Minitest: Renault ZOE – wcale nie fanaberia

Nie będę krył swojej fascynacji autami elektrycznymi, bo to już nie ma sensu. Czekam tylko kiedy będę mógł kupić, a może wynająć swoje pierwsze elektryczne auto i nie będzie to samochodzik na baterie ;-)

 

W związku z tym do Renault ZOE dorwałem się jak szczerbaty do sucharów. Wsiadłem, wcisnąłem przycisk i z uśmiechem na ustach pojechałem do domu. Uśmiech robił się coraz szerszy kiedy zasięg samochodu rósł z każdym kilometrem. Po kilkunastu kilometrach z 212 zrobiło się 280km zasięgu. Dodam, że nikt na mnie nie trąbił, a średnia prędkość oscylowała w okolicach 30km/h, co w ruchu miejskim jest niezłym wynikiem.

Jadąc zacząłem się trochę rozglądać po wnętrzu i stwierdziłem, że morze twardego plastiku wygląda bardzo dobrze i pasuje do elektryka. Niewątpliwie pomaga w tym kolorystyka. Popielata szarość połączona z bielą przywodzi na myśl gadżet elektroniczny, a nie samochód. Poza tym wszystko jest pod ręką i cieszy oko. Przetłoczenia na podsufitce, dekory na siedzeniach i wzorki na desce bardzo mi się spodobały.

 

 

Jeszcze bardziej podobała mi się jazda. Postawiłem sobie za cel, że przez cały czas trwania testu nie będę ładował ZOE i postaram się oddać auto z pewnym zapasem zasięgu. Słowa dotrzymałem. Defensywny styl jazdy, baczne obserwowanie sytuacji na drodze, przewidywanie i wykorzystywanie ukształtowania terenu daje ogromne korzyści.

Niestety zmartwiła mnie cena ZOE. Na początku ubzdurałam sobie, że za mniej niż 130 tys. złotych nie da się kupić elektrycznego Renault, ale później okazało się, że już za 90 tys. zł można je mieć, ale za baterie trzeba płacić miesięczny czynsz. Niestety jest to kolejne auto elektryczne, które w moim przypadku może być tylko i wyłącznie fanaberią. Robię za małe roczne przebiegi żeby to wszystko się finansowo spinało. Gdybym jednak dojeżdżał do pracy 30-40km, to będąc posiadaczem garażu lub miejsca postojowego w garażu podziemnym już bym jeździł ZOE. Niestety muszę jeszcze trochę poczekać aż elektryki zrobią się tańsze.

 

 

Czy mam jakieś zastrzeżenia do ZOE? Jedno małe. Na początku strasznie mi się spodobało, że auto przy zwalnianiu wydaje z siebie „kosmiczny” dźwięk, który przywodzi na myśl Gwiezdne Wojny… Okazało się jednak, że po dwóch dniach ten dźwięk zaczął mnie irytować. No trudno, może da się go jakoś wyłączyć?

Co do przestronności wnętrza, to jest bardzo przyzwoicie. Cztery dorosłe osoby spokojnie się w środku zmieszczą, a dzieci będą miały bardzo dużo miejsca. Bagażnik jest bardzo duży i ustawny. Funkcjonalnie na 5+. Zawieszenie pracuje cicho, auto prowadzi się pewnie i tu przypomniała mi się jeszcze jedna mikrowada. Oczekiwałbym lepszego efektu hamowania silnikiem. W BMW i3 mogłem przejechać całe miasto nie dotykając hamulca. W ZOE już się tak nie da.

 

 

Podsumowując uważam, że Renault ZOE jest bardzo dojrzałym autem elektrycznym w dość atrakcyjnej cenie, ale dla osób, które robią dziennie ca. 100km dojeżdżając do pracy. W takiej konfiguracji może się okazać, że elektryk jest strzałem w dziesiątkę. Najbardziej martwi mnie to, że muszę poczekać na obniżenie cen samochodów elektrycznych…

Damian Śmigielski

 

 

 

Dane techniczne:

Silnik: elektryczny
Moc: 92 KM przy 3000 obr/min
Moment: 220 Nm przy 250-2500 obr/min
Skrzynia biegów: zautomatyzowana, CVT
0-100 km/h: 13,5 s
Prędkość max.: 135 km/h
Masa: 1555 kg
Cena: od 24.800 EUR (wersja R90)

 

Dyskusja

komentarzy

Damian Śmigielski

Damian Śmigielski

Architekt, mechanik, miłośnik lotnictwa, który jak sam mówi lubi motoryzację. Znacie go pewnie przede wszystkim z programów: Tool Box, Jednoślad, Motocyklicznie, Mechanik czy Anatomia Miasta w TVN Turbo. Obecnie, jako Skodovy, udowadnia, że bycie Skodziarzem to żaden obciach. Prowadzi też własnego bloga o wszystkim co jeździ, lata i sprawia mu przyjemność.