Tych kolizji można było uniknąć

Kamerki samochodowe z dnia na dzień robią się coraz bardziej popularne na naszych drogach. Z jednej strony to dobrze. W razie kolizji pomogą nam wyjaśnić sprawę. Z drugiej strony – często sprawiają, że nagrywający szukają taniej sensacji, a na takie zachowania nie ma miejsca na drogach publicznych.

Często oglądając ze znajomymi popularne kompilacje wypadków i kolizji samochodowych dochodziliśmy do wniosku, że co najmniej połowy sytuacji z nagrań dałoby się uniknąć. Wystarczyłoby trochę empatii, kultury na drodze i wyrozumiałości w stosunku do innych uczestników ruchu. Niektórzy z nagrywających zrobią jednak wszystko, żeby tylko mieć nagranie i zaistnieć w sieci. A wystarczyłoby tak niewiele, żeby zaoszczędzić problemów sobie i innym.

Za dobry przykład takiego działania można uznać jednego z użytkowników portalu YouTube, który kryje się za pseudonimem Warsaw Drive. Kanał aktywny jest od miesiąca. W tym czasie auto opublikował 5 filmów, z których 4 to stłuczki. Piąty film dotyczy kierowcy, który jechał pod prąd. Wszystkie 4 stłuczki (według dat zarejestrowanych przez kamerę) odbyły się pomiędzy 15.03.2019 a 6.06.2019. Dwie nawet dzień po dniu – 5 i 6 czerwca. Wychodzi na to, że kierowca albo ma ogromnego pecha, albo jest mega nieskupiony na drodze i tym, co się na niej dzieje, albo doprowadza do kolizji celowo. Do podobnych wniosków dochodzi również część użytkowników portalu Wykop.pl, na którym opublikowane zostało znalezisko dotyczące tego kanału.

Nie będę się bawił w tej sprawie w sędziego, ale wydaje mi się, że ubezpieczyciele pojazdów uczestniczących w kolizjach mogą chętnie zainteresować się nagraniami. Przejdźmy do analizy tego, co wydarzyło się na nagraniach.

Zaczniemy może od nagrania wrzuconego niespełna dobę temu do serwisu YouTube. Jest to przy okazji najbardziej niebezpieczna z zarejestrowanych kolizji.

Sytuacja z tego filmiku mogła skończyć się tragicznie. Po uderzeniu osoba kierująca Golfem straciła panowanie nad kierownicą i z impetem uderzyła w znak oraz sygnalizację świetlną na przejściu dla pieszych. O mały włos uderzyłaby w pieszego czekającego na światłach.

Kilka sekund przed wypadkiem na nagraniu dokładnie widać zatrzymany na prawym pasie pojazd dostawczy. Można więc się domyślić, że pojazd jadący prawym pasem będzie chciał go zmienić. W tej sytuacji wystarczyłaby odrobina wyrozumiałości i przewidywania – dodanie gazu i pojechanie przodem albo odpuszczenie go i wpuszczenie przed siebie drugiego pojazdu. Na szczęście obyło się bez ofiar, ale gdyby nie ucieczka pieszego mogłoby być zupełnie inaczej.

Drugim nagraniem jest sytuacja na rondzie.

Tutaj wystarczyłoby po prostu zahamować. Na nagraniu samochód wjeżdżający na rondo widać dostatecznie wcześnie. Nagrywający jednak nie odpuszcza. “Bo przecież mam pierwszeństwo”. Co ciekawe jadąc po rondzie najpierw zwalnia, a potem, kiedy pojawia się auto wjeżdżające na rondo – przyśpiesza. No, ale może taki ma styl jazdy.

Kolejne dwa filmiki to typowe zmiany pasów. Nietypowe jest za to zachowanie nagrywającego.

Ponownie – z daleka widać pojazd blokujący pas. Można się domyślić, że kierujący Peugeotem będzie chciał go zmienić. Wystarczyłoby zdjąć nogę z gazu, żeby uniknąć tej kolizji. Nie trzeba by było nawet hamować. W tym przypadku nagrywający stwierdził, że lepiej będzie trzymać się na poziomie tylnego zderzaka Peugeota, który jedzie obok.

Tutaj z kolei sytuacja jest w 100% typowa. Kierowca Toyoty zmienia pas i nie widzi nadjeżdżającego w lusterku. Sygnalizuje jednak manewr dużo wcześniej. Wystarczyło zwolnić albo przyśpieszyć i do kolizji by nie doszło Zresztą – nagrywający zwolnił. Tylko w momencie zrównania się ze zmieniającym pas Yarisem.

BĄDŹMY DLA SIEBIE POMOCNI NA DRODZE!

Tak jak pisałem na samym początku – nie będę nikogo osądzał, ale proszę wszystkich czytających ten artykuł o jedno. Nie ważne czy jedziemy samochodem, motocyklem, skuterem, rowerem, na rolkach. Czy idziemy pieszo, czy lecimy helikopterem. Wszyscy korzystający z infrastruktury drogowej jesteśmy za siebie współodpowiedzialni. Wszystko jedno czy mamy pierwszeństwo. To nie powinno się w ogóle liczyć. Kiedyś ktoś mądry powiedział “Cmentarze są pełne ludzi, którzy mieli pierwszeństwo”. W pełni się z tym zgadzam.

Czasami lepiej zwolnić, przepuścić kogoś niż jechać i być uczestnikiem kolizji, przez którą ucierpieć możemy nie tylko my, nie tylko sprawca, ale i osoby postronne.

Przemyślcie to, proszę.

Tekst: Arek Jurczewski
Źródło: YouTube Warsaw Drive

Dyskusja

komentarzy

Arek Jurczewski

W samochodzie spędza znaczną część swojego życia. Lubi przejażdżki bez większego celu, byle jechać. Ma fioła na punkcie jednego z rodzimych zespołów muzycznych, dlatego przemierzanie kraju wzdłuż i wszerz siedząc za kierownicą nie jest mu obce. Na co dzień jeździ Saabem, który jest niewiele młodszy od niego. W wolnych chwilach lubi samemu pogrzebać przy samochodzie, z różnym skutkiem. Najnowszy cel motoryzacyjny? Zakup auta, doprowadzenie do znośnego stanu, poznanie na wylot i wyruszenie na następną edycję Złombola. Zawodowo związany z informatyką.