Test: Renault Scenic 1.2 TCe 130 KM – jesienne przymrozki

Oficjalnie, downsizing przechodzi na wyższy poziom. Silnik 1,2 w minivanie? Renault twierdzi, że to dobry krok, a ja? Zobaczcie czy też zgadzacie się z tym wnioskiem.

 

Francuski producent postanowił mnie do tego trendu przekonać złoto-pomarańczowym Sceniciem, stojącym na ogromnych 20-calowych felgach. Gdybym miał zadecydować patrząc „na oko” byłbym zadowolony, ale przecież downsizing nie polega na zmniejszaniu rozmiarów karoserii lub masy (auto waży 1,6 tony).

Nowoczesne nadwozie w specyfikacji BOSE kusi ledowymi reflektorami, ogromnym panoramicznym dachem i sporo ilością szyb, które zapewniają nieziemską widoczność w aucie. Wyższa pozycja za kierownicą potęguje wrażenie bezpieczeństwa, a wspomniane światło przestrzeń. Patrząc na auto z zewnątrz nie widać jak dużo kryje środek Scenica.

Aktualnie Renault w takim nadwoziu może się spodobać, ponieważ nie przytłacza swoimi wymiarami, a stylistyczne listwy i wybrzuszenia tylko nadają mu „looku”. Zdecydowanie polecam kolor lakierowania, ponieważ rozwesela to rodzinne auto, a przy tym jednocześnie wyróżnia je na ulicy.

 

 

No dobrze, wejdźmy jednak do środka. O tym co pierwsze rzuciło mi się w oczy już wiecie. Zajmując wygodny, podgrzewany fotel kierowcy pokryty skórzaną tapicerką z dobrze podpierającym głowę zagłówkiem odczułem spory poziom komfortu, który towarzyszył mi przez cały test. Zasługa tu jednak dodatkowego wyposażenia oraz zestrojenia zawieszenia, ale o tym później.

Zaletą wnętrza Renault Scenic jest spora przestrzeń w środku oraz wyposażenie dodatkowe. Każdy z 4 pasażerów może liczyć na wydajną klimatyzację, dobre nagłośnienie Bose, niezłą widoczność oraz szereg schowków. Dlaczego tylko 4 podróżnych? Tylna kanapa, a raczej 3 osobne siedzenia i brak tunelu środkowego mogą sugerować coś innego. Zastosowanie jednak przesuwnego tunelu między przednimi siedzeniami odkrywa uchwyty na kubki i małe schowki, ale zabiera miejsce z tyłu. Co ciekawe, również schowek przed pasażerem jest wysuwaną szufladą (i to automatycznie po przyciśnięciu klawisza).

Takich rozwiązań ergonomicznych i niecodziennych w Scenicu jest sporo, niestety niektóre z nich są problematyczne lub bez sensu – choćby fakt, że za szeroki fotel uniemożliwia swobodne korzystanie z kieszeni w drzwiach. Z drugiej jednak strony wynagradza to 572-litrowy bagażnik z elektrycznie składanymi oparciami tylnych siedzeń.

 

Sam design wnętrza Renault Scenica jest bardzo podobny do reszty gamy modelowej. Za sporą, wielofunkcyjną kierownicą znajdziemy cyfrowy wyświetlacz zegarów, a konsolę centralną zajmuje 8,7-calowy tablet systemu inforozrywki otoczony fortepianową czernią plastiku (wizualnie nie do końca mi się to podoba). Co ważne, spasowanie wnętrza, mimo, że w większości elementów jest twarde i ciemne, jest na dobrym poziomie i nie skrzypi jak w innym modelach tej francuskiej marki.

Biorąc pod uwagę ergonomię użytkowania, każdy mający już kiedyś  z Renault styczność nie będzie miał problemu ze sterowaniem audio lub klimatyzacją. W ciekawym miejscu zastosowano również drążek zmiany biegów – położony wyżej, intuicyjnie wpada w ręce. Kłopotów nie powinno być również z wspomnianym ekranem dotykowym – działa płynnie, intuicyjnie jak system w smartfonach, a do tego dobrze wygląda. Co więcej można go wizualnie konfigurować razem z podświetleniem ambientowym wnętrza i to w kilku kolorach.

To jednak dotyczy każdej wersji Scenica, a do dyspozycji mieliśmy auto z motorem benzynowym o oszałamiającej pojemności 1,2 litra i mocy 130 KM. Maksymalny moment obrotowy to równe 205 Nm, a całość połączono z 6-biegowym manualem, który ma trochę za długie skoki lewarka. Mimo to, całość, o dziwo, dość śmiało poruszał się po mieście. Samochód żwawo przyspiesza i nie dostaje zadyszki.

 

 

Niestety taka sytuacja miała miejsce jedynie, gdy autem podróżuje maksymalnie dwójka osób. W końcu to minivan i auto rodzinne, więc schemat 2+2 oraz bagaże jest bardzo prawdopodobny. A w takim przypadku samochód odmawia posłuszeństwa. Owszem nadal przyspiesza, ale dużo wolniej, a prawa ręka dość musi częściej wachlować lewarkiem skrzyni biegów.

To co przemawia za ideą downsizingu to ekonomia użytkowania i spalanie danego samochodu. Biorąc pod uwagę testowanego Scenica, Renault przeczy tej hipotezie. W trasie samochód spala około 7-8 litrów, a w mieście bez problemu przekroczymy 10-11 litrów PB95. Przekładając to na problemy z dynamiką załadowanego samochodu, moim zdaniem, omawiana jednostka tce nie pasuje do tak dużego i niezbyt aerodynamicznego samochodu. Owszem radzi sobie, ale nie tak jakbym tego oczekiwał. Na szczęście w obwodzie, Renault ma inne możliwości, w tym diesle.

To za co chcę pochwalić Renault Scenic to zawieszenie. Mimo, że samochód wyposażono w aż 20-calowe koła to w ogóle nie stracił przez to na komforcie jazdy. „Dół” Scenica tak dobrze resorował wszelkie krawężniki, nierówności i miękkie podłoże, że niestraszne mu były nawet szybsze przejazdy przez miasto. Już dawno nie jeździłem autem, którym nie musiałbym uważać podczas przejazdów po nieznanych mi ulicach.

 

 

Sama jazda testowanym Renault należy więc do bardzo przyjemnych. Nie radzę jednak sprawdzać możliwości Scenica podczas przejazdów przez ciasne zakręty, ponieważ jego sylwetka daje o sobie znaki – można odczuć znaczne przechyły boczne lub płużenie przodem. Biorąc jednak pod uwagę rodzinne przeznaczenie samochodu, Scenic wpisuje się w standardy prowadzenia takiego segmentu.

A ile taka komfortowa kanapa na kołach kosztuje? Najniższa kwota za Renault Scenic to 76 tysięcy złotych i obejmuje jeszcze słabszy silnik 115-konny. Wersja ze zdjęć, czyli Bose z audio od tej firmy, kamerą cofania, autonomicznym parkowaniem oraz wieloma systemami bezpieczeństwa kosztuje 119 000 zł, ale jest to już w pełni wyposażona wersja. Co ciekawe, wybór diesla nie zmieniłby zbytnio tej kwoty.

Renault Scenic zatem mi się spodobał, ale skonfigurowałbym go inaczej. Nie jestem fanem minivanów, ale ich ergonomiczne zalety przydają się nie tylko głowom rodziny. Duży bagażnik, komfortowe zawieszenia i atrakcyjny wygląd to najważniejsze cechy, które wyróżniłbym w tym aucie.

 

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

Wygląd: 9 Stars (9 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 6 Stars (6 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 10 Stars (10 / 10)
Komfort: 9 Stars (9 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 7.5 Stars (75/100)

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4
Pojemność: 1197 cm3
Moc: 130 KM/5500 obr./min.
Moment: 205 Nm/2000 obr./min.
Skrzynia biegów: Manualna, sześciobiegowa
0-100 km/h: 11,4 s
Prędkość max.: 190 km/h
Cena: ok. 119000 PLN

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.