Wizja elektrycznego Ferrari jest już przesądzona i sama w sobie wprowadza trochę kontrowersji. Teraz pokazano wnętrze modelu Luce i echa małego skandalu nie milkną.
Wielu zapewne nie uzna elektrycznego modelu z Włoch za pełnoprawny samochód, który może dzierżyć czarnego konia na masce. Tak się składa, że sprawa jest już niemal przesądzona i plotki stają się powoli rzeczywistością. Ekipa z Maranello jednak dawkuje emocje i na razie pokazała wnętrze modelu Luce.
A to wygląda dosyć minimalistycznie i zbyt geekowo?

Oczywiście życzę sobie i wam, żeby taka wizja dotykała nas osobiście, ale wątpię, żeby Włosi przejmowali się opinią mas. W końcu klient na elektryczne Ferrari musi być specyficzny. Zamożny, ale na tyle młody, żeby nie przeszkadzało mu takie szaleństwo.
Na razie jednak możemy się na temat tego środka przecież wyrazić – każdy może mieć swoje zdanie, więc śmiało komentujcie. Dla mnie to jest zbyt mocne zerwanie z historią Ferrari i mimo, że elektryczny model będzie z innego świata to wolałbym więcej nawiązań do spalinowych odpowiedników.

Czuć coś z Iphone’a?
A no tak, ponieważ za projekt odpowiednia Jonathan Ive, które swoje zęby zjadł w Apple. Był szefem designu tego amerykańskie producenta stąd można poczuć lekkie podobieństwo patrząc na klawisze i kształty poszczególnych elementów.
Są więc świetnej jakości wyświetlacze OLED oraz czyste metalowe elementy. Nie brakuje też doskonałego szkła i skóry wysokiej jakości.

Ferrari Luce – co to za auto?
Plotki głoszą, że będzie to elektryczny sedan z dużą ilością miejsca na tylnej kanapie. W samochodzie ma pojawić się 122 kWh bateria i architektura 800 V. Moc ma przekroczyć 1000 KM, a zasięg dobijać do 500 kilometrów.
Jesteście za takim wnętrzem czy przeciwko?
Konrad Stopa
fot. Nissan







