Chery Tiggo 7 wpisało się w moje plany wyjazdowe. Podczas tygodniowego testu udało mi się przejechać nim ponad 1300 kilometrów i przewieźć w jego wnętrzu nie tylko komplet pasażerów, ale też trochę mniej typowych rzeczy. Zapraszam na krótkie podsumowanie i parę przemyśleń dotyczących tego jakim samochodem jest Tiggo 7
Chery Tiggo 7 gościło już w naszej redakcji. Pisał o nim Bartek i serdecznie zapraszam do zapoznania się z jego spostrzeżeniami i wnioskami. To, co trafiło do mnie było niemal bliźniaczą specyfikacją, z tą różnicą, że u mnie znalazł się napęd na obie osie.
Zacznijmy od tego co w Tiggo 7 jest dobre
Nie ma co ukrywać, że Chińczycy coraz śmielej poczynają sobie na naszym rynku. Marek stale przybywa, podobnie jak klientów. Tacy producenci jak chociażby MG czy Omoda (notabene należąca właśnie do Chery) przetarli szlaki i pokazali, że polscy klienci są otwarci na eksperymenty.

Tiggo 7 tak naprawdę niczym nie szokuje i nie powala. To po prostu poprawne i optymalne auto. Coś jak chiński odpowiednik Skody. Bez problemu pochwalisz się nim przed sąsiadem – ma naprawdę bogate wyposażenie (mamy tu nawet dyfuzor zapachów), a wnętrze na pierwszy rzut oka robi bardzo dobre wrażenie.
To, co mi najbardziej spodobało się w Chery to przede wszystkim jego pakowność i przestronność wewnątrz. Bagażnik w wersji AWD ma pojemność równych 500 litrów. Na pierwszy rzut oka nie jest to powalająca wartość, jednak ważniejsza jest jego użytkowość, a ta naprawdę mnie zaskoczyła. Bez najmniejszego problemu w jego wnętrzu udało mi się zmieścić komplet 4 opon w rozmiarze 17 cali plus dwie walizki. Po złożeniu oparć tylnej kanapy zmieściłem też wewnątrz sofę oraz parę innych mniejszych rzeczy. Przy przewożeniu ponadgabarytowych towarów problematyczna okazuje się tylko roleta – nie przewidziano na nią jakiegoś konkretnego miejsca.

Dla pasażerów zarówno tych z przodu, jak i z tyłu wygospodarowano naprawdę sporo miejsca. Wożąc nawet komplet pasażerów żaden z nich nie narzekał na ciasnotę czy niewygodę. Z tyłu środkowy pasażer nie będzie potraktowany po macoszemu. Mimo iż mamy tu napęd na obie osie to podłoga jest całkowicie płaska, dzięki czemu ta osoba siedząca na środku nie będzie miała problemu z nogami. Fotele z przodu są wygodne i posiadają nie tylko podgrzewanie, ale też i wentylację. Narzekać nie można też na schowki – tego we wnętrzu Tiggo 7 jest naprawdę sporo.
Pochwalić muszę jakość wykonania oraz materiały. Choć sam design jest mocno generyczny i wygląda typowo, niemal jak każdy inny chińczyk, to jakość tworzyw jest bardzo dobra. Detale wykonane są precyzyjnie, nic tu nie odstaje ani nie sprawia taniego wrażenia. Trudno jest tu znaleźć miejsca, które wyraźnie wskazywałaby nam na cięcia kosztów, a pamiętajmy, że Chery w Chinach jest marką budżetową.
Prowadzi nas to oczywiście do ceny, która jak to bywa w przypadku aut z Chin jest naprawdę dobra. Bazowo za Tiggo 7 trzeb zapłacić 124 900 zł. Wersja z napędem na obie osie łączona jest tylko z najwyższa wersją wyposażenia Prestige, która została wyceniona na 154 900 zł.

W Tiggo 7 jest też trochę wad, ale żadna z nich nie jest dyskwalifikująca
Chery w testowanej przez nas wersji napędzane jest turbodoładowanym silnikiem 1.6 TGDI o mocy 147 KM i momencie obrotowym na poziomie 275 Nm. Za przeniesienie napędu na obie osie odpowiedzialny jest 7–biegowy, dwusprzęgłowy automat. Całość nie grzeszy dynamiką oraz przesadną spontanicznością. Oczywiście Tiggo 7 nie jest zawalidrogą, jednak dynamiczna jazda nie jest jego konikiem. Skrzynia jest dosyć ospała i wydaje się pracować jak klasyczny hydrokinetyk. Być może to za jej sprawą cały układ napędowy wydaje się być lekko ślamazarny. Zdarza się też często zaspać skrzyni przy ruszaniu i nieprzyjemnie szarpnąć. Do tego zużycie paliwa – jak to bywa w chińskich konstrukcjach bywa ono naprawdę wysokie. Na drogach ekspresowych samochód zużywał mi 8.5 litra na każde 100 kilometrów bez względu na to czy jechałem sam czy może z wnętrzem wypchanym po brzegi. Na autostradzie spalanie podskakiwało już do naprawdę wysokich 10 litrów. W mieście wahało się ono od 8 do 9 litrów. Bak ma tutaj 50 litrów, więc zasięg oscyluje w okolicach 500-600 kilometrów.
Kolejny minus postawiłbym przy układzie kierowniczym. Zdecydowanie brakuje mu precyzji i nie chodzi tu o jakieś dynamiczne atakowanie zakrętów. Mówimy tu o podróżowaniu w trasie, gdzie przy prędkościach na poziomie 120 km/h trzeba stale pilnować samochód i uważać, by niespodziewanie nie zmienić pasa. Kierownica pracuje zbyt lekko i jest za mocno wspomagana, a sam styl prowadzenia Tiggo 7 nie jest przesadnie angażujący. Idzie się do tego przyzwyczaić i z czasem przestajemy zwracać na to większą uwagę, bo tak naprawdę nie czujemy co dzieje się z przednimi kołami. Po prostu mniej więcej wyznaczamy kierunek jazdy, w którym chcemy jechać. Tryby jazdy nie zmieniają sytuacji. Dostajemy inną reakcję na gaz, ale w każdym trybie kierownicą kręci się tak samo bezdusznie.

W dłuższej trasie przy prędkościach autostradowych wewnątrz zaczyna być głośno. Nie jest to może jakiś bardzo głośny szum, ale jego częstotliwość i rozchodzenie się po kabinie sprawia, że rozmowy z pasażerami na tylnej kanapie są utrudnione. Cierpi na tym także system audio – akustyka kabiny jest po prostu specyficzna.
Specyficzna jest też obsługa niektórych urządzeń pokładowych. Teoretycznie pod ekranem znajdziemy panel z dotykowymi przyciskami do obsługi klimatyzacji. Niby fajnie, ale tak naprawdę jest on kompletnie niepotrzebny. Przede wszystkim z jego poziomu sterujemy temperaturą wyłącznie po stronie kierowcy. Pasażer zmienia ustawienie tylko z poziomu ekranu. Sam suwak do regulacji jest niezbyt przemyślany, bo zmienia nam temperaturę tylko co półtorej stopnia. Dodatkowo każdorazowe dotknięcie jakiegokolwiek przycisku wywołuje pełnoprawny panel sterowania klimatyzacją na ekranie zabierając nam na 20 sekund widok chociażby z Apple CarPlay i nawigacji. Oczywiście można zsunąć ten panel gestem, ale jego wyświetlanie za każdym razem jest totalnie bez sensu.

Na koniec zostawiłem sobie zawieszenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się być ono miękkie i komfortowe i w zasadzie przed większość czasu takie jest. Mimo iż przez większość czasu nierówności wybierane są sprężyście i w miarę cicho, to jednak miewa ono gorsze chwile. Zdarzają się takie dziury, które sprawiają mu trudności i nie nadąża ono za tym co dzieje się na drodze. Dodatkowo w zakrętach nadwozie bardzo ochoczo kładzie się na boki. Trzeba się do tego przyzwyczaić, bo początkowo nie miałem do Chery przesadnego zaufania. Ciężko jest w nim wyczuć limity i granice przyczepności.
W ogólnym rozrachunku Chery Tiggo 7 jest samochodem poprawnym. Jak wspominałem są tu pewne wady, z którymi trzeba się liczyć i jeśli je zaakceptujecie to otrzymacie po prostu zwykłe i przestronne auto do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Nie ma co oczekiwać tu przesadnych emocji czy wrażeń z jazdy. Tiggo 7 nie do tego zostało stworzone. Uważam, że jest to dosyć sensowna propozycja mogąca stanowić realną konkurencję dla bardziej znanych graczy na rynku.
Jakub Głąb
Zdjęcia Chery Tigoo 7 AWD:






















Dane Techniczne Chery Tigoo 7 AWD:
Silnik: R4, turbo
Pojemność: 1598 cm3
Moc: 147 KM
Maksymalny moment obrotowy: 275 Nm
0 – 100 km/h: 9.4 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Skrzynia biegów: 7–biegowa, automatyczna
Cena: 124 900 zł (podstawa), 154 900 zł (testowana)






