Aston Martin Valhalla. Zbieram szczękę z podłogi

Produkcyjna wersja Astona Martina Valhalla jest nawet lepsza niż koncept sprzed dwóch lat. To pierwszy centralnosilnikowy supercar od AM.

Myślisz Aston Martin i masz przed oczami wspaniałe auta np. DB7 czy DB9, albo DB5 z filmów o agencie 007. Co bardziej ogarnięci kojarzą na pewno romanse z włoskim studio Zagato, ale to wciąż są wariacje na temat sportowego Gran Turismo. Tam forma zawsze była ponad treścią, bo technicznie te auta stały zawsze w tyle za Ferrari czy Bentleyem. Miały za to ten czynnik pożądania, którego zazdrościły im inne marki wyglądające przy Astonie niemal infantylnie. Tymczasem szacowna marka kompletnie zmienia front. Po wejściu do F1 Aston Martin zyskał dostęp do technologii high-tech, którą teraz wprowadza do samochodów cywilnych.

Efektem tej epokowej zmiany jest Valhalla. To samochód pozycjonowany jako supercar z silnikiem pośrodku i napędem hybrydowym na wszystkie koła. O tym za chwilę, bo najpierw chciałem poruszyć temat samego wyglądu. O ile w poprzednich Astonach to właśnie styl był na pierwszym miejscu, tak tutaj głównym czynnikiem designu jest… powietrze. Chodzi o to, by auto stawiało jak najmniejszy opór, a właściwie żeby ten opór uzyskać w odpowiednich miejscach na karoserii. Uważni dostrzegą jednak tradycyjne elementy dla AM w postaci przetłoczeń na przedniej klapie czy w przednim grillu. Tylne światła to z kolei pomysł już znany z one-offa o nazwie Victor. Całość jest zbudowana z ultralekkich materiałów, dzięki czemu waży mniej niż Golf Variant TDI.

Valhalla ma silnik z AMG, ale csii…

Nigdzie na całym samochodzie ani na silniku nie znajdziecie logo Mercedesa ani AMG. Tymczasem ptaszki ćwierkają, że 4-litrowe V8 biturbo to właśnie jednostka z Affalterbach. Osiągi tego silnika są dziwnie podobne do najnowszego AMG GT-R Black Series. Samo V8 generuje 750 KM, a auto ma jeszcze 2 silniki elektryczne, po jednym przy każdej osi. To w sumie 950 KM przenoszone na asfalt przez dwusprzęgłowy automat. Jest tu podobne rozwiązanie jak w Ferrari SF90 tzn. brak biegu wstecznego. Oba te auta, nomen omen konkurenci rynkowi, do tyłu poruszają się wyłącznie na prądzie.

Zasięg czysto elektryczny AM Valhalla to mało imponujące 15 km. To efekt zastosowania bardzo małej baterii dla oszczędności miejsca i masy. Na samym prądzie to auto przednionapędowe, ale ze wszystkimi silnikami w pełnym ogniu… Setka w 2,5 s i 330 km/h z gazem w podłodze. Ewidentnie widać, że celem nie była czysta szybkość na prostej. Celem jest pobicie czasu 6:30 na północnej pętli Ringu.

aston martin valhalla 1024x576

Produkcja będzie limitowana, ale nie ilościowo, tylko czasowo. Potrwa do końca 2023, więc 2,5 roku. Ceny w przeliczeniu na złotówki oscylują wokół 3,5 mln bez podatków. Aston Martin modelem Valhalla robi wstęp do swojego jeszcze gorętszego debiutu – Valkyrie. To już będzie półka hypercarów za kilkanaście milionów z silnikiem, co ciekawe, wolnossącym V12.

Bartłomiej Puchała
fot. Aston Martin

Dyskusja

komentarzy

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.