Crosovery rządzą światem! Małe, duże, wszelakie. Jak coś jest crossoverem, to musi się sprzedawać. Tymczasem Renault do typowych elektrycznych mieszczuchów kryjących się pod cyframi 5 i 4 dołączą niemniej typowe auto segmentu B, czyli zupełnie nowe Clio. Czy takie auto ma jeszcze sens? Czy może zdecydowanie więcej sensu ma modny Captur? Kto wyjdzie zwycięsko z tego bratobójczego starcia?
Kiedyś to było. Clio czy Polo? A może Yaris? Corsa czy Fiesta? Wybór aut segmentu B był duży. Teraz także jest w czym wybierać, ale widać coraz mocniej zbliżającą się zmianę podejścia. Yaris i Polo mają już swój lata. Corsa delikatnie rzecz ujmując nie jest hitem sprzedaży. Fiesta? To auto zniknęło z oferty Forda. Clio? Jest! Zupełnie nowe! Nowe i nieelektryczne! Nowe i nie będące crossoverem! Wow!
Kwestia gustu
Nowe Clio nie wygląda jak… Clio. W porównaniu z poprzednikiem mamy tutaj do czynienia ze stylistyczną rewolucją. Widać, że to nowy projekt, ale nie widać, że to Clio. Przynajmniej nie na pierwszy, drugi i nawet nie na trzeci rzut oka. Widać natomiast, że mamy tu do czynienia z projektem z charakterem, którego tak bardzo brakuje w generycznych, chińskich samochodach.


Captur? On już się trochę opatrzył, co… jakby nie patrzeć jest spowodowane dłuższym rynkowym stażem . Model jest na rynku od 2019 roku i doczekał się już jednego, gruntownego liftingu. Nie mi oceniać, które auto jest ładniejsze. Francuzi od zawsze mieli lepsze kredki niż konkurencja i zarówno Captur, jak i nowe Clio wglądają atrakcyjnie. Captur jest jednak crossoverem, a co za tym idzie, w oczach wielu jest po prostu bardziej modnym produktem.
(Prawie) tacy sami
Patrząc na wnętrza obu modeli można dostrzec całą masę podobieństw, ale także widoczne są różnice. Multimedia? W obu przypadkach mamy do czynienia z kapitalnym systemem OpenR Link, który stoi na Google`u. Jednak w Capturze ekran dotykowy jest mocno tabletowy, ma pionową orientacje, a w Clio ten sam system ma orientacje poziomą i jest nieco ładniej (co nie znaczy, że ładnie) wkomponowany w deskę.
Zegary? W obu przypadkach wirtualne. Z kilkoma motywami graficznymi oraz z szeroką możliwością personalizacji wyświetlanych informacji. Jednak te same zegary różnią się wyglądem. W Capturze mają nieco starszy look, a w Clio nowszy, znany chociażby z elektrycznych 4 i 5.
Zdjęcia Renault Clio:
















Jakość wykończenia wnętrza? Tutaj zaskoczeń nie ma. Oba samochody są poskładane z tych samych klocków, a jakość materiałów w kabinie zależy od wersji wyposażenia. Podstawowe odmiany będą mocno plastikowe, a odmiany topowe będą mniej plastikowe. Warto dodać, że zarówno Clio, jak i Captur występują w wersji Esprit Alpine, która do kabiny wrzuca sporo sportowych akcentów oraz wyraźną porcję alcantary.
Oczywiste różnice
Captur jest autem większym od Clio. To oczywista oczywistość, która raczej nikogo nie zaskakuje. W związku z tym francuski crossover ma więcej miejsca w kabinie (szczególnie na wysokość oraz na kanapie). Ma także większy bagażnik. O ile większy? Kufer Clio w zależności od wersji pomieści od 270 do 327 litrów. Kufer Captura od 311 do 526 litrów. Dodatkowo, Captur posiada regulowaną kanapę. Coś, czego w Clio nie dostaniemy nawet za dopłatą.


Lżejszy może więcej
Oferta jednostek napędowych dostępnych do nowego Clio zawiera póki co dwa silniki. 1.2 l TCe o mocy 115 KM (manual lub automat) oraz 1.8 l z układem hybrydowym o mocy systemowej wynoszącej 160 KM. Wkrótce do oferty dołączy odmiana z LPG.
Captur odmianę z LPG już posiada. Podstawowa wersja zasilana tym paliwem oparta jest o 100-konny silnik 1.0 l TCe. Wyżej w hierarchii stoi 115-konna wersja 1.2 l TCe (to samo, co w Clio). Nad nią znajdziemy 140-konne 1.3 l TCe (brak w Clio), a skalę zamyka hybryda 1.8 l o mocy 160 KM (to samo, co w Clio). Różnice są, ale jak widać niewielkie, aczkolwiek na korzyść Captura.


Na korzyść Captura nie przemawiają natomiast osiągi i właściwości jezdne. Clio jest autem mniejszym i lżejszym. W topowej odmianie setkę robi w 8,3 sekundy. Na ten sam manewr również topowy Captur potrzebuje 8,9 sekundy. Różnica może niewielka w codziennym użytkowaniu, ale zauważalna.
Podobnie jest ze spalaniem. Mniejsze i lżejsze Clio pali mniej. Nie diametralnie mniej, ale zauważalnie mniej. W mieście hybrydowa odmiana wypija 4,5 l /100 km, a w szybkiej trasie około 7,5 l/100. Wyniki Captura są o około 0,2-0,4 l/100 km gorsze.
Zdjęcia Renault Captur:














No i samo prowadzenie. Clio ze względu na niżej umieszczony środek ciężkości prowadzi się lepiej, nie boi się zakrętów i daje większą przyjemność z jazdy. Pod warunkiem, że ktokolwiek takiej przyjemności z jazdy od Clio albo Captura w ogóle będzie oczekiwał.
Cena na koniec
Na sam koniec kwestia kluczowa. Cena. Nowe Clio startuje z poziomu 84 900 zł. Captur zaczyna się od 91 500 zł, ale za wersję z silnikiem 1.0 l z LPG, której nie ma w ofercie Clio. Cena Captura z takim samym, jak w Clio silnikiem 1.2 l TCe to 94 500 zł. Prawie 10 000 zł więcej. Spora różnica.
Porównując ceny topowych odmian różnica na niekorzyść Captutra będzie jeszcze większa. Topowe Clio Esprit Alpine w wydaniu hybrydowym kosztuje 123 900 zł. Tak samo wyposażony Captur, z dokładnie takim samym układem napędowym został wyceniony na 134 500 zł.


Wracając do pytania zadanego na wstępie, czy typowe auta segmentu B w dobie wszechpanujących crosoverów mają jeszcze sens? Tak, ponieważ są zauważalnie tańsze od swoich odpowiedników w segmencie „cross”. Tak, ponieważ mniej palą, mają lepsze osiągi i lepiej się prowadzą. Tak, ponieważ oferują praktycznie takie samo wyposażenie oraz takie same, a nawet nowsze multimedia. Jedyną przewagą crossoverów jest przestrzeń. Za Captura płacimy więcej i otrzymujemy więcej przestrzeni. Zarówno w kabinie, jak i w bagażniku. Otrzymujemy także bardziej miastoodporny prześwit i… bardziej modne nadwozie. Zaskoczeni?
Paweł Kaczor







