Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ‘ale’ i kilka dużych.

Nad Wisłą program 500+ już na stałe zadomowił się w domach. Wiele osób dzięki niemu może sobie pozwolić na samochód, a skoro rodzina się powiększa, to może minivan? Sprawdzamy, czy Renault Grand Scenic z turbodieslem będzie za 15 lat hitem z drugiej lub trzeciej ręki. Oczywiście, z przymrużeniem oka.

 

Test zacznę od tego, że bardzo podoba mi się kierunek, w którym idzie design samochodów Renault. Lubię różnorodność i ciekawe rozwiązania, dlatego podobają mi się np. Citroeny i Infiniti, a niekoniecznie Ople i Audi. Renault ma w sobie coś z nowoczesnej awangardy i nie można zarzucić mu podobieństwa do niczego innego. Dodatkowo Scenic, mimo takiego wyglądu, oferuje bardzo dobrą widoczność. W wielu samochodach denerwuje zbyt gruby słupek A, tutaj jest on przedzielony trójkątną szybką, która robi wyraźną różnicę na korzyść.

Niezwykle spodobała mi się też konfiguracja kolorystyczna testowego egzemplarza. Brązowy, metaliczny lakier pięknie się komponuje z czarną górą. Okazał się także bardzo wdzięcznym kolorem do zdjęć, bo wygląda po prostu efektownie. Po zajęciu miejsca z przodu pierwszą zauważalną rzeczą jest bardzo odsunięta przednia szyba. Jeżdżąc już poprzednią generacją Scenica miałem wrażenie, że znajduje się ona w innej strefie czasowej, a tutaj widać to jeszcze wyraźniej.

 

Test Renault Grand Scenic 6 Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych.

 

Wnętrze wykonano z porządnych materiałów. Nawiązuje ono stylizacją do Espace i Talismana. Wydaje się, że zostało tutaj zamontowane za pomocą klawiszy ctrl+c i ctrl+v, ale  jest jedna drobna różnica. Okolice centralnego tabletu wykonano z innego plastiku, na którym nie widać tak odcisków palców jak na czystym lakierze fortepianowym. Zegary różnią się od Talismana tylko tym, że są już całkowicie elektroniczne, łącznie ze wskazówką poziomu paliwa oraz temperaturą cieczy chłodzącej.

Mamy do czynienia z samochodem rodzinnym, dlatego chciałem więcej miejsca poświęcić wnętrzu. Z przodu są naprawdę wygodne fotele, choć ich wygoda kończy się na pierwszym zakręcie, gdyż przynajmniej dla mnie, są trochę za szerokie. Mogę to wybaczyć, bo w zamian otrzymujemy regulację długości siedziska. Ciekawym rozwiązaniem jest również schowek przed pasażerem w formie pojemnej szuflady otwieranej dotykiem. Nie da się też przejść obojętnie nad centralnym podłokietnikiem. Cały jest regulowany, ale posiada ergonomiczne braki. Gdy go przysuniemy maksymalnie do przodu mamy wygodny podłokietnik, ale nie skorzystamy ani z cup holderu, ani z gniazda zapalniczki. Gdy z kolei odsuniemy go do tyłu nie ma na czym oprzeć ręki, a trzeci pasażer z tyłu musi uciąć sobie nogi, bo nie ma gdzie ich zmieścić.

Ogólnie Renault albo zapomniało o pasażerach z tyłu, albo celowo utrudnia im życie, co w samochodzie rodzinnym jest sporym problemem. Przestrzeni nad głową i na nogi jest mało. Zwłaszcza dziwi mnie kretyńskie zamontowanie stolików z tyłu oparć przednich foteli, które znacząco ograniczają dorosłym z tyłu miejsce na kolana. Na dodatek Renault ma taki ‘ficzur’, że wysiadając z przodu fotel odsuwa się automatycznie do tyłu. Efekt? Pasażer z tyłu ma wtedy jeszcze mniej miejsca na nogi. Kanapa wygląda jak trzy osobne fotele, ale dzieli się standardowo, w proporcji 40:60. Nie ma też przepustu na narty, a w bagażniku siatka jest dopiero za dopłatą. Sam bagażnik jest w porządku, foremny i przepastny. Wersja Grand ma oczywiście dwa dodatkowe fotele schowane w podłodze bagażnika, ale nadają się one tylko dla dzieci. Przyznam szczerze, że w Scenicu nie spodziewałem się tak dużej ilości błędów w rozplanowaniu wnętrza. Moim zdaniem jest ono nawet gorsze niż w poprzednim modelu.

 

Test Renault Grand Scenic 8 Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych.

 

Jazda Sceniciem nie należy do wielkich przeżyć. Można sobie wiele obiecywać po zapoznaniu się z ofertą trybów jazdy, których jest cztery: Eco, Comfort, Neutral, Sport. Renault oferuje także możliwość własnej aranżacji jazdy pod ikonką Perso. W praktyce zmiana trybu w dużej mierze polega na zmianie koloru oświetlenia wnętrza oraz grafiki zegarów. Jak dla mnie to dość denerwujące, gdyż każdy z nas na pewno upodoba sobie jakąś jedną grafikę, która najbardziej mu odpowiada, po czym kliknie w inny tryb i znów trzeba grzebać w menu, żeby powrócić do ulubionego schematu. Ogólnie jazda współczesnym Renault wiąże się z nieustannym grzebaniem w menu, w którym zapewne gdzieś ukryta jest Atlantyda i bursztynowa komnata, tylko trzeba ją znaleźć… System jest niepotrzebnie aż tak rozbudowany.

W praktyce Scenic porusza się poprawnie, choć jego spora masa jest wyczuwalna. Na miejscu konstruktorów nie ulegałbym modzie na tryby, bo to nonsens w tym samochodzie i zaoferowałbym w standardzie bardziej komfortowe resorowanie, podobne jak było w poprzednim Scenicu. W nowym koła mają średnicę 20 cali we wszystkich wersjach (!), co nie przyczynia się do poprawiania komfortu.

Z dziennikarskiego obowiązku dodam, że w trybie Sport usztywnia się układ kierowniczy i wyostrza się reakcja na gaz, ale to niewiele pomaga. Pedał gazu i tak wydaje się połączony z przepustnicą za pomocą gumki od majtek, bo trudno wyczuć jak w danej sytuacji zachowa się samochód. Scenic najlepiej czuje się pożerając kilometry w trasie lub spokojnie tocząc się po mieście. Są zdecydowanie lepsze samochody do szybkiej jazdy, nawet w tej klasie.

 

Test Renault Grand Scenic 11 Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych.

 

Najbardziej w testowanym Renault podoba mi się silnik 1.6 DCI. W wersji Bose może on mieć 160 KM, jak u nas, ale występuje też w odmianie o mocy 130 KM. Jednostka ta popisuje się świetną elastycznością i niskim spalaniem. Na dystansie prawie 1000 km zapotrzebowanie na paliwo ukształtowało się na poziomie 6 l/100 km. Polecam także znakomity automat EDC, którego nie mogłem się nachwalić już przy okazji testu Talismana pół roku temu. Warto zakreślić tą pozycję na liście opcji.

Jak już o opcjach mowa, to na pokładzie testowanego egzemplarza znajdowało się dokładnie wszystko co tylko Renault oferuje w tym modelu. Wyświetlacz head-up, aktywny tempomat, masaże, eletryka i podgrzewanie w fotelach, szklany dach i skórzana tapicerka – tych pozycji nie znajdziecie w standardzie, a doliczone do bazowej ceny najdroższego Scenica dają sumaryczną kwotę prawie 150 tys. złotych.

W zasadzie wszystkie z tych rzeczy są niepotrzebne i robią tylko dobre wrażenie za dosyć sporą kasę, dlatego ja bym zamówił jedynie aktywny tempomat. To dlatego, że uwielbiam zabawę polegającą na tym, żeby przejechać jak najdłuższy dystans bez dotykania żadnego pedału. To naprawdę wciągające! Poza tym radar umieszczony z przodu informuje o bardzo ważnej rzeczy: odległości od poprzedzającego pojazdu. Odległość jest wyrażona w sekundach, więc wiemy ile czasu mamy w danej chwili na reakcję, jeśli osoba przed nami gwałtownie zahamuje. Przydatna rzecz, która powinna być w każdym samochodzie. Bardzo chętnie zamówiłbym też elektrycznie otwieraną tylną klapę, bo jest duża, ciężka i nieporęczna, tymczasem Renault nie przewiduje takiej rzeczy.

 

Test Renault Grand Scenic 13 Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych.

 

Scenic w poprzednich generacjach miał się czym pochwalić. Pierwsza była niemal rewolucją, druga i trzecia wciąż w czołówce segmentu. Tymczasem w nowym miałem wrażenie, że jest zaprojektowany tylko z zewnątrz. Wnętrze za to przeklejono z innych modeli, a to z tyłu to już w ogóle zostało tak jak w poprzedniku, albo i gorzej. Na plus muszę zapisać świetny silnik i skrzynię oraz garść przydatnych gadżetów, także z dziedziny bezpieczeństwa. To jednak trochę mało zważywszy na dość odważnie skrojone cenniki. Obawiam się, że Renault Scenic czwartej generacji został przeciętniakiem. I w tym momencie zdecydowałbym się na zakup któregoś z konkurentów, z Citroenem na czele.

 

Bartłomiej Puchała

 

Wygląd:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (9 / 10)
Wnętrze:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (4 / 10)
Silnik:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (8 / 10)
Skrzynia:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (9 / 10)
Przyspieszenie:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (7 / 10)
Jazda:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (5 / 10)
Zawieszenie:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (6 / 10)
Komfort:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (6 / 10)
Wyposażenie:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (8 / 10)
Cena/jakość:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (5 / 10)
Ogółem:%name Test: Renault Grand Scenic 1.6 DCI Bose – mnóstwo małych ale i kilka dużych. (67/100)

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, turbodiesel, 1598 ccm

Moc: 160 KM / 4000 obr/min

Moment obr.: 360 Nm / od 1750 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna 6b

Napęd: przedni

Wymiary: 4634 / 1866 / 1655 mm

Rozstaw osi: 2804 mm

Poj. bagażnika: 533 l

Śr. zuż. Paliwa: 6,0 l/100 km

0-100 km/h: 10,7 s

V maks: 200 km/h

Cena: od 129 900 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.