Test: Volkswagen T-roc 2.0 TSI 190 KM – nowy w rodzinie

Volkswagen T-Roc ma zadowolić klientów podążających za modą na SUVy, dla których Tiguan jest po prostu za duży. Producent postarał się, aby nowy model był faktycznie świeży, przez co wyróżnia się w gamie modelowej, ale czy tak samo dobrze sprawdza się w codziennym użytkowaniu?

 

Dlaczego mówię, że się wyróżnia? Otóż projekt karoserii T-roca ma sporo akcentów, które nie są spójne z resztą Volkswagenów. Łatwo określić go jako małego crossovera, który miał wypełnić lukę w salonach, ale nie nazwiemy go Polo na sterydach. Wystarczy spojrzeć na przód auta, w którym charakterystyczne są reflektory ze światłami do jazdy dziennej umieszczone w zderzaku. Co ciekawe są jednocześnie kierunkowskazami.

Inaczej jest również z tyłu gdzie widzimy sporą połać blachy. Dla mnie taki minimalizm jest trochę nieestetyczny, ale nie jest aż tak źle jak w Volvo XC40. T-roc polakierowany na biało z czarnym dachem i 19-calowymi felgami zwracał na siebie uwagę, ale to kwestia raczej nowości niż oszałamiającego designu. W moim guście się nie znalazł, ale ma wiele innych cech, które są ważniejsze!

 

 

Jedną z nich jest wnętrze. W końcu człowiek spędza tu dużo więcej czasu, a czarny, ale bardzo poukładany środek jest dobrym towarzyszem dłuższych podróży. Wszystkie klawisze są pod ręką, a nowy system multimedialny wkomponowany w deskę wygląda bardzo ładnie. Szkoda tylko, że zastosowanie dotykowego ekranu powoduje, że tenże ekran szybko się brudzi. Na szczęście działa on bez zacięć i szybko można się go nauczyć, więc dajmy spokój wymaganiom perfekcyjnej pani domu.

Tak jak wspomniałem, w aucie jest dość ciemno. Materiały są dobrej jakości, ale niestety twarde. Jak to w niemieckim produkcie bywa, na szczęście są bardzo dobrze spasowane i zmontowane, dzięki czemu w T-rocu nie uświadczycie żadnych niepożądanych trzasków. Niestety nawet ambientowe podświetlenie nie sprawia uczucia przestrzeni. Na szczęście opcjonalne okno dachowe z szyberdachem może pomóc w doświetleniu środka.

 

 

Jeśli chodzi o ilość miejsca T-roca uznałbym go za średniaka. Dobrze poczuje się w nim model rodziny 2+2, ponieważ wysoki tunel środkowy z tyłu zabiera trzecie miejsce na kanapie. W pełnym załadunku nie pomoże również bagażnik. Pojemność 391 litrów to dość marny wynik jak na gabaryty samochodu. Nie pomoże również wysoki próg załadunku, chociaż elektryczna klapa bagażnika sterowana gestem nogi potrafi ułatwi powrót z zakupów.

Czwórka pasażerów będzie mogła jednak korzystać z takich udogodnień jak dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, podgrzewane fotele (tylko z przodu), niezły system audio z szeregiem wejść i połączeń z telefonem lub USB.  Kierowca też będzie miał parę udogodnień do dyspozycji. M. in.: aktywny tempomat, awaryjny system hamowania lub autonomiczne parkowanie lub kamera cofania z szeregiem czujników.

 

 

I co ważniejsze Volkswagen T-roc może być napędzany opcją 4×4, zwaną w VAG magicznym 4motion i nasz egzemplarz posiadał taki napęd. By dobrze z niego korzystać mamy do dyspozycji selektor trybów jazdy. Małe pokrętło na tunelu centralnym może zmienić charakter tego samochodu. Polecam spróbowanie opcji sportowej, gdzie szybsza jest reakcja na gaz oraz inne zmiany biegów automatu. Dla lubiących wyzwania ważniejsze będą jednak opcje off-roadowe. Należy pamiętać, że ten VW to bardziej bulwarowiec niż terenówka, ale poza asfaltem potrafi sobie poradzić – wyjedziecie na pewno z parkingu przy stoku narciarskim lub z ogniska na pustkowiu poza miastem. To sprawia, że T-roc potrafi być uniwersalny, bo na szybszej szosie też daje radę.

Duża w tym zasługa motoru zamontowanego pod białą maską auta. Dwulitrowa jednostka o mocy 190 KM, to nie wymysł zwolenników downsizingu, dzięki czemu śmiało ciągnie samochód nawet do 216 km/h. Wystarczy też spojrzeć na sprint do setki, ponieważ 7,2 sekundy to niezły wynik. Mimo, że to motor benzynowy to 320 NM maksymalnego momentu obrotowego dostępne jest już od 1500 RPM. I to czuć, zwłaszcza gdy włączymy sobie sportowe nastawienia 7-biegowego DSG. Działa ono błyskawicznie i bardzo dobrze uzupełnia kierowcę. I to nie tylko w szybkiej jeździe, ponieważ w korku równie przyjemnie pomaga.

Szkoda tylko, że nie jest najoszczędniejszy. Trasa to bite 8 litrów, a w mieście spalanie jest jeszcze wyższe. Nawet granica dwucyfrowej liczby może pojawić się na wyświetlaczu za kierownicą, który jest pochylony w dziwny sposób ku kierowcy. Na szczęście jednak obraz jest bardzo wyraźny, a dzięki możliwości konfiguracji możemy tam oglądać tradycyjne zegary lub choćby spory obraz nawigacji – wszystko zależy od kierowcy i ustawień.

Wracając jednak do jazdy, muszę upomnieć Volkswagena odnośnie zawieszenia. Na 19-calowych kołach oraz narzuconym ustawieniu (w naszym egzemplarzu zabrakło DCC) jest niezbyt komfortowo. W aucie jest dość twardo, a przy naszych drogach często to czuć. Oczywiście nie jest tu, aż tak źle jak w autach sportowych, ale biorąc pod uwagę cenę 125 tysięcy złotych za ten egzemplarz – można by oczekiwać więcej wygody.

Na szczęście bazowo T-roca można kupić już sporo taniej. Dokładnie od 78 tysięcy złotych. Nie jest to może jakaś super okazja, ale Volkswagen nieźle wycenił nowego SUVa. Mam jednak co do niego mieszane uczucia, ponieważ niczym mnie nie zaskoczył, ale też niczym nie zraził. Tak chyba powinno być z autami służbowymi, a nie tymi, za które płacimy naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi?

 

 

A może po prostu się czepiam, ponieważ Arteon podobał mi się bardzo i to chyba poprzeczka, którą ciężko będzie innemu Volkswagenowi przeskoczyć.

 

 

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (8 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (8 / 10)
Przyspieszenie: (9 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (6 / 10)
Komfort: (6 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (75/100)

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4, benzyna
Pojemność: 1984 cm3
Moc: 190 KM/4200 obr./min.
Moment: 320 Nm/1500-4000 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa
0-100 km/h: 7.2 s
Prędkość max.: 216 km/h
Cena: ok. 125 000 PLN

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.
Follow Me: