Historia motoryzacji wykreowała wiele kultowych samochodów. Wiele kultowych samochodów, które przegrały z pędzącym światem pełnym durnych norm i obostrzeń. Część marek stara się wskrzesić kultowe modele w uwłaczających oryginałowi elektrycznych wersjach. Tymczasem Mazda… Mazda nadal klepie MX-5 według przepisu znanego od prawie 40 lat!
Na temat kultowych modeli uśmierconych przez aktualne i coraz ostrzejsze normy można napisać niejedną pracę magisterską. Świat się zmienia, motoryzacja się zmienia… czy na lepsze? Oj, to pytanie może rozpętać burzę w internecie. Niezłym adwokatem tej niejednoznacznej sytuacji może być wspomniana Mazda MX-5.
Dawno, dawno temu
Pierwsza MX-5 (lub jak kto woli Miata) powstała w 1989 roku. Auto było (i w sumie nadal jest) małym roadsterem, który miał być… mały, lekki, niewygodny i zwinny. Na dodatek, cena także miała być atrakcyjna. Prosty przepis? Prosty! Świat pokochał MX-5, a MX-5 pokochała świat!


MX-5 nigdy nie chciała się z nikim ścigać, chociaż niektórzy jej właściciele mieli inne zdanie na ten temat. Pod maską „jedynki” mógł pracować wolnossący silnik 1.6 lub 1.8 o nieprzesadzonej mocy. Jednak w przypadku tego samochodu masa robiła swoje. Masa plus tylny napęd. Nieco ponad 100-konny motor musiał radzić sobie z masą własną niższą niż 1 tona i radził sobie bardzo dobrze. MX-5 nie była sprinterem, ale dawała ogrom szczerej frajdy z jazdy.
Zdjęcia starszej Mazdy MX-5:












Najpierw masa
A propos bycia sprinterem… W całej historii życia MX-5 trwającej ponad 35 lat żadna seryjnie oferowana wersja nie mogła pochwalić się mocą przekraczającą 200 KM. Silnik z turbo oferowany był tylko raz, w drugiej generacji, w rzadko spotykanej i zarazem mocno dziś poszukiwanej odmianie. Pomimo tego, roadster z Japonii był lepszy niż owocowe czwartki w korpo. Zdecydowanie częściej zapewniał banana na twarzy kierowcy. Niska masa robiła cuda i sprawiała, że nagle czułeś się źle, ze swoją 20-kilogramową nadwagą. Poza tym, jak miałeś nadwagę, to w MX-5 było ci niewygodnie. Ba, nawet jak nie miałeś nadwagi to w MX-5 mogło być ci niewygodnie!
Pierwsza odsłona małego Japończyka nie miała nawet 4 metrów długości. Ba, najnowsza odsłona jest krótsza od swojego pierwowzoru! Schowki w środku? Portfel gdzieś tam odłożysz. Smartfona już nie bardzo. Bagażnik? Wielkości damskiej kopertówki z logo YSL… I wiesz co jest najlepsze? Powyższe słowa dotyczą około 30-letniego auta. Ale powyższe słowa idealnie opisują także najnowsze wcielenie MX-5!
Zdjęcia nowszej Mazdy MX-5:


















Idzie nowe?
Najnowsza odsłona opisywanego samochodu (kod ND) niedawno przeszła lifting. Lifting, który podobno zmienił także coś na zewnątrz. Ok, przeczytałem na stronie Mazdy, że nowe są przednie i tylne lampy oraz nowy jest beżowy dach (nadal miękki). Koniec zmian. MX-5 w nowej odsłonie wygląda dobrze. Nadal jest niewielka (wspomniałem już, że jest krótsza od starszego o ponad 35 lat pierwowzoru) i nadal zwraca na siebie uwagę.
Wnętrze? Zaskakująco analogowe! Zegary? Analogowe! Panel od klimatyzacji? Z dużymi pokrętłami! Sterowanie multimediami? Pokrętło oraz fizyczne przyciski. Dla Mazdy czas stanął w miejscu i… bardzo dobrze. Ok, ale lifting dotarł także do wnętrza! Co się zmieniło? Pojawiły się porty USB-C oraz beżowa tapicerka. Koniec. Amen. Schowków w środku nadal praktycznie nie ma, uchwyty na kubki są, ale w takich miejscach, że jeśli umieścisz w nich napój to na pewno się oblejesz albo oparzysz. Bagażnik? Jest. 130 litrów. Coś tam nawet włożysz, a jak złożysz dach to nadal masz 130 litrów. Dach nie wnika do kufra. Dach składa się ręcznie w 2 sekundy. Ot prostota konstrukcji!


Nadal bez turbo
Prostotę konstrukcji znajdziesz także pod maską. Turbo? A co to? Wolnossące 1.5? Tak, to jest to! I tutaj lifting niestety miał swoje żniwa. Z oferty zniknęło również wolnossące 2.0. Zostało tylko 1.5 o mocy 132 KM. Mało? No mało. Bolt w swojej Toyocie ma więcej. Ale… tutaj także nie o samą moc chodzi!
Najnowsze wcielenie MX-5 waży nieco ponad 1000 kg. 2 i pół nowych Mazd MX-5 waży tyle, ile jedno nowe BMW M5! Ok, wiem, że M5 ma duuuuuużo lepsze osiągi, a MX-5 ma raczej mizerne osiągi (ponad 8 sekund do setki), ale rozmiar nie ma znaczenia prawda?


Wolnossący, niewielki silnik nowego japońskiego roadstera brzmi dość surowo. Chłodno. Tak samo surowo auto się prowadzi. To jest analogowa konstrukcja. Wrażenia z jazdy opisywanym samochodem Mazda nazywa Jinba Ithai… czy jakoś tak. W wolnym tłumaczeniu oznacza to jedność auta z kierowcą. I jakkolwiek infantylnie to zabrzmi, MX-5 daje poczucie niesamowitej jedności, analogowości i szczerości. Zupełnie jakby nie znała instagrama ani Tik Toka.
Jak oni to robią?
Mazda chyba musi mieć niezłe wtyki u władz Unii Europejskiej. Nie mam pojęcia, jak Japończycy to robią, ale są bardzo skuteczni. Nowa Mazda MX-5 nie jest karykaturą swojego pierwowzoru. Nowa Mazda MX-5 nie jest elektrykiem, nie jest nawet miękką hybrydą! Mazda MX-5 nadal jest mała, zwinna, lekka i totalnie bez sensu. To nowe wcielenie kultowego modelu, który nawet… w nowym wcieleniu jest i będzie kultowy! Leć do salonu i kupuj! Póki jeszcze jest! Tylko nie wiem, jak wytłumaczysz się przed partnerem lub partnerką, bo MX-5 nie jest… modnym SUV-em…
Paweł Kaczor







