Elektryczny liść po raz drugi

Nissan zaprezentował drugą generację Leafa, najlepiej sprzedającego się samochodu elektrycznego na świecie.

 

Nissan kazał długo czekać na drugą generację Leafa, ale efekt jest piorunujący. Design auta przypomina teraz inne Nissany i nie podkreśla swojej odmienności w tak czytelny sposób jak poprzednik. Było to możliwe dzięki doskonalszej aerodynamicznie bryle nadwozia. Ciekawie rozwiązano grill z przodu – jest on oczywiście gładki, bo Leaf nie potrzebuje wpadającego tam powietrza, ale imituje zwykłą atrapę z dodatkowym, ciekawym wzorkiem w kolorze niebieskim. Auto jest nieco większe niż poprzednik, ale ma o 5 mm niżej osadzony środek ciężkości, co sugeruje dobrą stabilność.

W kabinie także można poczuć się jak w innym, zwyczajnym samochodzie. Materiały wykończeniowe są dobrej jakości, choć daleko im do charakteru premium, a ilość miejsca dla pasażerów kształtuje się na przyzwoitym poziomie. Pośrodku kabiny zlokalizowano duży ekran sterujący pokładowymi aplikacjami. Nowością w Leafie będzie opcjonalny system ProPilot, będący rozbudowanym, aktywnym tempomatem z dużą dozą autonomii. W ofercie mają pojawić się trzy poziomy wyposażenia (S, SV, SL), ale tylko w dwóch ostatnich ProPilot będzie dostępny.

 

 

Po raz pierwszy Nissan zaoferuje do Leafa dwie opcje baterii: 40 kWh oraz 60 kWh. Zasięg z mniejszą baterią wg Nissana wynosi 378 km (norma New European Driving Cycle). Dane dla większej baterii nie są jeszcze opublikowane. Silnik Nissana Leaf rozwija 110 kW (150 KM) oraz 320 Nm momentu obrotowego, choć większa bateria będzie się łączyć z mocniejszą jednostką dla osób lubiących bardziej dynamiczną jazdę.

Nissan Leaf przez ostatnie 7 lat sprzedał się w ponad 280 tys. sztuk, co czyni go najlepiej sprzedającym się samochodem EV na świecie. Aby podtrzymać rosnącą sprzedaż Nissan obniżył wyjściową cenę Leafa do poziomu poniżej 30 tys. USD na rynku amerykańskim. Wkrótce dowiemy się czy tak samo będzie w Europie.

 

Bartłomiej Puchała

fot. Nissan

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartłomiej Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.