Fura na weekend – Volvo 850 T5-R/850 R

Starsze modele M, RS i AMG mają ceny z kosmosu, więc warto poszukać alternatywy. Moją propozycją na dziś jest turbołoś prosto spod koła podbiegunowego. Oto Volvo 850 R.

Rok 1990 był trudny dla Volvo. Po raz pierwszy od wielkiego kryzysu 1929 r. zanotowano stratę, a w gamie modelowej próżno było szukać jakiejś świeżej idei. Były co prawda dość nowoczesne auta serii 400, ale trzon sprzedaży miały stanowić większe modele – seria 900 będąca tak naprawdę liftem serii 700 i 240 pamiętające lata 70. Nic dziwnego, że stateczne ‘cegły’ były kupowane głównie przez zgrzybiałych emerytów. Debiutujące w 1991 r. Volvo 850 miało być inne. Jak się później okazało, był to model przejściowy zarówno w dziedzinie designu, techniki jak i wizerunku.

5 1 1024x683 Fura na weekend   Volvo 850 T5 R/850 R
Z pikniku prosto na tor.

Potrzebne były zmiany i to natychmiast. Jak szybko przekonać młodszą klientelę do swojego produktu? Oczywiście poprzez motorsport. Szwedzi wystawili 850 do rywalizacji w British Touring Car Championship, które wtedy jeszcze coś znaczyło w świecie marketingu. Zrobili to z pompą posyłając do boju auto w wersji kombi, co po dziś dzień jest jedynym takim przypadkiem w wyścigach aut turystycznych. Z punktu widzenia wizerunku było to genialne posunięcie. Po pierwsze samochód zdobył kilka trofeów do gablotki, a po drugie został zapamiętany. No i Szwedzi mogli z dziką satysfakcją patrzeć jak ich kombiak łoi tyłki niemieckich i włoskich sportowych limuzyn. Naturalnym następstwem sukcesów sportowych były coraz szybsze cywilne wersje 850-tki.

Finezja siekiery

Nie oszukujmy się – pod względem designu to nadal jest auto rysowane od linijki i ma finezję siekiery. Projektant Jan Wilsgaard pozwolił sobie na zaokrąglenie krawędzi tylko w niektórych miejscach. Przemycił do samochodu trochę stylu właściwego dla lat 90. jednocześnie nie szokując typowych klientów Volvo. Na szok przyszedł czas później, bo następca 850, model S60, zerwał zupełnie z przeszłością.

%name Fura na weekend   Volvo 850 T5 R/850 R
Volvo 850 T5 R

To samo można powiedzieć o wnętrzu. Zawsze kokpit Volvo zrobiony był tak, żeby każdy przełącznik dało się obsłużyć w grubej rękawicy. Przez to wydaje się trochę siermiężny i staromodny. Doceniam ideę, ale dla mnie deska rozdzielcza Volvo zajeżdża starociem, a zegary są nudne. Jedyne co je wyróżnia to wskazówka ciśnienia doładowania w wersjach z turbosprężarką. Volvo docenią ci, którzy zawsze wożą ze sobą mnóstwo rzeczy, bo bagażnik jest przepastny. Legenda mówi, że projektowano go by zmieścić 27 najbardziej typowych pudełek z Ikei. No dobra, to ostatnie przed chwilą wymyśliłem. Tak czy inaczej wartość papierowa 420 l w kombi wydaje się tu mocno zaniżona.

Techniczny przeskok

Wiadomo, że jak stare Volvo, to jest kwadratowe, rodzinne, bezpieczne i komfortowe. 850 miało trudne zadanie – zachować te wartości, ale jednocześnie wznieść się na zupełnie nowy poziom techniczny. W dziedzinie bezpieczeństwa jak zwykle Szwedzi dali popis. Volvo 850 znane jest jako pierwsze auto z bocznymi poduszkami powietrznymi w standardzie. Był to element systemu SIPS (Side Impact Protection System). Miał on chronić pasażerów przed skutkami uderzenia bocznego i zawiera też wzmocnienia karoserii i masę innych elementów. Ciekawym patentem jest tylny podłokietnik zawierający w sobie rozkładany fotelik dla dziecka o masie ciała 17-36 kg.

%name Fura na weekend   Volvo 850 T5 R/850 R
Kokpit prosty, żeby nie powiedzieć nudny. Tutaj akurat zwykłe 850, nie ‘R’.

Pod względem mechaniki nastał przełom. 850 to pierwsze duże Volvo z napędem na przód. Do tego nowa rodzina silników 5-cylindrowych umieszczonych poprzecznie, co też było nowością. Skrzynie ręczne dostarczał Getrag, a automatyczne japoński Aisin. Czasy żeliwnych bloków przeminęły, bo nowe silniki były całkowicie aluminiowe i charakteryzowały się budową modułową. Można powiedzieć, że ten samochód był dla Volvo przeskokiem technicznym, a kolejny (S60) – stylistycznym. To miałem na myśli mówiąc, że 850 to model przejściowy. Po drodze był jeszcze lifting, w którym 850 zmieniło nazwę na S70, ale technicznie to nadal ten sam samochód.

Ewolucja turbołosia

Volvo 850 sedan zadebiutował w 1991 r., ale na początku miał tylko gamę jednostek wolnossących. Razem z debiutem nadwozia kombi w 1993 r. dołączyła mocna turbobenzyna – model T-5. Jego 225 KM zamieniało stateczny dziadkowóz w całkiem szybką cegłę. Sukcesy w BTCC sprawiły, że Volvo na rok modelowy 1995 zaproponowało limitowaną serię T5-R. Silnikiem zajęli się inżynierowie Porsche dodając do ECU funkcję overboost. Przez 10 sekund można było wdmuchnąć do turbo nieco więcej powietrza uzyskując 241 KM zamiast 225. Zawieszenie poszło w dół o 3 cm, a cena w górę. Nie bez przyczyny, bo to była najbogatsza odmiana i miała tylko jedną opcję do dokupienia – zmieniarkę CD. No okej, w kombi drugą opcją była lotka nad tylną szybą. Fotele były skórzane z boczkami z alcantary. Klienci dostali do wyboru 3 lakiery – zielony, czarny i bananowy, który jest najbardziej charakterystyczny dla tej wersji. Planowano 2500 sztuk T5-R, a powstało 5500.

Ewidentnie pomysł chwycił, więc Volvo rok później poszło za ciosem. 1996 rok przyniósł regularną wersję 850 R w ofercie. Większe turbo i nowy intercooler pozwoliły wygenerować 250 KM bez żadnego overboostu. Do tego szpera, żeby optymalnie przenieść moc na asfalt. Uwaga, teraz będzie protip: zmiany te dotyczą tylko wersji z manualem. Dla skrzyni Aisina moment oborotowy był już zbyt duży, dlatego w ich przypadku stosowano nadal specyfikację z T5-R. Opcjonalny spoiler w kombi stał się wyposażeniem seryjnym, podobnie jak wspomniana zmieniarka CD. Fotele był skomponowane odwrotnie niż w poprzedniku – skóra na boczkach, środek z alcentary. Tak jakby ktoś w Volvo spartolił robotę i naprawił swój błąd dopiero po roku.

Jazda Volvo 850 R

Szczęśliwcy, którzy mieli okazję przejechać się tym modelem Volvo podkreślają jego fenomenalny napęd. Podobno nie czuć faktu, że moc idzie na przód i dopiero na śliskim Volvo zaczyna zdradzać niepewność. Mimo wszystko jest to auto do pochłaniania autostrad, a nie jazdy po torze. W jego przypadku wyrażenie ‘fura na weekend’ może znaczyć tyle, że dwie osoby pojadą nim na weekend gdziekolwiek i prześpią się z tyłu. Po rozłożeniu siedzeń jest to jak najbardziej wykonalne. Za każdym razem jazdę umila dźwięk. Czy to silnik, czy zestaw audio premium – brzmi fantastycznie.

Silniki, awarie, problemy

5-cylindrówka o pojemności 2,3 l może sprawiać problemy chyba tylko wtedy, gdy wcześniej ktoś już ją zepsuł. Ważne jest, żeby nie ciekł olej ani płyn chłodzący. Chłodnice w Volvo po 25 latach intensywnej pracy mają prawo się zepsuć. W przypadku wycieków oleju trudno będzie naprawić usterkę, bo silnik jest aluminiowy. Wadą 850 R może być to, że pod maską jest dość ciasno. Podobno do wymiany sprzęgła należy najpierw wyjąć silnik. Niektórych pewnie będzie onieśmielać spalanie, bo ten samochód wciąga na miękko 12 l na 100 km.

%name Fura na weekend   Volvo 850 T5 R/850 R
Poprzecznie umieszczone 5 cylindrów ładnie brzmi, ale zajmuje całe miejsce pod maską.

Poza tym wystarczy dbać o dobrą jakość i poziom oleju i silnik będzie działał wiecznie. Ja bym dodatkowo profilaktycznie skrócił interwał wymiany do 10 tys. km. Piszę tutaj o wersjach przedliftowych. Poliftowe wersje tego silnika mają już pojemność 2,4 l i także moc 250 KM. Cieńsze tuleje cylindrów narażone są w nich na pęknięcie. Podkreślam jednak, że wcześniejsze 2,3 l nie ma tego problemu. Pasek rozrządu należy wymieniać co 120 tysięcy km. Zajrzałem do Internetu i zestaw rozrządu do tego silnika kosztuje jakieś 370 zł. Biorąc pod uwagę, że jakościowo lepsze zestawy będą 2 albo 3 razy droższe, nadal uważam, że nie ma tragedii.

Jeśli chodzi o ceny części charakterystycznych dla ‘R’ nie ma już tak dobrze. Zawieszenie potrafi kosztować krocie, podobnie tarcze hamulcowe. Warto czasami przeskanować rynek w USA jeśli ceny ASO są wyjątkowo odstraszające. W wielu przypadkach taniej będzie sprowadzić sobie coś ze Stanów. Jeśli chodzi o karoserię to jest raczej odporna na korozję, jak to w Volvo. Jeśli zacznie gnić to najpierw maska i klapa bagażnika.

Volvo 850 T5-R – sytuacja rynkowa

5500 egzemplarzy wersji limitowanej T5-R rozeszło się po całym świecie. Po 25 latach odkupienie któregoś z nich jest bardzo trudne. Mimo to jedna sztuka jest teraz na sprzedaż w Polsce. Oto czarne kombi Pana Michała. Cena 19 tysięcy to nie jakaś abstrakcja, ale ja bym nie kupił z jednego powodu. Jest to wersja włoska ze względu na podatki zmniejszona do 2 l pojemności. Drążyłem dalej i znalazłem jeszcze jedną T5-R na Giełdzie Klasyków. To sedan w kolorze bananowym, czyli typowa konfiguracja z felgami o nazwie Titan. Problem jest taki, że ogłoszenie pochodzi z 2016 r. Wtedy cena wynosiła niecałe 30 tys. zł. Rok po nim na sprzedaż było 850 R. Tych powstało 9000 sztuk, ale w takim konfigu (czerwony lakier+jasna tapicerka) raczej niewiele. I znów cena oscylowała w okolicy 30 tysięcy. Wygląda na to, że tyle trzeba właśnie położyć na stole, by cieszyć się własnym 850 R.

olx 1024x662 Fura na weekend   Volvo 850 T5 R/850 R
Zrzut ekranu z ogłoszenia. Źródło: portal OLX.pl. Autor: Michał

Volvo 850 R – co dla mnie?

Właściwie byłoby mi wszystko jedno czy kupię T5-R czy 850 R. W pierwszym przypadku zaletą jest edycja limitowana, w drugim nieco większa moc i szpera. Nie pogardziłbym automatyczną skrzynią biegów, bo to auto do pożerania dystansów. Obowiązkowo auto musi mieć bezwypadkową historię, bo tylko takie nie korodują. Bardzo chętnie widziałbym u siebie jasną tapicerkę, ale ciemny lakier. Ten bananowy jakoś mi nie leży…

Bartłomiej Puchała
fot. Volvo

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.