Isuzu D-Max Racer to projekt, który ma promować serie wyścigowe w Tajlandii. Co ciekawe, można go kupić i to taniej niż koszty produkcji.
Do tej pory pickupy mogliśmy widzieć raczej w rajdach terenowych, ale jak widać okazuje się, że nadają się także na tor. Oczywiście po odpowiednich modyfikacjach. W Tajlandii jednak ścigają się wszystkim czym się da – również autami użytkowymi.
W tym celu powstała nawet specjalna seria Isuzu Challenge. Dzięki niej 15 osób będzie mogło kupić D-maxa Racer i rywalizować na różnych torach. Będą to naprawdę szczęśliwcy, bo ze względów reklamowych i marketingowych samochody były sprzedawane w bardzo atrakcyjnych cenach. Około 170 tysięcy złotych w przeliczeniu na polską walutę, a sam koszt przebudowy to 200 tysięcy.

Bodykit robi wrażenie
Jedną z ważniejszych zmian jest zbudowany od zera bodykit, który ma pomóc aerodynamice. W końcu pickup nie kojarzy się raczej z drogami szybkiego ruchu i wysokimi prędkościami na asfalcie. Duży spoiler i splitter z przodu ma pomóc w odpowiednim przepływie powietrza.
Samochód został też maksymalnie odchudzony, więc kabina jest niemal pusta. Tak jak w sportowym aucie GT3 przystało.

Pod maską znalazł się zmodyfikowany silnik 2,2 litra z dużym intercoolerem i turbo. Efektem 285 KM i aż 507 Nm maksymalnego momentu obrotowego.
Do tego zmienione zawieszenie oraz układ hamulcowe. Niemal seryjna pozostała jednak skrzynia biegów.
Pościgałbyś się takim?
Konrad Stopa
fot. Isuzu







