Ford umie w nazwy. Ford grubo gra! Najpierw elektryczny Mustang, potem elektryczny Explorer, a teraz elektryczne Capri. Zniewaga i brak szacunku do historii, czy może świetne marketingowe zagranie w myśl zasady nieważne jak mówią, byle nazwiska nie przekręcali? Pojeździłem trochę nowym Fordem Capri i wiecie co? No to przeczytajcie co!
Capri to dla wielu fanów nazwa kultowa. Mniej kultowa niż Mustang, ale jednak kultowa. Mustanga znają wszyscy, Capri znają ci, którzy mają znać. Nowe Capri w teorii nie ma nic wspólnego ze starym Capri. Ale ja nie byłbym sobą, gdybym nie postawił obu aut obok siebie. Ford Polska nie lubi tego, ale komentarzom i heheszkom nie będzie końca! ;)
Chwila historii
Stare, czy jak kto woli klasyczne Capri to europejski Ford. Auto powstało poniekąd na fali sukcesu Mustanga. Skoro amerykanie tak bardzo pokochali Mustanga, to Europejczycy muszą pokochać Capri! Capri powstał w myśl zasady alleluja i od tyłu! Auto było klasycznym coupe. Miało tylny napęd, służyło do zabawy i miało jasno sprecyzowane cele. To nie był samochód dla onanistów nudziarzy. Pod maską pracowało 4 lub 6 cylindrów (V8 też podobno było, ale jakoś nie wierzę Wikipedii). Auto powstało w latach 60-tych i doczekawszy się trzech generacji zeszło ze sceny w połowie lat 80-tych.
Egzemplarz, który widzicie na zdjęciach w zjawiskowym butelkowo-zielonym kolorze służy jako daily. Czarne blachy nie są fejkowe. Auto teraz robi olbrzymie wrażenie na drodze, a jakie wrażenie musiało robić 30-40 lat temu? Nie będę się tutaj wymądrzał, specem od Capri nie jestem. Zapewne wy podzielicie się ciekawymi informacjami i historiami o tym modelu niż ja zaczerpnę z internetu i będę udawał znawcę z nosem zadartym do czoła! Ale… widzicie tutaj dużą czerwoną krechę? Nie? To sobie ją wyobraźcie.
Zdjęcia stare Capri:






Przejdźmy do nowego Capri…
Nie odkryje, nomen omen ameryki pisząc, że nowe Capri ma niewiele wspólnego ze swoim poprzednikiem. Ok, ma podobną tylną szybkę z boku i jedno ramie kierownicy, które ma nawiązywać do klasyka, a do nowoczesnej kabiny pasuje jak białe skarpety do sandałów. Właściciele obu modeli mogą do siebie strzelać!
Stare Capri to prawdziwe coupe z jajem! Ale nowe jest szybsze! Stare ma klimat! Nowe ma większy bagażnik! Starym polecisz bokiem! Nowy ma więcej miejsca z tyłu! Ale nowy to kopia Volkswagena ID.5… Oj, to ostatnie, to był cios Gołoty poniżej pasa…

Nowe Capri to zupełnie inne auto. ZUPEŁNIE! Zapomnij o porównaniu ze staruszkiem. Stylistycznie to inna klasa. To crossover, który jednak jest całkiem ciekawie narysowany. Zastanów się tylko nad wyborem żółtego lakieru. Ptaki na niego srają jak najęte, a owady siadają licząc, że zapylą! Wnętrze? Fordowskie. Duży smartfonowy ekran do obsługi wszystkiego, kilka schowków, przyzwoita jakość, nie ma się czego czepiać. Bagażnik olbrzymi (ponad 600 litrów), miejsca z tyłu dużo, czego chcieć więcej?
Zdjęcia nowe Capri:









340 KM i AWD zapewniają, to coś więcej Auto jeździ… jak złe. Setkę robi w 5 sekund z małym hakiem i reaguje na gaz szybciej niż penis emeryta na dwie dawki viagry. Osiągowo wszystko się zgadza. Zasięgowo także jest nieźle, bo 400-420 km na jednym ładowaniu zrobisz. To podobny zasięg do starego Capri na pełnym baku!
Co mi nie pasuje?
W nowym modelu zabrakło mi jednego. Pomijam już pryzmat klasyka. Nie patrzę na to auto przez okulary z 1972 roku. Nowe Capri jest jakieś takie zwykłe. Brakuje mu trochę jajec, trochę nieprzewidywalności. W elektrycznym crossoverze dla ludu miałbym to gdzieś. Ale to Capri, to powinno się czymś wyróżniać! A może za bardzo uległem magii nazwy?

Teraz być może zgrzeszę, ale czy współczesny klient nowego Capri w ogóle kojarzy poprzednika? Wie czym było stare Capri? Śmiem wątpić. Z całym szacunkiem, ale Capri to nie jest 911, którą zna nawet moja matka. Młodzi, dynamiczni i niezbyt gniewni mogą nie znać starego Capri. Nowy model ładnie brzmi, dźwięcznie się wymawia i stara się być jakiś (przynajmniej od strony stylistycznej). Wychodzi mu to nawet nieźle. I teraz zgrzeszę lub jak, kto woli upadnę po raz drugi… Stare Capri i nowe Capri widziałbym obok siebie w garażu. Te modele fajnie by siebie uzupełniały. Nowym jeździłbym do pracy, a starym jeździłbym dla przyjemności Ma to sens… chociaż być może tylko dla mnie…
Paweł Kaczor
Zdjęcia nowe vs stare Capri:


















Komentarze 1