Test: Mitsubishi L200 Premiere Edition – ten typ tak ma!

Muszę przyznać że zawsze myślałem o pickupie, jako o symbolu amerykańskiego mężczyzny, prawdziwego samca, który chadza swoimi ścieżkami, a dojeżdża do domu przez pustynne piaski Arizony. Cóż, popadłem w stereotypy, ale dzięki przygodzie z Mitsubishi L200 w wersji Premiere Edition udało mi się doszukać sensu w tego typu motoryzacji w naszym kraju.

 

Pierwsze wrażenie – L200 jest mniej szpetne od poprzedniej IV generacji, ale nie zapominajmy, że obecnie w segmencie aut roboczych, przedstawiciele tej klasy mają nie tylko służyć, ale i wyglądać – w końcu często zastępują auta rodzinne. To dlatego z roku na rok, producenci prześcigają się w coraz śmielszych projektach pickupów. Szkoda tylko, że czasami zapominają o użyteczności – tego na szczęście nie da powiedzieć się o Mitsubishi.

 

Nie w wyglądzie siła…

W przypadku L200 powiedzenie: „są gusta i guściki” świetnie opisuje to auto. Kontrowersyjny wygląd poniekąd dodaje charakteru, choć osobiście nie potrafię przyzwyczaić się do charakterystycznego „pęknięcia” nadwozia. Poza tym, auto ma ciekawą linię i w porównaniu do poprzednika jest bardziej atrakcyjne, dynamiczne, a całej drapieżności dodaje opcjonalne wyposażenie testowanego egzemplarza; chromowane wstawki, masywne orurowanie oraz duże reflektory dalekosiężne Hella.

We wnętrzu jest po japońsku, czyli prosto, trochę przygnębiająco i bardzo plastikowo. Na szczęście w tym aucie to zupełnie nie razi, co więcej testowy egzemplarz został wyposażony bogato – dwustrefowa klimatyzacja, nawigacja z dużym wyświetlaczem i skórzane podgrzewane fotele, które nawet są wygodne, chodź przy dłuższej podróży można na nie zacząć delikatnie narzekać. Nie oszukujmy się – to auto nie ma zdobywać serca wyglądem, chociaż może się podobać.

 

 

Rodzinny czy bardziej transportowy?

Mitsubishi okazuje się być typowym pickup’em, zadziwiającym możliwościami transportowymi. Archaiczne piórowe zawieszenie, w które wyposażono L200, jest często spotykanym rozwiązaniem w samochodach ciężarowych, a w przypadku Mitsubishi pozwala na maksymalną ładowność 850 kg. Nieco ograniczającą rozmiary ładunków jest wykonana z tworzywa, zamykana blenda przykrywająca „pakę”, chodź będąc pragmatycznym dzięki temu auto zyskuje na co dzień, ponieważ zabezpiecza ładunki na pacę przed wścibskimi oczami przechodniów.

Po wdrapaniu się do wnętrza możemy mieć wrażenie wszechmocy. Siedzimy wysoko, widzimy więcej niż w tradycyjnym rodzinnym kombi, a miejskie autka zmykają nam z drogi. Na przekór przeciwnikom pickup’ów, L200 spisuje się także w roli auta rodzinnego. Wybierzemy się nim w dłuższą podróż, zapakujemy wszystkie potrzebne rzeczy i gdy przyjdzie ulewa i wiejskie drogi popłyną falą błota, nie zawiedziemy się na nim. A wszystko to zawdzięczamy pewnemu prowadzeniu w trudnych warunkach oraz charakterystycznym smaczkom jazdy tym monstrum, ale o tym poniżej.

 

 

Prowadzenie, właściwości jezdne

L200 zostało wyposażone w turbodoładowany silnik wysokoprężny, sprzężony z 5-stopniowym automatem. Do tej kombinacji nie mogę się przekonać, spieszę wyjaśnić dlaczego. Przy rozpędzaniu auta silnik wydaje z siebie donośny hałas przypominający stare diesle. Nie ma w tym nic złego, w końcu to auto do ciężkiej codziennej harówki i nie spodziewamy się aksamitnej pracy, ale są pewne granice. Podczas raptownego rozpędzania hałas jest bardzo donośny i irytujący. Jazda w trasie z prędkościami autostradowymi sprawia, że wibracje i hałas z opon oraz silnika znacząco utrudniają słuchanie muzyki lub rozmowy pasażerów, którzy muszą do siebie pokrzykiwać . Sytuację ratowałby 6 biegowy automat, który zmniejszyłby doznania akustyczne oraz spalanie, które dochodzi tu do 12,5 l/ 100km na autostradach oraz około 8,5 litra na „trasie”.

Poza tym L200 na „pusto” prowadzi się raczej specyficznie, ma sporą tendencję do podskakiwania na większych nierównościach czy progach zwalniających, ale poprawę można łatwo osiągnąć… ładując klika worków z piaskiem. Przy podstawowym ustawieniu przeniesienia napędu na tylną oś, trudno jest utracić panowanie nad autem. Kontrola trakcji szybko nakłada kaganiec i mimo że producent wyposażył auto w wątpliwej jakości opony, tył nie ucieka. Muszę przyznać, że dzięki wspomnianym oponom miałem raz strach w oczach hamując podczas zjazdu z niewielkiego ośnieżonego wzniesienia, więc warto pomyśleć o porządnych gumach na każdy sezon tuż po wyjechaniu z salonu. Szybkie zakręty, ciasne manewry i dohamowywania to delikatny minus tego auta. Buda lubi się pochylać, czasami trochę zabuja, a najbardziej trzeba uważać na prowadzenie pustego L200 – wtedy lubi delikatnie „myszkować”.

 

 

W warunkach zmniejszonej przyczepności kół, na śliskich nawierzchniach oraz w terenie z pomocą przychodzi nam napęd super select, udostępniający 4 tryby jazdy. W jeździe po utwardzonych drogach do wyboru są: napęd na tył lub 4×4, a w terenie skorzystać możemy z blokady mechanizmu różnicowego z reduktorem lub bez. I tu pora na chwilę prywaty. Testując inny model z rodziny Mitsubishi (Pajero) zraziłem się do przełączania napędów, bo coś wtedy nie zagrało i auto musiało wrócić do serwisu, ale… do odważnych świat należy i obecnie poczyniłem solidne przygotowanie merytoryczne.

Efekt?

Bawiłem się wyśmienicie poza utartymi szlakami i chętnie zbaczałem z drogi. To, co utraciłem poprzednim razem odebrałem teraz z nawiązką. Duże koła i prześwit prawie 23 cm wróżą dobrze, a gdy dodamy do tego, że kąt natarcia wynosi 29 stopni, a rampowy 24 to obietnicę, że L200 dowiezie nas gdzie chcecie mamy w garści… chociaż nie, wciąż musimy pamiętać o wymianie opon, które jak wspomniałem wyżej są słabe.

Dodam jeszcze, że pomimo możliwości zmiany trybów do poruszania się po asfalcie w trakcie jazdy (przy prędkości do 100km/h), przełożenia terenowe należy zmieniać na postoju i przy zapinaniu kolejnego przełożenia każdorazowo ruszać, aby wszystko miało szansę zaskoczyć jak powinno. Jest jak w rasowej terenówce.

 

 

Podsumowując, L200 ucieszy głowę rodziny o aspiracjach offroadowych, przedsiębiorcę, budowlańca czy rolnika, ale jako, że nie jestem jeszcze przedstawicielem żadnej z tych grup, ja bym go nie kupił. Mimo to, będąc poza grupą docelową, zauważam, że pickup’y mają swoich stałych zwolenników, tyle że najczęściej nie są użytkowane w celów, do których zostały stworzone. Stają się elementem stylu życia, pasji czy zamiłowania do większej motoryzacji. Może to i lepiej, że zmotoryzowany świat w kraju staje się dzięki temu bardziej barwny i może takie samochody mają większą przyszłość w kraju nad Wisłą? Pewnie tak. Tyle że od Mitsubishi L200, i piszę to ze smutkiem, są już lepsi, a na pewno pewniejsi w prowadzeniu konkurenci. Chociaż auto spod znaku trzech diamentów ujmuje prostotą i odwołaniem do tradycji. Cóż, dla każdego coś dobrego…

Bartosz Kowalczyk

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

 

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (6 / 10)
Skrzynia: (5 / 10)
Przyspieszenie: (6 / 10)
Jazda: (5 / 10)
Zawieszenie: (6 / 10)
Komfort: (6 / 10)
Wyposażenie: (6 / 10)
Cena/jakość: (6 / 10)
Ogółem: (59/100)

 

 

 

 

Silnik: turbo diesel R4

Pojemość: 2442 CM(3)

Spalanie: 8,7l/100 km

Moc: 181KM przy 3500 obr/min

Moment: 430 Nm przy 2500 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna pięciobiegowa

0-100km/h: 11,4s

Prędkość max: 179 km/h

 

 

Dyskusja

komentarzy

Bartosz Kowalczyk

Bartosz Kowalczyk

Pasjonat motoryzacji od najmłodszych lat. Lubi pogrzebać przy swoim aucie i naprawiać je samodzielnie. W testach zwraca szczególną uwagę na frajdę z jazdy oraz walory użytkowe samochodu. Z wykształcenia logistyk, traktujący dziennikarstwo motoryzacyjne jako przyjemną zabawę i rozwijanie swojego hopla. Miłośnik podróży starający się czerpać przyjemność z każdego pokonanego kilometra w swoim obecnym aucie – audi A3 Sportback. Największe marzenie motoryzacyjne – odrestaurowanie Youngtimera i podróż po zachodniej Europie.