Renault Espace było nietuzinkowym minivanem. Było… kiedyś… Teraz Espace to duży, 7-osobowy SUV. VW Tayron nigdy nie był minivanem. To auto bez przeszłości, ale z dużymi planami na przyszłość. Czy francuski pomysł na SUV-a okaże się lepszym przepisem od tego, co fundują nam Niemcy?
Rzut oka na karoserie
Jeśli spodziewacie się rewolucji, to nie patrzcie nawet na Tayrona. Tutaj nie ma rewolucji. Jest ewolucja i to taka raczej delikatna. Tayron jest nowy, nazwa nieznana w EU, ale samo auto? To typowy Volkswagen. Tayron wygląda nieźle. Hitem lub kitem są podświetlone znaczki z przodu i z tyłu! Miłośnicy tuningu z Azji już się cieszą.
Wygląd zewnętrzny Espace także nie odrzuca. Ale czy przyciąga? Model niedawno przeszedł lifting, który najbardziej widoczny jest w przedniej części nadwozia. Nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że nowy Espace to taki Austral XL.


Rzut oka na wnętrze
Wnętrze Renault? Z przodu jest przestronnie. W drugim rzędzie jest ok (kanapa jest regulowana). A w trzecim? Po pierwsze nikt, kto ma nogi nie usiądzie na dwóch fotelikach ostatniego rzędu, a po drugie, te foteliki wymagają dopłaty 9000 zł! Ok, można podsunąć do przodu tylną kanapę, ale to tylko trochę poprawi sytuację. Dwoje rodziców i piątka dzieci w wieku szkolno-przedszkolnym do tego auta się zmieszczą, ale siedmiu dorosłych? Nie ma szans!
Brakuje mi trzeciej albo czwartej strefy klimatyzacji. W rodzinnym i przestronnym aucie nie jest to tylko fanaberia. Jakość wykonania? W topowej wersji Iconic naprawdę spoko. Multimedia? Topowe! Apki google, świetna czytelność, mega prosta obsługa, fizyczny panel klimatyzacji. Jest dobrze, na serio!
Zdjęcia Renault Espace:














Przesiadka do Tayrona…
Słowo klucz – Wyświetlacz. Tak naprawdę to właśnie ten 15-calowy wyświetlacz sprawia, że nawet, gdyby we wnętrzu zabrakło foteli, to byś tego nie zauważył. Podobno, kto ma większy wyświetlacz ten jest lepszy. Zasłyszane w małych miejscowościach. No i VW Tayron ma olbrzymi wyświetlacz. Ale wiesz co? Z wyjątkiem mało elokwentnego wpasowania tego wyświetlacza w deskę, obiektywnie nie mam się tu do czego przyczepić. Dzięki temu, że ekran jest duży, duże są także ikony. Trafienie w konkretną opcję podczas jazdy nie przypomina poziomem trudności zabicia ręką muchy w locie. Procesor tych całych multimediów także się dobrze wyrabia. Nic nie muli, nic się nie zwiesza, wszystko działa.
Z miejscem z tyłu jest podobnie, jak w przypadku Espace. Ciasno tam jest po prostu. To nie jest minivnam. To jest SUV z możliwością przewozu 7 osób. Plus dla VW, że te dodatkowe foteliki są znacznie tańsze niż w Renault i kosztują ciut ponad 4000 zł ekstra. Ale co tu się wyprawia pod maską to jest hit.


Co pod maską?
W Tayronie możesz mieć pod maską 1.5 TSI, 2.0 TSI, hybrydę plug-in lub nieśmiertelne 2.0 TDI! I ja to szanuje! VW z 2026 roku z TDI pod maską? Ależ to brzmi premium! Na to stać nielicznych! Dodam, że każdy wariant ma DSG (kolejne punkty do bycia premium), a mocniejsze opcje mają 4Motion. Co mamy pod maską auta ze zdjęć? 2.0 TDI oczywiście. I to wzmocnione, bo 193-konne (jest jeszcze wersja 150-konna). Jak to jeździ? Nie pytaj!
Nuda straszna. 8 sekund do setki, zawias nastawiony na komfort i ogólnie ziew, czyli… typowy Volkswagen z TDI! I bardzo dobrze, bardzo się mnie to podoba. Takich aut nam potrzeba! Tym bardziej, że spalanie poza miastem nie dobije nawet do 6 l/100 km! I komu te biedne diesle przeszkadzały?
Zdjęcia Volkswagen Tayron:





















Renault nie daje żadnego wyboru jeśli chodzi o jednostki napędowe pracujące pod maską Epsace. W ofercie jest tylko układ hybrydowy. Brzmi zwyczajnie, brzmi nudno, brzmi ok, bo dziś wszyscy mają hybrydy. Ale jeśli zaczniesz zadawać niewygodne pytania okaże się, że pod maską pracuje 3-cylindrowy silnik 1.2, a cała moc układu napędowego to okazałe 199 KM. Brzmi… ryzykownie? Być może, mechanikiem nie jestem, a podczas mojego testu po lawetę dzwonić nie musiałem.
Plusem tej hybrydy jest niskie spalanie. 6-7,5 l na 100 km w zależności od warunków jest ok wynikiem. Osiągi także są w porządku. Nieco pomad 8 sekund do setki wstydu przed znajomymi nie przyniesie. Minus? Kultura pracy. Gdy trzycylindrowiec wkracza do akcji, odgłos wydobywający się spod maski nie zwiastuje niczego dobrego. Tak, jakby dźwięk TDI od VW był pobudzający…
Brakuje mi tutaj napędu 4×4. Espace jest dużym samochodem i ma tylko przedni napęd. W śniegu radzi sobie średnio. Poza tym nie tylko Tayron, ale także inni rynkowi konkurenci mają 4×4. Renault ma za to system 4Control, który działa świetnie. Znacząco (o ponad metr) zmniejsza średnicę zawracania i podobno poprawia stabilność podczas dynamicznej jazdy. Chociaż Espace do dynamicznej jazdy nadaje się tak, jak ja do zawodów w pływaniu synchronicznym.


Ile one kosztują?
Najtańszy Tayron w biedzie z 1.5 eTSI oraz z przednim napędem kosztuje około 186 tys. zł. Najtańszy, tak samo biedny Tayron, ale z dieselkiem to koszt około 196 tys. zł. Na fajniejszą wersję musisz wydać grubo ponad 200 klocków, a jak chcesz mieć top of the top to 300 klocków nie powinno Cię odstraszyć.
Najtańsze Espace jest wyjściowo nieco tańsze od Tayrona i kosztuje około 184 tys. zł. Najdroższe Espace jest także tańsze od najdroższego Tayrona i kosztuje około 217 tys. zł. Warto jednak wiedzieć, że w przypadku francuskiego samochodu różnica w cenie będzie odzwierciedlała tylko albo aż poziom wyposażenia. W każdej, zarówno najtańszej jak i najdroższej odmianie dostaniemy ten sam, hybrydowy układ napędowy.


W ostatecznym rozrachunku Volkswagen wystawi nam wyższy rachunek za Tayrona. Ale Tayron oferuje więcej. Zarówno jeśli chodzi o wyposażenie (m. in. trzystrefowa klimatyzacja) jak i o napęd 4×4, którego w Renault nie uświadczymy. No i VW daje duży wybór w kategorii jednostek napędowych. Szach mat Espace? Chyba tak…
Paweł Kaczor







