Renault Modus. Pamiętasz taki model? Nie? To niewiele tracisz. Auto już dawno odeszło w zapomnienie, ale z jednego powodu warto o nim wspomnieć. To właśnie Modus był poprzednikiem Renault Captura. Captura, którego znasz na pewno. Z resztą Captur nie chce dać o sobie zapomnieć, a Francuzi niedawno zafundowali lifting swojemu bardzo popularnemu crossoverowi.
Muszę przyznać, że polski oddział Renault nie ma łatwo. Musi sobie radzić z nazwami nowych modeli, które wymyśla centrala. Jak nie Captur to Rafale. Być może we Francji brzmi to dobrze, ale w Polsce? No właśnie. Ale ja nie o tym..
Captur pojawił się w 2013 roku z jednym zadaniem. Kupić klientów swoją prezencją, dobrą ceną i francuskim podejściem do motoryzacji. Po latach, patrząc na nowego Captura śmiało można stwierdzić, że zadanie zostało wykonane.

Jak było kiedyś ?
Pierwszy Captur nadal nie wygląda staro. Ok, on ma raptem 10, a nie 40 lat, ale jego sylwetka się nie zestarzała. Ot typowy miejski crossover. Kobietom się podoba, mężczyznom się podoba, bo ich kobietom się podoba. W środku też jest spoko. Fikuśne zegary, zgrabna konsola środkowa, wygodne i miękkie fotele. Radio gra. Pod maską też gra muzyka. Muzyka na 3 lub na 4 cylindry. Małe silniki mało palą. Automat EDC jest lubiany przez kobiety i przez mężczyzn bo ich kobiety go lubią. Ot, auto jeździ skręca i hamuje. Pierwszego Captura można było kupić oczami. Wiele osób tak zrobiło. Czy to źle? Absolutnie nie! Tym bardziej, że jak ktoś kupił to auto oczami, to reszta go nie interesuje. A ta cała reszta przede wszystkim nie wkurza. A to już coś!
Czy nowy Captur czymś wkurza? Też nie! Ba, śmiem twierdzić, że tym modelem Renault pokazuje, jak powinno się tworzyć crossovery wyciągając wnioski i poprawiając to, co było do poprawienia.




Jak jest teraz? Nowy Captur
Nowy Captur po liftingu występuje w wersji Esprit Alpine. Petrolheadom od razu skojarzy się to ze sportem. Każda inna osoba, mniej zaznajomiona z francuską sportową marką skojarzy tę nazwę z… perfumami. I jedni i drudzy nie będą jednak zachwyceni, bo nowy Captur podszyty sportem nie jest ani sportowy, ani nie pachnie podniecająco. Przyznać mu trzeba jedno – jest cholernie przystojny. Zwraca na siebie uwagę i podoba się kobietom jeszcze bardziej niż kobietom podobał się poprzednik. A mężczyźni? Im też się podoba, bo ich kobietom się podoba. Chyba już to pisałem…














Sytuacja we wnętrzu
Co słychać we wnętrzu? Jest kolorowo, fajnie, modnie i wygodnie. Ale więcej uwagi poświęcę multimediom. Moim zdaniem to klasowy TOP. Przez wielkie, a nawet olbrzymie T. Multimedia Volkswagena, Opla czy innego Peugeota mogą się schować. Mapy Google, asystent głosowy Google, bardzo płynne działanie, czytelne menu, atrakcyjna dla oka grafika… Wszystko to jest w nowym Capturze.
Aaaaa wspomnę o jeszcze jednym. Bo w sumie to dla wielu osób ważne. Przestrzeń w kabinie. Captur czy pierwszy, czy najnowszy to raczej małe auto. W kabinie nie ma przestrzeni rodem ze Skody Superb, ale jest ok. Z przodu wygodnie, a z tyłu zapniesz dwa foteliki i latorośle nie będą narzekać. Bagażniki też są ok. Szczególnie w nowym Capturze, w którym kufer ma ponad 480 litrów pojemności. Pod warunkiem, że przesuniesz tylną kanapę maksymalnie do przodu i nikt na tej kanapie nie usiądzie. Ha, sama przesuwana kanapa jest dobrym case`em jak mawiają ludzie z warszawskiego mordoru.

Jak to jeździ?
I tu znów wrócę do Esprit Alpine. Auto ze zdjęć ma najmocniejszy, 160-konny układ napędowy, jaki możecie mieć w Capturze. Do setki rozpędza się w 8,5 sekundy i na papierze wygląda to naprawdę dobrze. W praktyce, nowy mocny Captur jeździ tak, jakby miał z 50 KM mniej. Serio, to auto muli. Aż boje się pomyśleć, jak jeździ podstawowa, 90-konna odmiana tego samochodu. Sytuacje ratuje przełączenie automatu w tryb sportowy, ale wtedy silnik często utrzymywany jest na wysokich obrotach, spalanie zaczyna przekraczać 8 l/100 km, a… i w sumie nie wiem na co to komu? Dobra, będę kończył…

Stary Captur dobrze się trzyma na rynku aut używanych. Wielu ludzi go chce, a ceny nie chcą spadać jak liście na jesieni. Nowy Captur to… mój top jeśli chodzi o małe crossovery. Serio, to bardzo fajne auto. Fajne i co ważne, bardzo przemyślane. A nie każdy producent umie łączyć te cechy. Zastanowiłbym się tylko na wyborem słabszego silnika. Topowy i tak spektakularnie nie jedzie, a słabszy pozwoli na zaoszczędzenie kilku groszy i na stacji i na starcie przy zakupie. Ot, brawo Renault!
Paweł Kaczor
Zdjęcia Renault Captur nowy vs stary:












