Volkswagen Amarok to jeden z bardziej szanowanych pick-upów i zarazem jeden z droższych pick-upów dostępnych na naszym rynku. Auto, którego tym, co się znają przestawiać nie trzeba. Maxus T60 Max to model, który musi się przedstawiać nawet tym, którzy się znają. To nowy pick-up z Chin. A jak z Chin, to jeden z najtańszych pick-upów. Prawie najdroższy z prawie najtańszym. Czy „prawie” faktycznie robi dużą różnicę?
Zacznę od razu z grubej rury. Maxus T60 Max kosztuje 135 tys. zł. Volkswagen Amarok 162 tys. zł. Różnica zauważalna, ale jeśli popatrzymy na topowe wersje, to Maxus zamknie cennik kwotą 140 tys. zł netto, a Volkswagen przekroczy 220 tys. zł netto. Różnica kolosalna! Czy równie kolosalna jest różnica między oboma autami?
Robią wrażenie
Każdy nowy pick-up wygląda jak pick-up. Duży grill, przestrzeń pasażerska i paka. Ot, schemat dobrze znany. O ile fakt, że Amarok w wydaniu PanAmericana wygląda dobrze i drogo jest… faktem, o tyle ten sam fakt, że Maxus T60 Max w czarnym lakierze wygląda równie dobrze może zaskakiwać. Oba auta prezentują się srogo. Duży grill, o którym już wspominałem, znacznie ponad 5-metrowe nadwozia, felgi z terenowymi oponami oraz bojowa paka. Tutaj nie ma zwycięzcy. Zarówno tani chińczyk jak i nie tani niemiec robią wrażenie. Różnica jest w gumach. Opony firmy Giti, w które obuto Maxusa są koszmarne. Zarówno na suchym jak i na mokrym. W terenie też się szybko poddają. Budżetowa opona z Bangladeszu? Oj, to nie brzmi dobrze.
Zdjęcia Maxus T60:



















Przejdźmy do tego, co najważniejsze. Paka. Oba modele oferowane są w naszym kraju w wersjach z podwójną kabiną. Z jednej strony to najbardziej uniwersalne odmiany, ale z drugiej najmniej pakowne. Tak czy owak Maxus udźwignie 1050 kg towaru, a Amarok 1047 kg. Pod warunkiem, że nie weźmiesz Amaroka z V6 pod maską. W takiej odmianie, niemiecki pick-up nie przewiezie nawet 900 kg. Ups…
Jakby luksusowo
Zanim przejdę do jednostek napędowych, zajrzyjmy do wnętrza. Nowy Amarok to tak naprawdę nowy Ford Ranger. Ani Ford, ani VW nie ukrywają tego faktu. Faktu, który jest szczególnie widoczny we wnętrzu. Ale w porównaniu Volkswagena do Maxusa to Volkswagen wygląda… biedniej.


Wnętrze Maxusa przypomina wnętrze jakiegoś nowoczesnego SUV-a. Toporność i stricte użytkowy klimat? Tutaj tego nie ma. Co prawda Amarok także potrafi być dobrze wyposażony i stara się jak może maskować swój użytkowy charakter, to jednak w tej kategorii chiński pick-up jest po prostu bardziej skuteczny. Pytanie tylko, czy całkowite oddanie się dotykowej obsłudze jest tym, co w pick-upie może być najlepsze? Maxus nie ma fizycznych przycisków. Jedyne jakie posiada, to te na kierownicy. Całą resztę obsługuje się poprzez dotyk ekranu lub listwy od klimatyzacji umiejscowionej poniżej ekranu. Plus za sprawne działanie multimediów. Minus za niektóre tłumaczenia (zużycie energii zamiast zużycia paliwa) oraz przesadnie ukryte opcje (światła włącza się poprzez ekran systemu multimedialnego). Amarok także stawia na dotyk, ale czyni to w sposób mniej inwazyjny. Kilka przycisków funkcyjnych w VW znajdziemy. W Maxusie znajdziemy tylko pokrętło od pracy układu napędowego. I w tym przypadku oba auta wiele łączy.
Dzielne w terenie
W standardowym i najbardziej pospolitym ustawieniu napędzane są koła tylnej osi. W obwodzie pozostaje tryb automatyczny, który w sytuacjach awaryjnych dołączy oś przednią. Poza utartymi szlakami warto włączyć stały napęd na cztery koła, a gdy on zawiedzie na ratunek przyjdzie reduktor. Tak, takie opcje tyczą się obu modeli i oba modele w terenie radzą sobie naprawdę dobrze. Pod warunkiem, że w Maxusie wymienisz wspomniane już wcześniej opony Giti na bardziej renomowaną gumę.
Zdjęcia Volkswagen Amarok:

















Przechodząc do odczuć zza kierownicy, to właśnie zza kierownicy czuć największą różnice miedzy oboma autami. T60 MAX ma pod maską 2-litrowego diesla. Dzięki podwójnemu doładowaniu moc równa 215 KM wstydu nie przynosi. Tak samo jak wstydu nie przynosi maksymalny moment równy 500 Nm. Osiągi nie są istotne, ale istotny jest fakt, że w standardzie dostajemy automatyczną, 8-biegową przekładnie ZF. Tak, tą samą, którą można spotkać w BMW.
Amarok daje wybór. 2-litrowe, 170-konne TDI otwiera ofertę, a ofertę zamyka 240-konne V6 TDI. W przypadku tej topowej odmiany osiągi są wręcz zaskakujące jak na pick-upa, ponieważ użytkowy Volkswagen z V6 pod maską setkę robi poniżej 9 sekund. Wow! Ale różnica w obu prezentowanych modelach nie polega tylko i wyłącznie na mało ważnych w przypadku pick-upów osiągach.


Znaczące różnice
Diesel Maxusa brzmi jak diesel. Klekocze niemiłosiernie. Zarówno na zewnątrz, jak i w kabinie. Diesel Volkswagena (chociaż tak naprawdę jest to diesel Forda) jest dużo bardziej kulturalny. Spokojna jazda, jazda po bułki nie sprawia, że w Volkswagenie czujemy się premium, a w Maxusie jak biedacy. Różnice są niezauważalne. Jeśli jednak wbijemy się na autostradę i przyspieszymy do legalnych 140 km/h lub nielegalnych 150 km/h Amarok nic sobie z tego nie zrobi. Nie będzie dramy, nie będzie walki o trafianie w czarne. Będzie niczym w SUV-ie. Prawie jak w SUV-ie. Przy 120-140 km/h w Maxusie nie będzie jak w SUV-ie. Będzie jak w pick-upie. I w sumie jak ma być, skoro T60 Max do pick-up? Jednak na tle opanowanego Amaroka będzie o wiele bardziej emocjonalnie i spektakularnie niestety w złych tego słowa znaczeniu.
W ostatecznym rozrachunku pick-up Volkswagena jest lepszym samochodem. Lepszym ponieważ daje większy wybór, większą swobodę i ma o niebo lepsze gumy w standardzie. Maxus oferuje pick-upa skrojonego na miarę. Skrojonego na miarę Maxusa. Tutaj nic nie zmienisz, nic nie wybierzesz, bierzesz jak stoi. A stoi całkiem nieźle. Wypasiony Amarok oprócz swoich użytkowych przypadłości nada się także do lansu i sprawdzi się jako uniwersalny wóz zadaniowy. Lans na T60 Max będzie nieco mniejszy, uniwersalność także jakby skromniejsza, ale cena sprawia, że wybaczysz mu dużo. Bardzo dużo. Chociaż tak naprawdę… wybaczać nie będziesz musiał!
Paweł Kaczor







