzystał z pomocy sprzedawcy. Samemu można nie ogarnąć.

 

 

 

No dobrze, a jak jeździ taki Sprinter? Szczerze mówiąc, jak osobówka. Serio. Trzeba tylko pamiętać, że nie da się nim wjechać do centrum handlowego i do każdego innego garażu podziemnego. To może być trochę kłopotliwe jeśli chcecie mieć auto i do pracy, i do zadań domowych. Wiem, że wiele osób prowadzących działalność gospodarczą musi iść na kompromis. No cóż. Wszystko zależy od profilu prowadzonej działalności. Nie zapominajcie, że jest jeszcze mniejsze Vito.

Czas ruszyć w drogę… Tak się złożyło, że miałem do przewiezienia dwie przedwojenne lodówki. To dość ciekawe konstrukcje. Obydwie są drewniane, jedna niestety ma wyprute wnętrze, ale druga jest w 100% sprawna. Trzeba tylko znaleźć blok lodu i wrzucić go do pojemnika. Drobiazg. Jako że lodówki mają swoje lata, są lekko rozchwiane i trzeba się z nimi obchodzić ostrożnie stwierdziłem, że najlepiej jest je przewieźć w pozycji leżącej na plecach. Płaska podłoga Sprintera wyłożona szarą płytą nadawała się do tego idealnie. Świetnie sprawdziły się też listwy przypominające te, do których mocowane są fotele w samolotach pasażerskich, czyli seat tracki. Fabryczne klamry można zaczepić praktycznie w dowolnym miejscu, dodatkowo oryginalne taśmy również zakończone są klamrami. Wszystko działa idealnie i nie lekkie lodówki zostały zamocowane w sposób uniemożliwiający im jakikolwiek ruch. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

 

 

Jazda w trasie z niewielkim obciążeniem ( w sumie w tej wersji można wrzucić na pakę jakieś 600kg) to sama przyjemność. 400Nm nadaje Sprinterowi odpowiednią dynamikę, a siedmiobiegowy automat odciąża kierowcę. Pneumatycznie amortyzowany fotel dodatkowo podnosi komfort. Trzeba go tylko ustawić pod swoją masę, żeby nie bujać się jak na pontonie. Podróż uprzyjemnia fabryczne radio z nawigacją Becker, której serce schowane jest w schowku przed pasażerem i można je przekładać między autami.

Oczywiście jak to w aucie dostawczym, mamy do dyspozycji niezliczoną liczbę schowków i kieszeni, gniazdek 12V i jedno gniazdo USB i AUX. Nad głowami są dodatkowe kieszenie i ogromne daszki przeciwsłoneczne. W moim Sprinterze miałem w kabinie dwuosobową kanapę dla pasażerów, w której środkowym oparciu znajdował się rozkładany uchwyt na napoje, a pod siedziskiem można było pochować całą masę szpargałów, jakie zawsze muszą znaleźć swoje miejsce w dostawczaku.

Na wyposażeniu miałem też asystenta bocznego wiatru. Nie wiem jak on działa… Część trasy pokonywałem przy dość silnym wietrze i nie wpadłem do rowu. Chyba tak miało być. Wiatr drastycznie nie wypłynął na zużycie paliwa. W czasie całego testu w trasie zużywałem 8,6-8,8 l/100km, a w mieście około 10 litrów. To całkiem niezły wynik jak na takie auto z takim silnikiem. Dodam, że nie podróżowałem autostradami z prędkościami kodeksowymi. Pokonałem kilka odcinków dróg ekspresowych z prędkościami przepisowymi, a większość przejechałem po zwykłych drogach z prędkościami 90-100 km/h.

 

 

Od samego początku zastanawiała mnie konfiguracja tego auta. Oczywiście jest to egzemplarz prasowy, ale tak czy inaczej fajnie by było znaleźć zastosowanie dla tego furgonu. O ile jestem w stanie wyobrazić sobie co mógłbym takim autem przewozić, to silnik… wydaje się być za duży. Rozumiem go w busie i przy większych DMC, ale w tej konfiguracji spokojnie wystarczyłby mniejszy silnik 2.2.

Podsumowując, Sprinter mimo wieku wciąż jest doskonale zaprojektowanym autem dostawczym i ciężarowym. Jest cichy, wygodny, komfortowy i łatwy w prowadzeniu. Jeśli tylko nie zapomnicie o jego długości i wysokości to przesiadka z osobówki nie będzie bolesna, a nawet może się okazać, że zatęsknicie za wygodnym fotelem kierowcy i niezliczoną liczbą schowków. Tylny napęd sprawuje się w tym aucie doskonale, zawieszenie jest niezwykle komfortowe i zapewnia pełną kontrolę. To co może przeszkadzać, to zauważalny wiek konstrukcji. Może nawet nie, jeśli chodzi o napęd, czy nadwozie, ale o wnętrze i jego wykończenie. Tu przydałoby się coś więcej. W przyszłym roku ma się pojawić nowy Sprinter. Pożyjemy, zobaczymy. Ja nie mogę się doczekać!

Damian Śmigielski

 

 

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Damian Śmigielski

Damian Śmigielski

Architekt, mechanik, miłośnik lotnictwa, który jak sam mówi lubi motoryzację. Znacie go pewnie przede wszystkim z programów: Tool Box, Jednoślad, Motocyklicznie, Mechanik czy Anatomia Miasta w TVN Turbo. Obecnie, jako Skodovy, udowadnia, że bycie Skodziarzem to żaden obciach. Prowadzi też własnego bloga o wszystkim co jeździ, lata i sprawia mu przyjemność.