Test: Volvo V40 T4 by – po liftingu młotem Thora

Przez krótki czas miałem możliwość pogodzić sztukę z motoryzacją zza kierownicy pomalowanego przez Macieja Polaka specjalnego egzemplarza V40, pierwotnie w kolorze miętowym. Pod tymi osobliwymi malunkami kryje się mocny, świetnie współpracujący z kierowcą kompakt, który dzięki małym, uszlachetniającym zmianom może jeszcze dzielnie walczyć o miano najfajniejszego środka transportu na co dzień. Zainteresowani? To zapraszam na test! 

 

Od lat czuję miętę (to nie przez kolor, którego i tak nie widać) do Volvo i w sumie nie rozumiem dlaczego jeszcze żadna szwedzka myśl techniczna nie parkowała pod moim domem. Podobają mi się zarówno nowe modele – XC90, S i V 90, jak i trochę starsza szkoła, do której tej mięty czuję nawet więcej. Deski rozdzielcze z panelami wypełnionymi po brzegi przyciskami są świetne!

V40 jest obecnie takim przełamaniem między starym, a nowym – wnętrze jeszcze z biurka kreślarskiego sprzed kilku lat, ale kuracja odmładzająca za pomocą młota Thora przybliżyła już ten oryginalny kompakt z zewnątrz do obecnej stylistyki marki. Efekt jest taki, że jak w przypadku Alfa Romeo Giulietty zastanawiałbym się czy iść po nią do salonu czy szukać na rynku wtórnym, tak V40 z chęcią wybrałbym pachnące nowością.

Niestety Pan Maciej Polak, choć artystą na pewno jest dobrym, odebrał trochę szlachetności V40-tce. Dlatego poniżej wstawiam zdjęcie takiego samego egzemplarza, jak testowy, ale bez dekoracji.

 

1 Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora

 

Ładny, prawda? A co się zmieniło po liftingu? Przede wszystkim lampy – z przodu pojawiły się diody LED w kształcie młota Thora. Uszlachetniono też grill i dodano nowe wzory felg. I chyba wystarczy. Volvo V40 wygląda nadal świeżo i nowocześnie, a przy tym nie narzuca się swoją urodą. Jak na piąty rok produkcji, spokojnie można by było uznać, że auto zadebiutowało niedawno i właśnie wchodzi do salonów.

Może trochę “starzej” jest we wnętrzu i chodzi zarówno o wycofaną już z nowych modeli rozbudowaną deskę rozdzielczą z cienkim panelem w środku, na którym umieszczono sporo przycisków (choć to rozwiązanie akurat mi się podoba), jak i o wygląd wyświetlacza multimediów (zaktualizowanych podczas liftingu), który trąci już nieco myszką. Jest też mało czytelny. Z drugiej strony, V40 to nadal samochód w czystej postaci. Musisz do niego wsiąść, ustawić pokrętłem klimatyzację, fotel, pociągnąć za pas, ręcznie obniżyć kierownicę. Brzmi jak banał, prawda?

Oczywiście nowoczesność jest tu wszechobecna, ale nie wylewa się sztormową falą z każdego detalu. Znajdziemy tu więc systemy umilające jazdę, dbającego o bezpieczeństwo i samopoczucie kierowcy, m.in: system utrzymujący pas ruchu, asystenta martwego pola, poduszkę powietrzną pod maską, która zmniejszy obrażenia przechodnia w razie potrącenia czy wreszcie systemem recyrkulacji powietrza. Działa on w taki sposób, że po odryglowaniu zamków samochodu, układ wentylacyjny wpuszcza do środka auta powietrze z zewnątrz (nie wiem czy to dobrze, biorąc pod uwagę smog…). Pomysłowe, prawda? Volvo doposażyło V40 również w system Volvo on Call, który ułatwia, poza wezwaniem pomocy w sytuacji awaryjnej, życie wiecznym zmarzluchom – na specjalnej aplikacji na telefonie można m.in. włączyć wcześniej ogrzewanie.

 

Volvo V40T4 16 Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora

 

Nie do końca przypadła mi do gustu kolorystyka wnętrza, ale to łatwo można na pewno zmienić (po liftingu wybór tapicerki i okładziny dachu jest o wiele szerszy). Trzeba jednak dodać, że V40 jest w środku bardzo wygodne. I spokojnie czwórka dorosłych pojedzie nim w daleką podróż beż żadnych problemów. Fotele są sprężyste, wystarczająco szerokie i świetnie trzymają ciało w zakrętach, ale z tego słynie Volvo. Gruba kierownica pewnie leży w dłoniach, a mięciutka skóra na niej powoduje, że aż nie chce się wysiadać. Plastiki, z których wykonano deskę rozdzielczą nie wszędzie zachwycają, chociaż w żadnym wypadku nic nie skrzypi, za to to, co wygląda na aluminiowe, rzeczywiście takie jest. Wykończenie nie rozczarowuje i tutaj postawiłbym kropkę. Zajmijmy się przyjemniejszymi rzeczami.

 

Volvo V40T4 5 Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora

 

Wielu kierowców marzy o usportowionym kompakcie, a jeszcze lepiej o hot-hatchu. Wszystko fajnie, ale moim zdaniem problemy z takim autem są dwa: niekoniecznie dyskretny wizerunek, no chyba że mówimy o Octavii RS, oraz często za mocno sportowa charakterystyka jazdy, która przeszkadza na co dzień – uwierzcie mi, ból kręgosłupa po przejażdżce Focusem RS długo dawał mi się we znaki. Chcesz się wyróżniać, nie lubisz nudy, a osiągi są dla ciebie istotne – kup sobie Volvo T4. No chyba, że wolisz mocniej zaszpanować – wtedy masz jeszcze w zanadrzu wersję T5 z dodatkowym zastrzykiem mocy, ale tutaj ci o niej nie opowiem.

V40 T4 ma pod maską 2-litrowy (jak wszystkie obecnie produkowane Volva) 190-konny silnik, który dodatkowo generuje aż 300 niutonometrów momentu obrotowego (dostępnego już od 1300 obr./min.). 4 cylindry co prawda nie porywają dźwiękiem, ale moim zdaniem z 6-biegową automatyczną skrzynią stanowią zestaw wręcz idealny. Właśnie – skrzynia. Volvo do nowych 4-cylindrowych silników montuje 8-biegowe automaty, a ten tu – wyjątkowo – o dwa biegi uboższy wcale nie odkłada broni. Skrzynia szybko zmienia biegi, więc przyspieszenie w 6,9 sekundy do 100 km/h nie tylko na papierze ładnie wygląda. Jest też zupełnie uczciwie odczuwalne.

Jazda V40 T4 jest naprawdę przyjemna. Samochód chętnie reaguje na gaz, co już ustaliliśmy, jest też niebywale wszechstronny. Na co dzień może służyć jako auto do nudnych dojazdów do pracy, a w weekendy chętnie pokaże pazur na obfitującej w zakręty trasie. Tym bardziej, że Volvo przekonuje do siebie także spalaniem (oczywiście przy jeździe z głową). Na trasie nie ma problemu z zejściem do okolic 6 litrów, w mieście 9 litrów dla przeciętnie znającego się na ekodrivingu kierowcy nie powinny stanowić problemu. Układ kierowniczy V40 jest zwarty, pewny i bardzo przewidywalny, a zawieszenie chętnie z nim współpracuje. Moim zdaniem to jedno z lepiej prowadzących się aut tej klasy.

 

Volvo V40T4 15 Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora

 

Podsumowując – chciałbym mieć to V40 (no może bez tych malunków), a o taki werdykt w dzisiejszych czasach naprawdę trudno, bo mało co mi się podoba. Złośliwi powiedzą pewnie coś na temat mojego świeżego zakupu, ale prawda jest taka, że 160 tys. zł za kompakt to stanowczo za dużo. Nawet jak za tak dobre auto z segmentu premium. Chociaż z drugiej strony – Szwedzi pod egidą Chińczyków chyba wiedzą co robią, bo V40 sprzedaje się całkiem przyzwoicie.

Adam Gieras

P.S w Niemczech możecie je kupić z manualną skrzynią biegów. Ciekawie, ciekawe… Ale chyba wolę automat :)

 

Fot. Adam Gieras Fotomotografia, B Giraffe

 

 

 

Wygląd:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Wnętrze:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Silnik:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (9 / 10)
Skrzynia:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Przyspieszenie:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Jazda:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (9 / 10)
Zawieszenie:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Komfort:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Wyposażenie:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (8 / 10)
Cena/jakość:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (7 / 10)
Ogółem:%name Test: Volvo V40 T4 by   po liftingu młotem Thora (81/100)

 

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, turbo, 1969 ccm

Moc: 190 KM / 4700 obr/min

Moment obr.: 300 Nm / 1300 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna 6b

Napęd: przedni

Wymiary: 4369/1857/1420 mm

Poj. bagażnika: 335 l

Śr. zuż. Paliwa: ok 6 – 9 l/100 km, ale bez problemu można je podwoić…

0-100 km/h: 6,9 s

V maks: 210 km/h

Cena: od ok. 120 tys zł, egzemplarz testowy: 162 430 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz od niedawna Volvo S70 2.4 170 KM. Pomału rozstaję się z Audi A4 B5 1.9 TDI 115 KM i doprowadzam do stanu lux Audi A3 1.8 T 150 KM, choć chyba ma więcej mocy. Jeszcze nie wiem co z nim zrobię. Jakiś pomysł?