Cross Country to prawdziwa chluba Volvo. Cross Country to najbardziej praktyczne wersje najbardziej praktycznych modeli. V60, V70, V90 w „wiejskim” wydaniu były klasą. Były przemyślane, ładnie opakowane i dawały radę poza utartymi szlakami. Czasy się jednak zmieniają, a naklejka Cross Country trafia do elektrycznego EX30. Czy takie auto ma sens?
Volvo EX30 to niewielki, miejski crossover. Auto modne, auto ładnie narysowane, w jaskrawym kolorze rzucające się w oczy i zdolne do pokonywania miejskich wyzwań. Odmiana Cross Country chce być naj we wszystkim. Chce pokazać, że możliwości EX30 mogą sięgać jeszcze wyżej.
Wyłapanie w tłumie EX30 CC jest łatwym zadaniem. Samochód otrzymał plastikowe dokładki nadwozia, czarny „grill” z wzorem przypominającym szwedzkie góry, czarną klapę bagażnika (to wszystko niezależnie od wybranego koloru nadwozia) oraz oldschoolowe chlapacze. Największą zmianą wpływającą na praktyczność samochodu i jego użytkowanie jest zwiększony do 19 cm prześwit. To o około 2 cm więcej niż w standardowym EX30.


Wnętrze?
Tutaj nie zmieniło się nic. Nie ma nawet żadnej plakietki, żadnego emblematu czy czegoś, co by pokazywało większe przywiązanie do „country” niż do „city”. Mówiąc wprost – zza kierownicy EX30 nie poznasz, czy siedzisz w standardowej wersji czy w odmianie Cross Country. Poznasz za to, że siedzisz w zupełnie nowym Volvo. I to akurat nie jest do końca dobra informacja.
Projektując wnętrze EX30 Szwedzi poszli po bandzie. Skandynawski minimalizm poszedł nie o krok, ale o dwa kroki za daleko. Zegary (nawet wirtualne) za kierownicą? A po co to komu? Przyciski do ustawiania luterek zewnętrznych? Niepotrzebne. Przyciski do sterowania światłami? Brak. 99% opcji dostępnych jest z poziomu tabletu przyczepionego do deski rozdzielczej. Ok, wygląda to może i nowocześnie, ale obsługa, szczególnie podczas jazdy wymaga dużego skupienia (chyba, że poprosisz pasażera, żeby zmienił temperaturę klimatyzacji). Plus, że soft działa szybko i nie notuje większych wpadek. No i są apki Google na pokładzie, bo cały system stoi na Androidzie.
Zdjęcia Volvo EX30:














Jakość wykończenia?
Volvo to premium. Ale w przypadku EX30 mam pewne obiekcje. Montaż ok, spasowanie ok, pomysł na kolorystkę i fakturę materiałów też ok. Ale niektóre plastiki są mocno tandetne, a eko-skóra mocno gumowa w dotyku. Pochwalić nie mogę także miejsca na tylnej kanapie. Ciasno tam jest i… basta!
EX30 to najszybsze (biorąc pod uwagę czas rozpędzania się od 0 do 100 km/h) Volvo w historii. Nie, nie żadna R-ka, nie żaden Polestar. Elektryczny, miejski crossover otrzymał ten zaszczytny tytuł. Dwa silniki elektryczne generują 428 KM oraz grubo ponad 500 Nm. Setka pojawia się na prędkościomierzu po upływie… 3,6 sekundy! PETARDA! To auto jest piekielnie szybkie. Oczywiście podstawowa odmiana nie jest aż takim łobuzem, ale Cross Contry występuje tylko i wyłącznie w topowej, ponad 400-konnej odmianie!


Ważna informacja jest taka, że Cross Country jest aż o… 0,1 sekundę wolniejsze w sprincie do setki od odmiany nie CC. Wszystkiemu jest winne podniesione zawieszenie oraz inne (węższe) opony. Ale 3,7 sekundy w małym crossoverze to i tak jest kosmiczny wręcz wynik. Kosmiczny i wręcz zaskakujący, bo po Cross Country można oczekiwać bardziej Cross i Country niż auta gotowego do wyścigów na ćwierć mili!
A co z tym prawdziwym „Cross”?
EX30 CC jest oczywiście sprawniejsza w ternie od wersji standardowej. Ma napęd 4×4 (nie CC też go ma) oraz wspomniany wcześniej większy prześwit. Poradzi sobie w… głębszym śniegu no i pod wyższy krawężnik podjedzie. A propos śniegu…
Zdjęcia Volvo EX30 Cross Country:





















Elektryki boją się zimy niczym diabeł wody święconej. Volvo deklaruje, że EX30 w ponad 400-konnej wersji zrobi na jednym ładowaniu ponad 400 km. Może i zrobi, ale w lato i z górki. W zimę połowa tego wyniku będzie przyzwoitym osiągnięciem…
Cena…
170 tys. zł kosztuje bazowe EX30. Ale jeśli właśnie taka wersja cię interesuje i z olbrzymią dokładnością liczysz wszystkie dofinansowania to… EX30 CC nawet nie zawracaj sobie głowy. Topowa odmiana tego elektryka kosztuje 260 tys. zł. Tak, o 90 tys. zł więcej od podstawy, ale już tylko o 11 tys. zł więcej od tak samo wyposażonej, tak samo mocnej wersji Ultra pozbawionej tych wszystkich crossowych dodatków. I tutaj rodzi się najważniejsze pytanie. Jeśli to ponad 400-konna, dobrze wyposażona odmiana jest w twoim kręgu zainteresowań, może warto dopłacić do Cross Country? Za 11 tys. zł ekstra zyskasz nie tylko kilka stylowych dodatków oraz wstąpisz do klubu właścicieli Volvo z serii CC, ale dostaniesz także większy prześwit, który może się przydać w najmniej oczekiwanej sytuacji.
Paweł Kaczor







