Znalezione: VW Golf II – panzerwagen

Jestem znany z niechęci do niemieckich aut dla ludu, ale tak naprawdę to nie o same auta chodzi, ale o podejście do VW Polaków, którym świecą się oczy jak zobaczą Passata “na pełnym wypasie”. Golfa II za linię, wytrzymałość i prostotę uwielbiam. Jeśli jednak dwójka, to tylko z silnikiem 1.6 TD! Dlaczego nie GTI? 

Bo GTI wydaje się zbyt oczywistym wyborem. Poza tym zadbane TD jest dziś rzadszym kąskiem, niż zadbane GTI – większość egzemplarzy turbodoładowanych diesli dojeżdża już bowiem swoich dni i jest w stanie nie do odratowania. Dlatego jeżeli znajdziecie trzymającą się kupy sztukę, to warto za nią zapłacić nawet trochę więcej, niż za zdecydowanie młodsze konstrukcje.

VW Golf II to naprawdę świetne auto dla rozpoczynających przygodę z youngtimerami, ale nie tylko. Jego prosta budowa i bezawaryjność zawstydza współczesne konstrukcje, a dostęp do tanich części przyprawia o zawrót głowy. Pisałem niedawno, że części do Skody Favorit znajdziecie w każdym mięsnym. Gdyby porównać do czechosłowackiej produkcji Golfa, musiałbym napisać, że części do niego znajdziecie na każdej ulicy – leżą tam i na Was czekają.

Pamiętam, jak sam przemieszczałem się białą “golfiną” z doładowanym silnikiem 1.6 o mocy 60 KM. Cokolwiek się zepsuło, a psuło się mało, kosztowało w sklepie około 20 zł, czyli tyle, ile 2 piwa w pubie, 5 piw w sklepie, że użyję teraz studenckiego przelicznika. Przykłady? Proszę. Czujnik świateł stopu – 19,50, gumy przedniego zawieszenia – w zależności od rodzaju od 17 do 21 zł, pasek klinowy – 18,80, itd. W dodatku każdą z tych części bez problemu osobiście wymieniłem, bo budowa Golfa jest tylko minimalnie bardziej skomplikowana od podstawowego zestawu klocków Lego do złożenia.

1201 Znalezione: VW Golf II   panzerwagen

Kilka słów należy się silnikowi, który “szaleje” pod maską tego kompaktowego “kanciaka”. Swoją drogą słowo “kompaktowego” przy długości niecałych 4 metrów pokazuje jak wiele pod względem wymiarów zmieniło się w motoryzacji przez 30 lat. Opisywany egzemplarz dysponuje mocą 60 KM (ciekawe ile już uciekło?) produkowanych przez 1,6-litrową jednostkę. W tamtych czasach to był szpan i absolutny szczyt technologii. Golfik zresztą nawet w dzisiejszych realiach całkiem nieźle się zbiera, a częste wyciskanie z niego siódmych potów nie wpływa na ponadnormatywne poruszanie się wskaźnika paliwa. 6 litrów to bowiem świat i ludzie, że przejechać po mieście 100 km.

W Golfie II wybór diesli był ograniczony do tej samej pojemności skokowej. Zdarzają się więc, ale rzadko wersje bez turbo o mocy 54 KM oraz jeszcze rzadziej mocniejsze 70- i 80-konne ( w tej ostatniej dołożono Intercooler). Polecam każdą – może z wyjątkiem 54-konnej odmiany- ale wiadomo, że im więcej KM pod maską, tym przyjemniejsza jazda. Z 60 koni łatwo zrobić zresztą więcej – te silniki są podatne na mechaniczny tuning.

Golfy drugiej generacji produkowano od 1983 do 1992 roku i przez te 9 lat powstało ponad 6 milinów egzemplarzy. Jest więc nadal w czym wybierać, ale za zadbane auto właściciele żądają coraz wyższych pieniędzy. Tak, jak w przypadku prezentowanego egzemplarza, który wyceniono na 9900 zł. To dość sporo, zgoda, ale jest spora szansa, że inwestycja się opłaci i za jakieś 5 lat, o ile nadal będzie w takim stanie, będziecie mogli go sprzedać za jakieś trzy do pięciu tysięcy drożej. Znacie bank, w który da Wam tyle zarobić wpłacając 10 tys na lokatę?

1202 Znalezione: VW Golf II   panzerwagen

Golf z ogłoszenia przekonuje dodatkowo małym przebiegiem, udokumentowaną historią napraw (do sprawdzenia), brakiem rdzy, głębokim metalicznym kolorem i ładnie wykończonym wnętrzem. Jego największą zaletą jest jednak oryginalność. Przerobione Golfy, których jest przerażająca większość – przeważa Cult Style, Wieś Style i inne – wyglądają mało smacznie. Ten – bardzo smakowicie. A znajdziecie go —> tu.

Adam Gieras

źródło: otomoto.pl

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz od niedawna Volvo S70 2.4 170 KM. Pomału rozstaję się z Audi A4 B5 1.9 TDI 115 KM i doprowadzam do stanu lux Audi A3 1.8 T 150 KM, choć chyba ma więcej mocy. Jeszcze nie wiem co z nim zrobię. Jakiś pomysł?