Znaleziony: Porsche 911 996 – “nowy”?

Ile może być warte Porsche 911 996 Carrera 4 z 1999 roku? Tyle, ile nowy, średnio wyposażony samochód klasy średniej? Zimno. W opisie aukcji widnieje informacja, że samochód jest “nowy”. Czyżby znalazł się więc nietknięty drogowym pyłem egzemplarz, który teraz po 17 latach od wyprodukowania ma szansę trafić do hermetycznego garażu kolekcjonera? Jeszcze zimniej. W zasadzie lodowato!

Kierowcy, którzy zamiast nowych samochodów wolą trochę starszą motoryzację zdają sobie sprawę, że utrzymanie klasyka lub chociaż youngtimera musi kosztować. W samochodzie, który głównie stoi w garażu pewne rzeczy wymagają rutynowych działań nie rzadziej niż w tym eksploatowanym przez okrągły rok. Opony się “odstają” i pękają ze starości, poza tym trzeba wymieniać olej, świece, elementy gumowe zawieszenia, a raz na jakiś czas przeprowadzić zabieg pielęgnacji lakieru czy zrobić jakieś zaprawki. Gdy dodamy do tego koszty zakupu oraz tankowania, okazuje się, że klasyk nie jest dla każdego i nawet taki Opel Calibra za 4 tys. zł być może będzie wymagał włożenia kilku lub nawet kilkunastu tysięcy złotych, żeby wyglądał jak nowy. To oczywiście nie powoduje, że jego wartość rynkowa wzrasta proporcjonalnie do poczynionego wkładu (choć na pewno ładny egzemplarz łatwiej sprzedać).

Trochę inaczej jest z drogimi markami, jak Porsche, Ferrari, Maserati, Lamborghini – w ich przypadku czasami im starsze auto i mocniej dofinansowane, tym droższe. Wszystko jednak zależy od konkretnego modelu.

Przyjrzyjmy się dla przykładu dziewięćset jedenastce w budzie 996, która pomału staje się youngtimerem (jak ten czas leci), ale mimo że starzeje się z honorem, znalezienie egzemplarza w kwocie ok. 60-70 tys. jest nadal możliwe. Nie będzie to samochód perfekcyjny, ale z racji kosztów utrzymania i ceny początkowej na pewno o wiele bardziej zadbany niż wspomniana wcześniej Calibra. Za 100 tys. zł możemy już kupić Porsche 911 996 z 3.4-litrowym silnikiem w stanie  niemal idealnym. Za 120 tys. zł. znalazłem bardzo ładny egzemplarz ze zdecydowanie bardziej polecanym i mocniejszym silnikiem 3.6.

Dlaczego o tym piszę? Właściciel białego 911 996 z 3.4 litrowym silnikiem wystawił swoje auto na sprzedaż za niebagatelną kwotę 410 tys. zł…, bo twierdzi, że samochód jest “nowy” i w 100 % odrestaurowany na oryginalnych częściach Porsche, a cała renowacja odbyła się w serwisie tej niemieckiej marki i kosztowała… 280 tys. zł. Gdyby dla kogoś ta cena nie okazała się zaporowa i chciałby pojechać obejrzeć to auto, a nawet się nim przejechać, musi przygotować 20 tys. zł. na bezzwrotną zaliczkę za możliwość odbycia jazdy próbnej…

Szanuję człowieka, że tak bezgranicznie pokochał swoją dziewięćset jedenastkę. Naprawdę! :)

Link do ogłoszenia tutaj: >>> klik <<< i tu: >>>klik<<<

 

źródło. motogratka.pl, allegro.pl 

agier

 

P.S. niedawno widziałem Hyundaia Coupe II generacji w jednym z najdroższych serwisów blacharskich specjalizujących się w naprawach old- i youngtimerów. Sama naprawa blachy w aucie wartym 3-4 tys. zł będzie kosztowała 17 tys zł. Ale kto bogatemu zabroni?

Znacie jeszcze jakieś przykłady? Zapraszam do dyskusji!

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...