7-osobowe SUV-y wypchnęły z rynku VAN-y. Dziś słowo VAN znają tylko boomerzy. SUV jest na czasie! Im większy, tym lepszy. Volkswagen Tayron to modny SUV, który może pomieścić 7 osób. Hyundai Santa Fe to także modny SUV z identycznymi możliwościami transportowymi. No dobrze, ale które z tych aut jest lepsze?
Tayron to zupełnie nowe słowo w europejskim słowniku Volkswagena. Model zadebiutował w 2024 roku, chociaż to tak naprawdę następca dobrze znanego Tiguana Allspace. Hyundai Santa Fe to marka sama w sobie. Obecna odsłona tego modelu jest już piątą generacją Santa Fe, która od dłuższego czasu i tak pozostaje w cieniu bardzo popularnego Tucsona.
Kwadratura koła?
Patrząc na oba samochodu łatwo można dostrzec dwie sztuki designu. Tayron to dłuższa wersja nowego Tiguana. To według wielu ładniejsza odsłona Skody Kodiaq, z którą de facto Tayron ma wiele wspólnego. Niemiecki SUV jest narysowany neutralnie. Nie porywa, nie zawstydza, nie prowokuje i nie kusi. Chyba, że spojrzysz na podświetlane znaczki (z przodu i z tyłu), które jednoznacznie przywodzą na myśl promocyjne zakupy na chińskiej platformie.
Hyundai nie ma tak kontrowersyjnych detali. On cały jest… kontrowersyjny. Przypomina kanciaste auto z Minecrafta. Albo się to komuś podoba, albo nie. Ostre rysy, kąty proste, brak łagodnych detali. Kupujesz to? Czy idziesz do salonu VW po totalnie neutralnego Tayrona?


Dotyk i nie tylko
Co słychać we wnętrzach? Na pierwszy rzut oka jest podobnie. Dużo przestrzeni, bardzo dużo przestrzeni oraz multimedia nastawione na dotyk.
Dotykowy ekran w Tayronie ma 15 cali i pasuje do całego rysunku deski rozdzielczej niczym siodło do świni. Wirtualne zegary to standard. Ich się nie czepiam. Ale gigantyczny ekran systemu info-rozrywki pachnie chińszczyzną. Chociaż z drugiej strony, na tym ponadprzeciętnym rozmiarze zyskuje łatwość obsługi. Ikony są duże, trafienie w konkretną opcję jest proste, a całość działa naprawdę płynnie.
Zdjęcia Hyundai Santa Fe:




















Santa Fe ma bardziej spójnie narysowaną deskę. Chociaż to kwestia subiektywna. Jednak w przypadku koreańskiego samochodu mamy więcej pokręteł i więcej guzików. Jest mniej nowocześnie, ale wciąż… wystarczająco nowocześnie. Są opcje online, jest ekran dotykowy i wirtualne zegary, ale jest także wydzielony panel klimatyzacji. Gdyby tak zmiksować wnętrze Hyundai’a z wnętrzem Volkswagena otarli byśmy się o ideał…
Plastik i…
Jakość wykończenia wnętrza na plus dla Volkswagena. Jak na typowego VAG-a przystało w Tayronie jest… zaskakująco mało piano black. W topowej wersji R-Line Plus mamy przyjemną alcantarę oraz dużo miękkich tworzyw. Jest dobrze.
Wnętrze Santa Fe jest bardziej twarde. Ok, tutaj musiałbym się na siłę do czegoś przyczepić, ale Tayron prezentuje większą dbałość o materiały. Hyundai jest natomiast bardzo dobrze poskładany. Ciekawostką jest fakt, że wnętrze Santa Fe może być… zielone. Tak, taki kolor tapicerki jest dostępny w konfiguratorze koreańskiego samochodu.


Szczęśliwa siódemka
Oba prezentowane modele mogą przewieźć nawet 7 osób. Standardowo i Tayron, i Santa Fe są 5-osobowymi SUV-ami z ogromnymi bagażnikami. Santa Fe połknie 711 litrów, ale królem polowania jest Tayron. Bagażnik Volkswagena w momencie maksymalnego przesunięcia tylnej regulowanej kanapy do przodu pomieści… 885 litrów! Gigant!
Na przestrzeń w kabinie zarówno VW, jak i Hyundai’a nikt narzekać nie będzie. Chyba, że wybierzecie wersje 7-osobowe i zapragniecie usiąść w ostatnim rzędzie. To na pewno nie będzie wasze ulubione miejsce, ale trzeci rząd Hyundai’a oferuje ciut więcej przestrzeni. Dodatkowo, Santa Fe występuje także w odmianie 6-osobowej z dwoma niezależnymi fotelami w drugim rzędzie. Ciekawa opcja… podobnie jak wspomniana wcześniej zielona tapicerka.


Jeden przeciw wszystkim
Biorąc na tapet układy napędowe Santa Fe ląduje na deskach. Nowe koreańskie auta na rok 2026 mają pod maską silnik 1.6 T-GDI o mocy 239 KM. Jest to hybryda łączona standardowo z automatyczną skrzynią biegów oraz przednim napędem lub w bogatszych odmianach z napędem 4×4. Problem w tym, że… to jedyna dostępna wersja napędowa Santa Fe.
Co na to Volkswagen? W ofercie Tayrona znajdziemy silnik 1.5 eTSI o mocy 150 KM, znajdziemy ponad 200-konną odmianę hybrydową, jest także 2.0 TSI o mocy 204 lub 265 KM i jest również diesel 2.0 TDI w wariancie 150- lub 193-konnym. W każdej wersji standardem jest DSG a z wyjątkiem podstawowych odmian, na pokładzie jest 4×4. Wybór jest ogromny!


Jak one jeżdżą?
Oba samochody są wygodne. Są przede wszystkim wygodne i komfortowe, bo… takie mają być. Wyraźnych różnic nie czuć, chociaż zapewne znajdą się znawcy, którzy wypomną jednemu czy drugiemu autu jakieś przywary.
Układ napędowy Hyundai’a świetnie sprawdza się w mieście. Hybryda zużywa średnio 7 l/100 km w cyklu miejskim, ale na autostradzie traci swoje zalety. Dynamika powyżej 120-130 km/h jest co prawda wystarczająca, ale spalanie niebezpiecznie zbliża się do wartości dwucyfrowej.
Zdjęcia Volkswagen Tayron:





















Tayron ma idealny lek na długie podróże. Nazywa się TDI i w trasie czuje się jak ryba w wodzie. Chociaż chcąc być obiektywnym trzeba zaznaczyć, że 2-litrowy diesel w mieście pali więcej niż hybrydowy koreański napęd. Ale Volkswagen daje wybór. TDI jest idealne w trasy, ale jak wolisz coś bardziej miejskiego, w ofercie VW także taki napęd znajdziesz.
Czas na ceny
Najtańszy Santa Fe kosztuje nieco poniżej 200 000 zł. Najtańszy Tayron został wyceniony na około 185 tys. zl. Różnica zauważalna, ale im dalej w las, tym różnica w cenie się zmniejsza. Dobrze wyposażone egzemplarze obu samochodów kosztują 220-230 tys. zł. Topowe prawie 300 tys. zł.


Które auto jest ciekawsze? Tayron to typowy Volkswagen. Momentami nudny, ale także mocno przemyślany i przede wszystkim nieprzekombinowany. Santa Fe już swoim wyglądem potrafi wywołać emocje. Pozytywne? Negatywne? Z tym bywa różnie. Hyundai także ma sporo pragmatycznych cech, ale stara się je opakować w bardziej nietuzinkowy sposób. Finalny efekt jest zadowalający. VW tak naprawdę bije i to bardzo mocno Hyundai’a zdecydowanie bogatszą ofertą jednostek napędowych. W wielu innych aspektach także niemieckie auto oferuje więcej, ale różnice nie są aż tak diametralne.
Paweł Kaczor







