Jeśli jeszcze ktoś uważa, że elektryk to tylko spokojny środek transportu do pracy i z powrotem, Opel właśnie udowodnił, że można inaczej. Mokka GSE to najnowszy pomysł na tego miejskiego crossovera. Tym razem przywdział sportowy dres i wskoczył na naprawdę wysokie obroty. I nie, to nie jest żadna miękka hybryda z emblematem “sport” doklejonym ma siłę. To pełnokrwisty elektryk z osiągami, które potrafią zawstydzić niejednego hot-hatcha.
Na pierwszy rzut oka Mokka GSE nie krzyczy, że chce się ścigać. Ale wystarczy spojrzeć nieco uważniej – dość nisko osadzone nadwozie, felgi mające za zadanie wspierać aerodynamikę, żółte akcenty na zaciskach i emblematy GSE. To wszystko zdradza, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko dobrze wyglądającym miejskim SUV-em. W środku wita nas sportowa kierownica, fotele z alcantary z kontrastowymi przeszyciami i cyfrowy kokpit, który oprócz standardowych danych potrafi wyświetlać przeciążenia, zużycie energii czy wartość G-force. To wnętrze, w którym od razu czujesz, że ktoś pomyślał o kierowcy, który ceni emocje za kółkiem, ale nie chce rezygnować z komfortu i stylu.

Pod maską – a raczej pod podłogą – kryje się 280 koni mechanicznych i 345 niutonometrów momentu obrotowego, czyli wszystko to, co potrzeba, żeby wcisnąć w fotel. Sprint do setki? 5,9 sekundy. Prędkość maksymalna? 200 kilometrów na godzinę, co jak na elektryka z segmentu B robi naprawdę wrażenie. Oczywiście mówimy tu o napędzie na przód, ale z pomocą przychodzi mechaniczny dyferencjał Torsena, który dba o to, żeby cała moc trafiała tam, gdzie trzeba. To rozwiązanie z rajdowej wersji Mokki, która z powodzeniem ściga się w pucharze ADAC Opel Electric Rally Cup, i tutaj też zrobi robotę.
Bateria ma pojemność 54 kWh, co przekłada się na około 330 kilometrów zasięgu według WLTP. To trochę mniej niż w zwykłej wersji elektrycznej, ale przecież GSE to nie jest auto, którym chcesz bić rekordy efektywności. To samochód, którym chcesz po prostu dobrze się bawić. I o ile nie wybierasz się codziennie w trasę Warszawa–Zakopane i z powrotem, to ten zasięg w zupełności wystarczy do codziennego użytku. Zwłaszcza że ładowanie można ogarnąć szybko, a aplikacje Opla pomagają znaleźć najbliższą ładowarkę bez zbędnego błądzenia.

Najlepsze w GSE jest to, że mimo całej tej sportowej otoczki, auto wciąż jest w stu procentach Mokką. Czyli nadal masz wygodne wnętrze, kompaktowe wymiary, dobrą widoczność i praktyczność, której nie powstydziłby się rodzinny hatchback. To auto, które spokojnie sprawdzi się w mieście, w trasie i w weekendowy wypad za miasto. A przy tym wygląda tak, że możesz spokojnie zostawić je pod modną kawiarnią, nie czując, że odstajesz od reszty
Kacper Mazur
fot. Opel







