Chorwacja to jeden z najpopularniejszych kierunków wakacyjnych zmotoryzowanych Polaków. Postanowiłem dołączyć do tej grupy i jeden z sierpniowych tygodni spędziłem właśnie w kraju białoczerwonej szachownicy. A pomógł mi w tym Volkswagen Grand California, a była to moja kolejna wycieczka kamperem na wakacje.
W tym tekście skupię się bardziej na samej podróży po tym nadmorskim kraju niż samym kampervanie, chociaż jako, że stał się naszym domem i hotelem na kółkach oczywiście też coś o nim opowiem. Poza tym to moje drugie spotkanie z tym autem w tym roku, ponieważ parę miesięcy temu zwiedzałem nim południową Polskę – więcej przeczytacie tutaj.
Dlaczego Chorwacja? Garść informacji praktycznych
Myślę, że większość z nas planując wakacje samochodem bierze pod uwagę właśnie Włochy lub Bałkany z Chorwacją na czele. Zwłaszcza z południowej części Polski, gdzie taką trasę 1000-1400 km można pokonać na raz. Oczywiście jadąc kamperem nie ma takiej potrzeby, bo hotel jest za waszymi plecami, a i przerywana podróż jest dużo bezpieczniejsza. W końcu, taki bus jedzie też dużo wolniej, więc warto sobie wyprawę podzielić.

Osobiście w Chorwacji udało mi się już być i to też dzięki Motopodprad.pl. Dalmację i wschodnią część tego kraju sprawdziliśmy w akompaniamencie Renault Talisman wiele lat temu. Po sporej przerwie postanowiliśmy wrócić do tego wakacyjnego kierunku naszych rodaków, który od paru lat może pochwalić się już europejską walutą. A to sprawia, że jest tam już drożej, ale rozwijaną infrastrukturę widać na każdym kroku. Tym razem celem wycieczki była zachodnia część tego państwa.
Oprócz w miarę bliskiej odległości, ważnym argumentem była również pogoda i chęć skorzystania z turkusowej i czystej wody. W końcu miały to być wakacje, a tego u rodaków Modrica nie brakuje i każdy znajdzie plażę dla siebie! Warto jednak pamiętać, że Chorwacja jest tym krajem, który zaprasza w swoje gościnne progi wielu turystów, ale biwakowanie na dziko jest zabronione. I to pod karą srogich mandatów, więc jeśli już chcecie tam wybrać się kamperem to trzeba trochę wakacyjnego budżetu zostawić na kempingach, a te warto rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Chociaż okazało się, że końcówka sierpnia i mniej optymistyczne prognozy pogody potrafią przegonić sporą część urlopowiczów.

Muszę wspomnieć też o drogach na Chorwacji. Nie mam uwag co do ich jakości, ale większość autostrad jest płatnych, a koszt zależy od przejechanego odcinka drogi. Biorąc pod uwagę, że nasz Volkswagen Grand California nie łapał się na kategorię zwykłych aut osobowych, to czasem te opłaty kosztowały więcej niż paliwo przejechane na podobnym dystansie.
Nasz plan wycieczki kamperem
Startem naszej podróży był Kraków, z którego przez drogi Słowacji i Węgier mieliśmy dostać się do Chorwacji. W krótkim rozrachunki ceny winiet przez te 2 kraje są tańsze niż suma tych z Czech, Austrii i Słowenii. Co ciekawe, te węgierskie były najdroższe – ojczyzna Orbana korzysta z tego, że jest krajem tranzytowym.
W ciągu tygodnia plan zakładał noclegi w drodze i jazdę nie dłużej niż paręset km dziennie. Oczywiście na miejscu podróżowaliśmy już krócej, żeby nie tracić czasu i pogody. Urlop zakładał zwiedzanie kilku miast, miasteczek oraz wielu plaż nad Adriatykiem. A jak wyszło?

Zagrzeb
Po kilkugodzinnej podróży z Krakowa spokojnie powinniście dojechać do Zagrzebia. Stolica Chorwacji często jest pomijana, ale to dość ładne i duże miasto ze starówką i rzeką je dzielącą.
Przynajmniej tak słyszałem, bo my 1 noc spędziliśmy na Węgrzech. Po prostu zmęczenie wzięło górę i skoro to miał być urlop postanowiliśmy się nie przemęczać. Małe węgierskie miasteczko z ładnym jeziorkiem ugościło nas wystarczająco by następnego dnia zjeść w nim śniadanie i ruszyć dalej. W końcu na pokładzie mieliśmy lodówkę, dwa gazowe palniki oraz zlew, więc kwestia posiłku nie zajmuje więcej czasu niż w domu.

Park Krka – kraina pięknych wodospadów
Myślę, że tej atrakcji nie trzeba nikomu przedstawiać. Park KRKa to przepiękna kraina z wieloma wodospadami i drewnianym deptakiem pomiędzy nimi. Wystarczy przyjechać na parking i statkiem lub autobusem (w zależności od której strony przyjedziecie) podjechać na 2-godzinny spacer. My wybraliśmy opcję statku ze Skradin. Zostawiliśmy kampera na parkingu i statkiem (w cenie biletu) popłynęliśmy podziwiać piękną naturę.
Oceniając park stwierdzam, że na pewno warto, ale polecam wybrać się po 15, bo wówczas bilety są tańsze i ludzi sporo mniej. Pilnujcie jednak godzin statków, żeby nie czekać na marne. Moim zdaniem 2 godziny to czas w zupełności wystarczający na wolny spacer i kontemplację w odgłosach dudniącej wody. I porównując go do plitwickich jezior, to ten park jest dużo mniejszy i w mojej ocenie gorszy.

Wyspa Krk
Kolejnym punktem na naszej trasie była wyspa Krk i zwiedzenie tamtejszych plaż, choćby w okolicach miejscowości Baska. Samą atrakcją był też sam dojazd na wyspę po wysokim moście, który aktualnie jest darmowy. Nasza podróż zakończyła się jednak na tym pierwszym, bo załamanie pogody i burzye skierowały nas w stronę Istrii. Tam po prostu była ładniej i cieplej.
Po drodze korzystając z okien pogodowych udało się zatrzymać i poplażować. I to właśnie w podróży kamperem jest najpiękniejsze. Możecie modyfikować plan bez większych konsekwencji i jechać wtedy gdy pada, a zatrzymać się gdy świeci Słońce. W końcu wszystko macie ze sobą…

Półwysep Istria – Pula, Rovinj i inne
W tej części Istrii spędziliśmy kilka dni i nocy, ponieważ odpowiadała nam pogoda, liczba turystów i niewielkie odległości pomiędzy fajnymi miejscami. Ten opis podzieliłbym na 2 części. Jedna z nich to natura i plaże, których w Istrii nie brakuje. Większość jest kamienista, ale przy miastach uda wam się znaleźć też piaskowe, a wokół nich infrastrukturę czy to gastronomiczną, czy sanitarną. Wierzcie, że nawet w kamperze z łazienką jest to ważne, chociaż w tym względzie Volkswagen Grand California jest genialny – 100 litrów czystej wody, ogrzewanie postojowe i wody, a także dodatkowy akumulator i niemal normalna toaleta pozwalają na zaszycie się na pustkowiu nawet na kilka dni i spokojne korzystanie z uroków natury.
Druga część podróży to miasteczka jak Pula (z ciekawym amfiteatrem) czy Rovinj (gdzie starówka jest na wzgórzu) albo kurorty Medulin czy Fazana. W tej okolicy czuć bliskość Włoch i ich naleciałości. Wszędzie można dobrze zjeść, pospacerować, obejrzeć zachód Słońca czy wybrać się na rejs podglądnąć delfiny. Tak, to nie błąd – można je zobaczyć na pełnym morzu i nie jest to zbytnio trudne. Polecam się wybrać, bo nie jest to ani droga zabawa (30-50 eur), ani długa.
Po kilku dniach leniuchowania i mniejszej liczby kilometrów za kierownicą trzeba było wracać.

Balaton – substytut morza
O węgierskim jeziorze Balaton słyszeli pewnie wszyscy. Mimo, że polskie rodziny nie jeżdżą już tam maluchami to wydaje się ono idealnym przystankiem w drodze do Polski. Nie jestem fanem tego akwenu, ponieważ czystość i przejrzystość wody odbiega od tej na Chorwacji, a i sama architektura i infrastruktura przypomina Polskę sprzed 2000 roku. Owszem tam też widać rozwój i inwestycje, ale ostatecznie był to jedynie przystanek na nocleg, a potem dalsza droga do domu.
Statystyki podróży (nie tylko dla nerdów)
W Krakowie po tygodniowej wędrówce na komputerze pokładowym pojawiły się ciekawe dane, którymi się z wami podzielę. Po pierwsze, przejechaliśmy ponad 3000 kilometrów, a po drugie sama podróż za kółkiem przekroczyła 40 godzin. Po trzecie, średnie spalanie oscylowało w okolicach 10-11 litrów, a średnia prędkość przekroczyła 70 km/h, ponieważ wiele dystansu przejechaliśmy po autostradach i drogach szybkiego ruchu z prędkością 120-130 km/h.
Doliczając dojazd do Warszawy by odebrać i zdać samochód tankowaliśmy 5 razy spalając około 400 litrów ropy. Na same winiety i opłaty drogowe wydaliśmy z 500-600 złotych. Zużyliśmy 200 litrów czystej wody i ładowaliśmy dodatkowy akumulator jedynie podczas jazdy nie podłączając się do zewnętrznego źródła prądu. Dane dotyczące pieczywa, zupek chińskich czy puszek piwa wam odpuszczę. Dodam tylko, że podróżowaliśmy we dwójkę, czyli parą dorosłych osób.

Czy Volkswagen Grand California to dobry kamper?
Pokrótce mogę odpowiedzieć – tak, a o co chodzi?
Dokładniej auto opisywałem wam przy okazji polskiej wycieczki w czerwcu, ale pozwolę sobie krótko podsumować poliftingową Grand Californię. Nie da się ukryć, że kampervan z pełnoprawną łazienką, kuchnią i w sumie sypialnią ze sporym łóżkiem (1,5 x 1,9 m) dla pary jest idealnym kompanem podróży. Wygodnie się śpi, gotuje, odpoczywa, a nawet bierze prysznic!

Volkswagen tworzy swoje kempingowe samochody już tyle lat, że dopracował je niemal do perfekcji. Intuicyjność obsługi, praktyczne rozwiązania czy bezawaryjne działanie to cechy szczególne, które definiuje pojazdy od grupy VW Dostawcze. Uważam też, że ten producent pod tym względem produkuje najlepsze tego typu auta, a mieszkalny Crafter jest tego najlepszym dowodem. Minusy? Szafki na ciuchy mogłyby być głębsze.
Po liftingu samochód stał się bardziej nowoczesny, ponieważ na desce rozdzielczej pojawił się wielki tablet infomediów i sterowania autem znany z innych bardziej osobowych modeli, podobnie jak wirtualne zegary za kierownicą. Na ścianie łazienki pojawił się też nowy panel do sterowania zabudową kamperową (oświetlenie, ogrzewanie, klimatyzacja i wiele innych wskaźników). Te same funkcje można też odnaleźć w dedykowanej aplikacji, więc Volkswagen nadąża za trendami.
A w ubiegłym roku VW Grand Californią udało mi się zwiedzić Toskanię:
A czy Volkswagen Grand California to dobry samochód?
Pod względem prowadzenia jak najbardziej, ponieważ dwulitrowy silnik diesla o mocy 163 KM spokojnie radzi sobie z ponad 3-tonowym pojazdem. Samochód pali też akceptowalnie jak na swoje wymiary, a prowadzi się niemal jak osobówka. Sześciobiegowy automat idealne wyręcza kierowcę, a szereg asystentów dba o nasze bezpieczeństwo oraz pomaga w jeździe (choćby aktywny tempomat).
Podczas podróży trzeba jednak uważać na wymiary auta. 6 metrów długości i ponad 3 metry wysokości sprawiają, że w mieście może być ciężko zaparkować, a jeszcze bardziej warto zwracać uwagę na znaki odnośnie wysokości wiaduktów. Lepiej zawrócić niż utknąć…

Caravaning – warto spróbować i… trzeba polubić
Po kolejnej podróży kamperem znowu chce zostawić was z wnioskiem, że caravaning jest naprawdę cudowny. Daje sporo swobody i wolności, ale obwarowany jest pewną dozą wysiłku, planowania czy codziennych obowiązków. Myślę, że każdy powinien takiej formy wakacji spróbować, ale rozumiem jeśli się w niej nie zakocha.
W końcu organizacja urlopu last minute jest łatwiejsza, ale to też dobrze – więcej miejsca dla miłośników kamperowania!
Konrad Stopa
Zdjęcia Volkswagen Grand California:



























Super relacja — świetnie oddaje klimat drogi i pokazuje, że Grand California to naprawdę wygodny dom na kołach. Z ciekawości: jak wyszło realne spalanie przy autostradowym tempie na trasie do Chorwacji i czy macie kemping–pewniaki (Istria vs. Dalmacja) z dobrym zapleczem dla kamperów?
Spalanie 10-11 litrów. Co do miejscówek, to polecam Park4Night – świetna apka działająca na podstawie opinii i komentarzy użytkowników.
Co do, kempingów – polecam parking w Puli – za 13 euro 24 h w porcie, blisko centrum – na piechotę 15 min