Kierowcy spędzający za kółkiem dziesiątki tysięcy kilometrów doskonale wiedzą, jak monotonna i wyczerpująca potrafi być wielogodzinna jazda autostradą. Ford postanowił wyraźnie ulżyć przedstawicielom, flotowcom oraz wszystkim pasjonatom dalekich podróży rozszerzając na naszym rynku system BlueCruise do kolejnych modeli. A ja ten system dla Was sprawdziłem.
System BlueCruise to półautonomiczne rozwiązanie, pozwalające kierowcy legalnie odciążyć dłonie i nogi na wybranych trasach, oddając kontrolę nad prowadzeniem zaawansowanym kamerom i czujnikom. Aby sprawdzić, jak to rozwiązanie zmienia komfort podróżowania, udałem się, dzięki zaproszeniu marki, w prawie 1000 kilometrową podróż ze stolicy wprost na podhalański festiwal rowerowy.

Czym jest system BlueCruise?
Zanim wyruszyłem w drogę, wyjazd rozpoczął oficjalny briefing, prezentujący techniczne możliwości systemu. Otrzymałem masę informacji, które z chęcią przekażę wam w kompaktowej formie.
System Ford BlueCruise to zaawansowana technologia jazdy autonomicznej z poziomu 2+. Aktywność kierowcy ogranicza się jedynie do kontrolowania drogi, a samochód sam reguluje prędkość, odległość od samochodów oraz umiejscowienie na pasie ruchu. W Europie podobny system możemy znaleźć w BMW, a za Oceanem – Tesla i jej Autopilot. Technologia została dopuszczona w 16 krajach Europy na ponad 137 000 kilometrach, w tym na polskich autostradach. Sam system był testowany na łącznym odcinku ponad miliona kilometrów.
Te kilometry to tak zwane „Blue Zones”. Blue Zones to odcinki autostrad, na których pasy ruchu są rozdzielone np. barierą i to tylko na nich działa system. W Polsce to cała A1 od Gdańska aż do Czech, A2 od granicy zachodniej do wschodniej oraz cała długość autostrady A4. Dla fanów zwiedzania kontynentu – bez dotykania pedałów i kierownicy jesteśmy w stanie dojechać z Kopenhagi do Sewilli, czyli prawie 3000 kilometrów. Na ten moment są to niestety jedyne drogi, które uzyskały homologację na wspieranie systemu w naszym kraju. Producent jednak cały czas walczy, aby został on również dopuszczony na drogach ekspresowych.

Sprawdźmy system na drodze!
Do naszej dyspozycji zostały przekazane Fordy Kuga i Puma. To właśnie one otrzymały ten system, który do tej pory mogliście znać z Mustanga Mach-E. Jako pierwsza trafiła mi się urocza Puma w wersji ST z hybrydowym układem o mocy 160 koni mechanicznych, w zadziornej czerwieni. Całej drogi nie będę wam opisywał, ale z chęcią podzielę się wrażeniami z praktycznego działania układu.
Żeby w ogóle było możliwe aktywowanie systemu, musimy znaleźć się we wspomnianej blue zone. System wykrywa ją poprzez wbudowany system nawigacji. Następnie jedyną czynnością, jaką musi wykonać kierowca, jest kliknięcie przycisku na kierownicy. Auto wykryje swoją pozycję i aktywuje system BlueCruise. Nasza prędkość to maksymalnie 130 km/h. W momencie aktywacji naszym oczom ukaże się komunikat niebieskiej kierownicy, a w centralnej części znajdziemy dedykowany ekran. Wskaże on nie tylko samochody jadące przed nami, ale również pozycję samochodu na pasie ruchu. Jeśli zacznie się do nas zbliżać samochód z lewej strony, nasz Ford zbliży się do prawej krawędzi jezdni. Analogicznie zrobi to w drugą stronę podczas wyprzedzania.
Na drogę powrotną w moje ręce trafił Ford Kuga w dedykowanej wersji BlueCruise Edition. Pod maską zagościł plug-in o łącznej mocy 243 KM, a lakier Vapor Blue wyglądał obłędnie w połączeniu z 20-calowymi felgami. Zasada działania systemu jest jednak dokładnie taka sama. Nacisnąłem jeden przycisk i, hmm, jechałem? Samo jechało!

Po spędzeniu prawie 1000 kilometrów w tych modelach zabrakło mi tylko jednej rzeczy, jaką jest aktywny system zmiany pasa ruchu. Bardzo ubolewałem nad faktem, że BlueCruise wstrzymywał swoją pracę podczas włączenia kierunkowskazu, stając się zwykłym tempomatem aktywnym. To kierowca w całości odpowiadał za cały manewr zmiany pasa ruchu, a system wracał do gry po ustawieniu się w liniach.
Zapytałem również jak BlueCruise zachowuje się w momencie, kiedy opuszczamy strefę ale nie zjeżdżając zjazdem, a kontynuując podróż. Takim miejscem jest choćby obwodnica Krakowa, gdzie żeby kontynuować jazdę A4 musimy zjechać w prawo, a jazda prosto wiążę się z przemianą w drogę ekspresową (a przypomnę tylko, że na S7 system nie działa). W takiej sytuacji system będzie kontynuował pracę przez kilkaset metrów, po czym wyświetli komunikat o opuszczeniu strefy i przejdzie w standardowy tempomat aktywny.
Rowerowe tło lifestylowe
Muszę wam jeszcze wspomnieć dlaczego nasza trasa wiodła akurat na południe, bowiem Białka Tatrzańska została wybrana nieprzypadkowo. To właśnie tam odbywał się rowerowy festiwal JoyRide, którego Ford był partnerem i sponsorem. JoyRide to największe zawody kolarstwa grawitacyjnego w kraju, a ich formuła łączy downhill i enduro. W ten weekend Kotelnicę Białczańską opanowały więc nie tylko rowery, ale również Bronco, Rangery i Transity, które dzielnie pomagały w organizacji festiwalu. Co ciekawe, pod banderą Forda w zawodach startował Michał Sztorc, którego nie możecie nie kojarzyć. Jego autem operacyjnym został fioletowy Transit Custom, z którym również spędziłem miłe kilometry podczas testu.

Przyszłość jest już dziś
Ty też chcesz ten system w swoim Fordzie? Producent oferuje Kugę i Pumę w dedykowanej wersji BlueCruise Edition. W nich korzystanie z systemu jest bezpłatne i bezterminowe. Kuga to koszt od 180 220 zł za pełną hybrydę, a Puma już od 126 750 zł. System możecie jednak dobrać do bazowej wersji Titanium, która w przypadku Pumy startuje od 87 500 zł, a Kugi od 140 880 zł. Koszt takiej opcji to 6250 zł za dożywotni dostęp. System funkcjonuje również w Mustangu Mach-E oraz Rangerze PHEV. Co ważne, do roku od uruchomienia gwarancji w używanym Fordzie, będzie można dokupić system, jeśli ma odpowiednie wyposażenie (skrzynia automatyczna i nawigacja). Możecie skorzystać też z 90-dniowego okresu próbnego i potem zadecydować, czy jest on wam potrzebny.
Artykuł powstał dzięki zaproszeniu Ford Polska.
Importer ani producent nie miał jednak wglądu ani wpływu na publikację
Wyjazd w polskie góry wyraźnie pokazał, że BlueCruise to nie tylko broszury reklamowe ale rozwiązanie, które znacznie poprawia komfort podróżowania. Pokonanie kilkuset kilometrów polskimi autostradami bez konieczności trzymania rąk na kierownicy i regulowania prędkości ani trochę mnie nie zmęczyło. I tak będzie wyglądała motoryzacja najbliższych lat. Autonomiczna jazda to już nie obietnica, tylko technologia, którą z powodzeniem możemy wykorzystywać.
Kacper Mazur
fot. autor, Ford
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Galeria zdjęć:
























