Znalezione: Honda Legend – ciekawa alternatywa…

Czy są na sali jacyś fani starych, japońskich limuzyn? A może znajdzie się ktoś, kto uwielbia polskie czarne rejestracje? Świetnie się składa, mam coś dla Was!

Przy okazji mam też coś dla siebie, bo ja uwielbiam zarówno dawne limuzyny z Kraju Kwitnącej Wiosny, jak i darzę wielką sympatią „blachy”, które były w użyciu w Polsce do 1 maja 2000 roku. Połączenie tych dwóch cech to naprawdę duża rzadkość, świadcząca o tym, że kiedyś ktoś miał gust… i pieniądze.

Myśląc o prezesowskim samochodzie z Japonii myślimy często o Lexusie LS lub GS, czasem o Toyocie Camry, czy o Nissanie Maxima i wariacjach na jego temat spod znaku Infiniti. Ale o Hondzie Legend jakby nieco zapomniano. Szkoda, bo to kawał świetnego i ładnego auta!

Nie ma co prawda tylnego napędu, jak Lexusy – ale za to pod maską znajdziemy klasyczne V6, spokrewnione z konstrukcjami, jakie Honda stosowała wówczas w swych bolidach F1. Do tego – obowiązkowo – cała lista gadżetów.

W przypadku opisywanego egzemplarza mówimy o pierwszej serii modelu (w produkcji od 1985 roku, powstała jako daleki następca brytyjskiego Rovera SD1 – w tamtych czasach Honda i Rover były jednym koncernem), więc przenosimy się do czasów, w których obecność systemu ABS była warta odnotowania. Oprócz niego, oferowano także poduszkę powietrzną dla kierowcy, kontrolę trakcji, czy automatyczną skrzynię biegów.

Aerodynamiczny kształt sprawiał, że auto – oprócz ładnego wyglądu – było też cichsze, szybsze i bardziej oszczędne od wielu bardziej kanciastych konkurentów. Linie tej Hondy mogą się podobać do dziś (i podobają się, prawda?). Legend pierwszej generacji to już pełnoprawny klasyk, ale z tych, którymi bez problemu możemy jeździć codziennie.

Opisywany egzemplarz z 1989 roku ma silnik o pojemności 2.7 litra zestawiony z instalacją gazową. Dla tych, którzy faktycznie chcą pokonywać tym samochodem codzienną drogę do pracy, to może być zaleta. Dla tych, którzy woleliby wyruszać nim jedynie w weekendowe podróże, to raczej wada.

Mimo że firma wystawiająca tę „Legendę” chyba nie do końca wie, co sprzedaje (według niej, podobno wymieniono tu „jakieś moduły”), auto wygląda ładnie, a czarne rejestracje dodają mu niepowtarzalnego klimatu. Ciekawa alternatywa dla europejskich youngtimerów.

Link do ogłoszenia >>>klik<<<

Mikołaj Adamczuk 

źródło: Otomoto.pl

 

Dyskusja

komentarzy