Znalezione: Lexus GS300 MK1 o mocy 650 KM

2JZ plus mnóstwo gotówki i mamy taki efekt: 800 Nm w 23-letnim samochodzie. Czy ten Lexus to sleeper idealny?

Każdy wie, że legendarny silnik 2JZ trafiał do Supry Mk4. Tymczasem jedna z odmian tej jednostki była także montowana w Lexusie GS pierwszej i drugiej generacji. W przypadku Supry tuning nie dziwi nikogo, ale dla mnie pewnym zaskoczeniem jest to, że ktoś sobie zrobił projekt na podstawie GS300. Po chwili zastanowienia nie mam jednak wątpliwości, że ma to sens.

W końcu GS300 pierwszej generacji wygląda jak należy. Jego sylwetka od razu podpowiada, że tu jest spory silnik wzdłużny z przodu i napęd na tył. Tylne światła połączone z blendą wyglądają bardzo po amerykańsku. No i ten Lexus może nie oferuje takiego wyposażenia jak następca, ale też nie ma odrzucającego przodu z owadzimi ‘oczami’. Jest po prostu stonowany. Od jakiegoś czasu obserwuję ogłoszenia tego modelu na zasadzie ‘może kiedyś sobie kupię‘. No i trafiłem na poniższy egzemplarz.

lex2 1024x830
Zrzut ekranu z portalu OLX.pl. Autor: Kamil

Ten Lexus ma przerobione dosłownie wszystko

W tym przypadku ogłoszenie napisane jest językiem tunigowców. Jak nie jesteś jednym z nich, to nie załapiesz. Może właśnie o to chodzi, żeby ten projekt nie trafił w przypadkowe ręce. W każdym razie jeśli chodzi o napęd to nie ma tam chyba ani jednego seryjnego elementu z wyjątkiem bloku silnika. Ogromny filtr powietrza zajmuje sporo miejsca pod maską. W środku zamiast standardowego fotela kierowcy widać kubełek. Koła to Japan Racing, co naturalnie spina się z pochodzeniem Lexusa. No i wygląda niepozornie, a to w połączeniu z dużą mocą przepis na zabawę.

lex3 1024x746
Zrzut ekranu z portalu OLX.pl. Autor: Kamil

Osiągi nie są podane, ale łatwo sobie wyobrazić jak to jeździ. W końcu ten Lexus ma więcej mocy niż LFA! Nie każdy kierowca sobie z tym poradzi, ale też nie istnieją ludzie, którzy przez przypadek kupiliby ten samochód za 77 tysięcy złotych. Jedyna wada – kierownica po stronie japońskiej, ale właściciel twierdzi, że można zrobić konwersję.

Niezależnie czy się sprzeda czy nie, ja uważam to za ciekawy projekt robiony z głową. W końcu silnik jeszcze nie wybuchł, więc musiało to być zrobione przez kogoś, kto ma pojęcie. Tylko co zrobić potem z takim Lexusem? Może służyć chyba tylko jako droga zabawka.

Bartłomiej Puchała

Dyskusja

komentarzy

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.