Mercedes-Benz klasy G z trzema magicznymi literkami

Mercedes klasy G jest, z grubsza rzecz biorąc, na rynku już od 1979 roku. Przechodził wiele modernizacji i unowocześnień, ale główne jego założenia pozostają bez zmian – podobnie jak kanciasty kształt karoserii. Wygląda na to, że ten model jest nieśmiertelny, a zainteresowanie nim, zamiast spadać, stale wzrasta.


Oczywiście klasa G niewiele ma już wspólnego z dawną, prostą terenówką. Dziś furorę robią kosmicznie drogie, mocne wersje. Na topie jest już nie tylko 544 konna odmiana G 63 AMG. Klienci decydują się także na 612 konną wersję G 65 AMG (niemal dwukrotna różnica w cenie, pomijalna różnica w osiągach – ale za to dwanaście cylindrów zamiast ośmiu i większy prestiż…), a Mercedes co i rusz wypuszcza na rynek także wersje limitowane, które schodzą na pniu.

G 500 4×4^2, czyli wzmocniona “pięćsetka” ze zwiększonym prześwitem jeździ już po Warszawie (pozdrawiamy @Ardor Cars), a od paru dni furorę w sieci robi zdjęcie trzech Mercedesów G (w tym wspomnianego 500 4×4^2) w szalonych, jaskrawych kolorach, przyłapanych na światłach w Stolicy.

 

1 1 Mercedes Benz klasy G z trzema magicznymi literkami

(fot. Antoni Niemczynowicz Photo)

 

Nie wspominam już nawet o szalonej, sześciokołowej wersji G63 AMG 6×6 – podobno nigdzie w Europie nie sprzedawała się ona lepiej, niż w Polsce.

Do czego jednak zmierzam?

Cóż, nie każdy ma około miliona złotych do wydania na auto – a tyle co najmniej kosztują wymienione wcześniej wersje “Gelendy”. Co zrobić, jeśli mimo wszystko chcemy mieć rzadkiego i szybkiego Mercedesa klasy G?
Rozwiązaniem może być kupno tego egzemplarza: >>>klik<<<

 

1 2 Mercedes Benz klasy G z trzema magicznymi literkami

 

Oto Mercedes G z 1995 roku w bardzo rzadkiej odmianie 36 AMG. Powstało jedynie 120 sztuk takich aut. Pod maską pracuje rozwiercona do 3.6 litra benzynowa, rzędowa “szóstka”, wytwarzająca 258 KM i 385 NM.

Tak wyglądały pierwsze próby Mercedesa z literkami AMG przy klasie G. Jak widać, uznano je za udane do tego stopnia, że projekt kontynuowano – a dziś zdecydowana większośc sprzedaży modelu to odmiany z tymi trzema magicznymi literami.

Trzeba także dodać, że egzemplarze z tej serii (jeszcze ze starego typu, kanciastym i uboższym wnętrzem) uchodzą za trwalsze i mniej podatne na korozję od swoich następców. Jako bonus – owiewki i wzory na karoserii, bardzo w stylu lat 90.

Na takim aucie raczej ciężko stracić. Ja bym jeździł (byle tylko nie na ławeczce w bagażniku!).

Tak to jeździ:

 

 

Mikołaj Adamczuk

fot. główne: Mercedes-Benz 

 

 

Dyskusja

komentarzy