Porsche Macan w klasycznych malowaniach z LeMans – dlaczego nie?

Z jednej strony Macan to SUV (a może crossover?), więc nie powinien kojarzyć się z wyścigami.
Z drugiej, to jednak Porsche. A w takich barwach prezentuje się naprawdę dobrze.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że Porsche to marka ze wspaniałymi tradycjami w różnych seriach wyścigowych (a nawet rajdowych – łącznie z rajdem Dakar!). Słynie też z legendarnych malowań swoich bolidów startujących w słynnym Le Mans.
Wykorzystano to przy okazji sesji zdjęciowej organizowanej przez Porsche w Singapurze. Brało w niej udział pięć egzemplarzy modelu Macan pomalowanych w takie barwy, w jakich niegdyś walczyły na torze bolidy z Zuffenhausen.
Być może wybór akurat tego – dość dalekiego w swym kształcie od wyścigówki – modelu może wydawać się dziwny, ale tak naprawdę wszystko jest spójne. W ten sposób firma chce pokazać, że również Macan w pełni czerpie ze sportowych doświadczeń i dziedzictwa marki, co czyni go pełnowartościowym Porsche.

Pierwszy egzemplarz pomalowano w bardzo klasyczne i rozpoznawalne barwy – Martini Racing.


Drugi Macan dumnie nosi równie słynne malowanie – Gulf Racing.


Malowanie trzeciej sztuki jest wzorowane na barwach Rothmansa, w które “ubrany” został prototyp Porsche 956 mający na koncie zwycięstwo w roku 1983.

Czerwony Macan nawiązuje do kolorystyki Salzburg Racing i modelu 917 Short-Tail z LeMans z roku 1970.


Najwięcej kontrowersji może budzić malowanie nawiązujące do Porsche 917/20 z wyścigu LeMans w roku 1971. Bolid nie dojechał wówczas do mety, ale został zapamiętany ze względu na… charakterystyczny kolor, dzięki któremu zyskał przydomek “Ping Pig”, czyli po prostu “Różowa Świnia”.


Faworytem piszącego te słowa są dwa Macany: w barwach Rothmansa i… różowy. A którego Wy wybieracie?
I co myślicie o takiej formie nawiązania do tradycji?

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl